stycznia 19, 2018

Yope, Zimowe Mydło w Płynie

Yope, Zimowe Mydło w Płynie

Moje odczucia wobec mydeł Yope od początku były dość.. mieszane. Nie mam pojęcia skąd u mnie takie podejście, ale im bardziej popularny jest dany produkt/ marka tym mniejszą mam ochotę, by to to sprawdzić na sobie. Pokrętna, niczym nie uzasadniona logika. 

Ale w końcu się skusiłam. Pierwsza wersja Yope, którą wybrałam miała świetny zapach werbeny. I lepką warstwę, która za nic nie chciała schodzić z dłoni podczas spłukiwania..

Odczucia pozostały więc mieszane. Ale jak tylko wypatrzyłam wersję Zimową.. cóż. Jestem zapachowym pazerniakiem więc nie trzeba mnie było nadmiernie namawiać.. ;)


Skład


Co warto na wstępie wspomnieć.. Mydło Yope w zasadzie nie ma nic wspólnego z mydłem ;) No może konsystencja trochę przypomina mydło w płynie. W składzie znajdziecie powszechnie spotykane substancje myjące. Co jednak zasługuje na uznanie to fakt, że ów detergenty należą raczej do łagodnych. 

Dla osób, które borykają się z ciągłym przesuszeniem dłoni to może być dość sensowne rozwiązanie. Szczególnie, że w inci jest też gliceryna, emolient, olej macadamia i ze słodkich migdałów. Jest też pantenol i alantoina, które działają świetnie przy jakichkolwiek podrażnieniach skóry.


Yope, Zimowe Mydło w Płynie


Co prawda na moich dłoniach ów sensowny skład wrażenia najmniejszego nie robi i w dalszym ciągu używam kremów z częstotliwością nastu razy dziennie.. ale jeszcze nie trafiłam w swoim życiu na coś, co zminimalizowałoby moje kłopoty.

Tak czy inaczej mydełko zjednało sobie trochę mojej sympatii. Oczywiście głównie przez wzgląd na cudny zapach. Zimowe mydło Yope pachnie słodkim marcepanem. Na zimę jak ulał!

Jeśli chodzi o ów powłoczkę, która tak przeszkadzała mi w przypadku wersji z werbeną to albo tutaj problem nie jest tak odczuwalny albo stosuję mydło w mniejszej ilości, albo po prostu przestałam zrzędzić zauroczona tym zapachem ;)

Cudne opakowanko jest dodatkowym atutem, który każdorazowo cieszy oczy podczas użytkowania. Borsuk na nartach ❤ Mnie to kupuje.


Obstawiam, że więkość z Was miała już jakieś przygody z Yope ;)
Co sądzicie o marce? 
Co lubicie, a co nie do końca przypadło Wam do gustu?

stycznia 15, 2018

Benecos, Morela & Dziki Bez - szampon idealny?

Benecos, Morela & Dziki Bez - szampon idealny?
Benecos, Szampon Morela & Dziki Bez opinie blog recenzja

W ulubieńcach ubiegłego roku wspominałam o Lilla Mai i Bio IQ jako najlepszych szamponach, z któymi miałam styczność. Moja skóra głowy jest kapryśna, a włosy tak zdrowe, że aż nadto błyszczące i przyklapnięte (tak, to może być problematyczne). Dla mnie te dwa szampony są najlepszym wyborem, bo prócz niwelowania wymysłów skalpu nie ujmują mi też (marnej i tak) objętości.

Jeśli jednak miałabym polecić komuś szampon w ciemno.. byłby to właśnie morelowy Benecos!

Benecos, Szampon Morela & Dziki Bez - skład inci analiza

Skład


Nie jest to szampon super-łagodny, ale nie jest też tak, że bazuje na najcięższych detergentach. Substancją myjącą jest tu Sodium Coco-Sulfate, złagodzona dwoma delikatniejszymi detergentami. Standardowo nie uświadczycie tu Cocamidopropyl Betaine. 

Ogółem inci czyta się bardzo przyjemnie. W szamponie znajdziecie na przykład sok z jabłek, ekstrakt z owocu dzikiej róży, owocu i kwiatu bzu czarnego, dziurawca, pokrzywy, nagietka, łopianu, lipy, olej z moreli, hydrolizowane proteiny ze słodkich migdałów i witaminę E.

Kto choć chwilę interesował się ziółkami w kategorii dbałości o włosy wie na pewno jak cudny wpływ mają takie zioła jak łopian, bez i pokrzywa :) Dziurawiec i nagietek z kolei świetnie sprawdzają się przy skórze problematycznej. A pozostałe wymienione wyżej składniki dodatkowo dostarczają kombo witamin i antyoksydantów.

Jest też trochę emolientów, co czyni szampon bardzo uniwersalnym. A raczej odpowiednim do większości typów włosów, bo zakładam że jednak większość z Was - w przeciwieństwie do mnie- wybiera szampony ułatwiające życie tj. nie plączące, a raczej wygładzające i ujarzmiające włosy. 

I tu - uwaga! - za ten naprawdę dobry (i w pełni wegański) skład zapłacicie zaledwie 16zł.

Benecos, Szampon Morela & Dziki Bez recenzja blog

Benecos, Szampon Morela & Dziki Bez


Mogę chyba powiedzieć, że jestem przyzwyczajona do szamponów łagodnych, które zwykły plątać włosy i kompletnie mi to nie przeszkadza jeśli w zamian za tą niedogodność nie wyglądam jak plaskacz w przeciągu najbliższych 48 godzin. Zdaję sobie jednak sprawę, że większość z Was na co dzień odpuszcza wersję hardcore. 

I właśnie tym z Was bardzo polecam szampon Benecos. Nie plącze, a raczej wygładza. Powinien sprawdzić się świetnie w codziennej pielęgnacji włosów potrzebujących dawki odżywienia. Zniszczone włosy skorzystają na sporej ilości zabezpieczających emolientów z optymalną dozą protein, a ekstrakty wzmocnią osłabioną skórę głowy, która to przecież jest gwarantem pięknych i zdrowych włosów ;)

Tak więc w zabójczej cenie 16zł otrzymujecie bardzo sensownie opracowany skład i skuteczność działania z cudnym zapachem moreli w gratisie ;) Warto też wspomnieć, że marka Benecos jest cruelty free ❤

Sprzedałam? :D
Jakie są wasze wrażenia odnośnie marki?
A może jeszcze się nie znacie? ;)

stycznia 10, 2018

Zimowe kule kąpielowe!

Zimowe kule kąpielowe!

Bardzo długo zabierałam się za temat robienia kul kąpielowych. Wydawały mi się, podobnie jak mydła, straszliwe ciężkie w realizacji. Bo jak skleić proszek? Jak to to potem wyciepać z tej foremki? Jak się za to zabrać, żeby to miało ręce, nogi i wyglądało stosunkowo dobrze?

Pierwszą partią nakarmiłam śmietniczek. To było do przewidzenia.. ale reszta poszła zadziwiająco gładko! Więc jeśli macie wannę albo kogoś do obdarowania.. to na upartego kule możecie zrobić nawet z kuchennych składników. Tworzenie ich jest świetnym konceptem na relaks, nie wspominając już o ich użytkowaniu :)


Czego potrzeba do zrobienia kul kąpielowych:





Powyższe ilości surowców wystarczyły mi na około 11 kul (+ jednego kaprawego jednorożca). Koszt produkcji na sztukę wynosi więc nieco ponad 2zł!

Można się wyposażyć w bardziej profesjonalną formę do kul, jednak mi straszliwie spodobała się opcja przezroczysta, bo można na bieżąco, dowolnie kształtować kolory ;)


Jak zrobić kule:


Przede wszystkim warto sobie ów surowce odmierzać na przykład szklanką zachowując proporcje (np pół szklanki sody, 1/4 szkl kwasku i 1/4 szkl soli  = 2 kule), bo najłatwiej formuje się na świeżo. 

Zmieszane proszki psikam wodą z atomizera aż masa będzie dała się formować (zwykle, żeby sprawdzić jej przyczepność próbuję przykleić palcami masę do łyżeczki, którą mieszam. Jak się przyczepia to znaczy, że już czas ;D). Dodaję też trochę oleju (tu migdałowy) i jakieś pół łyżeczki olejków eterycznych (u mnie bergamotka i klementynka).

Jeśli chcielibyście użyć barwnika to warto odłożyć część suchej masy do osobnego kubeczka (tudzież kubeczków) i zamiast wody dodać tylko barwnik. Dzięki temu wzór kuli będzie można tworzyć na bieżąco. Btw. błękitny barwnik z Ecoflores dodatkowo fajnie pachnie i idealnie komponuje się z bergamotką i cytrusami.

Potem pozostaje tylko umieścić masę w foremce dobrze dociskając ją do ścianek i zostawiając trochę masy na samym wierzchu. Te wierzchy dwóch połówek formy zlepią się ze sobą jak już ją zamkniemy i kulę będzie łatwiej wydobyć.

No i właśnie.. kulę można delikatnie ostukać i wyciągać od razu (po dłuższym czasie niekoniecznie będzie to w opcji.. :D). Nałatwiej wyciąga się je delikatnie przekręcając najpierw jedną, potem drugą połówkę.



To co, robicie? ;D A może już macie za sobą tą zabawę?
Używacie takich umilaczy?

stycznia 07, 2018

Ulubieńcy 2017!

Ulubieńcy 2017!

Zdaję sobie sprawę, że jestem mocno spóźniona z życzeniami dla Was w tym roku.. Jednak jeśli są szczere i serdeczne to chyba wciąż się liczy, co? ;D 

Życzę Wam zatem najlepszego roku 2018! Nie będę życzyć spełnienia marzeń, wolę pożyczyć wytrwałości w dążeniu do swoich celów. I tych większych i tych mniejszych! Życzę też duuużo radostek, samych dobrych ludzi wokół i kieszeni pełnych pieniędzy (nie oszukujmy się, lepiej je mieć niż nie). I zdrowia! Tak na zapas. Albo na wszelki. ❤


Przechodząc do części kosmetycznej.. zrobiłam podsumowanie roku i wybrałam produkty, które najbardziej skradły mi serce. Nie jest minimalistycznie. Bo po co się ograniczać skoro trafiłam na tyle świetnych rzeczy ;)

Wybaczcie mi tylko mocno kaprawą jakość zdjęć. Niestety światło dzienne ma ostatnio nieco inny wymiar..


Pielęgnacja włosów


Na miano faworyta w kwestii szamponów zasługują dwa produkty: Rozmarynowy szampon Lilla Mai i Szampon BioIQ. Oba są bez Cocamidopropyl Betaine i oba świetnie odpowiadają mojej kapryśnej skórze głowy. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w momentach kryzysowych to jedyne pewniaki, które są w stanie mi pomóc.

Odżywki również służą mi głównie do pielęgnacji skóry głowy, ale dwa produkty, które trafiły do ulubieńców tego roku sprawdzają się równie dobrze w kwestii dbania o włosy na długości. Mowa o nawilżającej odżywce Bionigree (przeznaczonej stricte dla skóry głowy) i rozmarynowej odżywce John Masters.


Pielęgnacja twarzy


W tym roku odkryłam (dorwałam) Lusha i wpadłam w niemałą fascynację. Choć cudnych produktów tej marki jest wiele najlepszym z najlepszych jest chyba jednak czyścik Angels on Bare Skin, który urzekł mnie nietypową konsystencją, relaksującym zapachem lawendy i fajnym działaniem.

Lilla Mai może Was tu dziwić, jako że na co dzień rzadko sięgam po standardowe kremy. Jednak krem z UV Lilla wyróżnia się swoją konsystencją (nieco gumową :D), działaniem i funkcją. Bardzo mi odpowiada.

Alpha-H i krem pod oczy 100% Pure to świeże nabytki, które jeszcze nie doczekały się recenzji, ale z miejsca zaskarbiły sobie moją ogromną sympatię. Więcej o nich na pewno wkrótce ;)


Pielęgnacja ciała


Jeśli tu zaczęliście się zastanawiać czy to post sponsorowany to już odpowiadam: nie :D Wygląda po prostu na to, że Lilla Mai jest moim małym odkryciem tego roku. Ich produkty są po prostu naprawdę świetnie opracowane. Dlatego do ulubieńców trafia również balsam samoopalający.

Uznałam również, że na miano faworyta zasługuje też dyniowy kremik Desert Essence. Kremy do rąk zużywam na litry i mało który zapada mi w pamięć. Ten był milusi, skuteczny i pachniał wyjątkowo.

Jeśli chodzi o balsamy do ciała na codzień to w ulubieńcach musiały się znaleźć masłowe konsystencje, które moja skóra ceni najbardziej. Zarówno Waniliowo-pomarańczowa świeca Nacomi, jak i masło truskawkowe Nature Queen mają boskie zapachy i piękne działanie :)


Co trafiło do Waszych ulubieńców ubiegłego roku?
I jak tam noworoczne postanowienia? ;D

grudnia 30, 2017

Zużycia grudnia + większe kosmetyczne porządki

Zużycia grudnia + większe kosmetyczne porządki

Denko!


To już moje czwarte! Idzie całkiem nieźle :) 

Projekt Denko daje genialną motywację, by zużywać produkty do reszty. Oczywiście, że mam jeszcze pochomikowane trochę wartościowych resztuń na czarną godzinę, ale mam też świadomość, że prawdopodobnie w przyszłym miesiącu wylądują w śmieciowym pudełeczku. To daje poczucie ładu. Szczególnie po generalnych porządkach. Ale po kolei..

Benecos, szampon morelowy & Biokap Delicato farba 4.0

Benecos, szampon morelowy & Biokap Delicato farba 4.0


Po Biokap sięgam już chyba po raz trzeci. Nie mogę powiedzieć, że ma dobry skład, bo wciąż jest to chemiczna farba, ale nie zawiera PPD, ma sensowne inci i kilka wartościowych dodatków. Plus, co najważniejsze, daje mocny i długotrwały efekt, w pełni porównywalny z tym, który gwarantują farby profesjonalne i lepsze drogeryjne.

Benecos czeka na swoją kolejkę do recenzji, ale już teraz mogę się zdradzić, że polecam ;) Pachnie cudownie morelowo, do działania nie mam najmniejszych zastrzeżeń.. a kosztuje grosze!

Desert Essence, Be Organic, Vegan Fox blog opinie

Desert Essence, Be Organic, Vegan Fox


Zarówno krem Desert Essence jak i krem od Be Organic doczekały się już swoich postów na blogu. Więc w tej kwestii nie będę Was zanudzać ;)

Z kolei mydełko Vegan Fox.. damn. Winogronowe pachnie jak płyn do czyszczenia Toi Toi. Zdecydowanie milej wspominam serię lipową.

Alba, Bio:Vegane, Biolove recenzje blog

Próbki: Alba, Bio:Vegane, Biolove


Bio:Vegane krem Bio Acai pachnie bosko borówkami. Niespecjalnie lubię kremy, ale ten był na tyle przyjemny w użytkowaniu (i ma na tyle fajny skład), że byłabym w stanie kupić go na przykład na prezent. 

Biolove żel z mandarynką - odleweczka od Agi.. wciąż mnie zastanawia. Podczas pierwszych użyć czułam wyłącznie zapach kleju. Dopiero po kilku razach zaczęłam dopatrywać się tej mandarynki i faktycznie coś tam cytrusowego się pojawiło. Zapach dziwi mnie na tyle, że nie czuję się zachęcona do zakupu. Zresztą i tak pewnie na resztę życia zostanę fanką serii Brownie.

Aaaa Alba już miała swoje pięć minnut w poście. Więc powiem tylko, że potrzebuję rocznego zapasu :D


Kosmetyczne porządki!


W którymś z komentarzy Monia stwierdziła, że zdecydowanie powinnam się pozbyć bubli zamiast z nimi męczyć. A do tego Dorotka dała mi swoim postem dodatkowego kopniaka na drogę do sprzątania. W ten oto sposób pojawiło się pudełko niechcianych już rzeczy wyzbieranych z różnych, zapomnianych z premedytacją, zakątków. 

Zdecydowanie lżej mi. A zamiast nielubianej szafki w łazience, mam szafkę na zapasy, które grzecznie czekają, aż dobiję denek otwartych rzeczy. Co za spokój duszy!



Produkty do twarzy


Żel Hada Labo przywędrował do mnie kiedyś od Madzi. Swego czasu bardzo go lubiłam, nakładałam go pod swój balsam. Z czasem jednak wróciłam do toników, które pełnią tą samą funkcję nawilżającą, a do tego dają poczucie oczyszczenia i tonizacji. Gdyby dało się sprawdzić ile go tam zostało byłabym w stanie go skończyć.. ale tu końca nie widać, co powoduje u mnie frustrację :D

Zestaw Aqua π też dostałam (od Moniki ❤) w momencie kiedy moja skóra była w najgorszym stadium przesuszenia. Nie byłam w stanie tego opanować. I ten zestaw śpiewająco zdał egzamin. Oba produkty sprawdzają się najlepiej razem. Jednak micel pozostawiony na twarzy powoduje przytłaczającą lepkość.. a sam krem niestety nie robi już takiego wrażenia na mojej twarzy. Od kiedy mój kłopot został zażegnany nie potrafię się skłonić do powrotu do zestawu :(

Serum Organic&Botanic ma swoją własną, niezbyt przychylną recenzję na blogu, podobnie wykończyło mnie The Ordinary z witaminą C..

Hydrolat z krwawnika też poszedł w odstawkę jakiś czas temu, jego intensywny zapach uniemożliwia mi nawet dodanie go do jakichś DIY. 

Jest też resztunia toniku Yaka. Po co? Za cholerę nie mam pojęcia. Ale jak już sobie przypomniałam o marce to może zajrzę wkrótce do Helfy, bo zdaje się, że właśnie wprowadzili ich produkty :D


Inne niewypały


Tuszu Alverde pozbywam się z poczuciem winy, bo użyłam go zaledwie kilka razy. Niestety czuję się w nim głupio, a jeszcze gorzej wyglądam więc nie przychodzą mi do głowy żadne okazje, przy których mogłabym go używać.. Podobnie jest z mascarą Lusha :(

Krem Queen Helene z Iherb posłuży mi chyba jako baza do balsamu do ciała. Jest beznadziejny (ma nawet SLS ;D), ale ładnie pachnie. 

Szampon Alaffia niestety najzwyczajniej mi szkodzi. Probowałam go już wcisnąć chłopakowi.. niestety na dłuższą metę tutaj nie przejdzie nic, co nie jest 2w1. Poza tym przecież tfu! Lawenda! :/

Odżywki Wooden Spoon też już nie chce mi się kończyć, bo ani nic nie robi specjalnego w moim przypadku, ani nawet nie pachnie. 



Macie już za sobą noworoczne porządki? 
Czy nie macie na co dzień problemów z chomikowaniem? :D

grudnia 27, 2017

Grudniowe zakupy

Grudniowe zakupy

Grudzień to cudny miesiąc. Czy jest ktoś kto jest w stanie temu zaprzeczyć? Czas biegnie jak szalony, aż do wigilii, a w międzyczasie głowę zaprzątają głównie prezenty dla najbliższych. Potem wszystko zwalnia i jest po prostu.. przyjemnie :)

Mój grudzień był mocno hedonistyczny. Prócz niepochamowanego obżarstwa udało mi się też spełnić kilka największych zachcianek kosmetycznych. Oczywiście z wielką zasługą kochanych mikołajów i gwiazdek :))


Alpha-H, Liquid Gold


Próbkę tego cuda dostałam od Agi. Po kilku użyciach pojawiło się we mnie przeświadczenie, że umrę ze zgryzoty jeśli na mojej łazienkowej półeczce nie stanie pełnowymiarowa wersja. W tym momencie z pomocą zjawił się Mikołaj ❤

W większości przypadków nie ufam drogim kosmetykom (czytanie składów i studia ekonomiczne skutecznie utrudniają takie wybory). Ale Alpha-H trafiło na listę wyjątków w ekspresowym tempie. 

Nigdy wcześniej nie trafiłam na kosmetyk, który daje widoczne rezultaty po kilku użyciach (choć może i za mało jeszcze w życiu widziałam?). Liquid Gold radzi sobie ze wszystkim co pojawi się na mojej cerze.. lepiej! Minimalizuje wszelkie potencjalne niedoskonałości. Nawet jeśli postanowię karmić się wyłącznie laktozą przez równy miesiąc.. O.o


Biolove


Zakupy w Kontigo to też wina Agnieszki, a jakże! Jak mogłam przejść obojętnie wobec genialnego zapachu Brownie z pomarańczą?

Los chciał, że akurat w momencie zakupów wypatrzyłam też nowość Biolove - piankę peelingującą Smoczy Owoc, zaopatrzyłam się też w kremiki do rąk (którymi robię ludziom ochotę na słodycze bo przecież są ze mną wszędzie).

Teraz zastanawiam się dlaczego wzięłam tak mało i co napakować przy kolejnym zamówieniu :/


Gwiazdka przyniosła dobrocie..


Moje gwiazdki wybrały najlepiej! Spod choinki wyciągnęłam serum Clochee, ukochaną odżywkę rozmarynową John Masters i krem pod oczy, na który dłuugo już miałam ogromną ochotę - kawowy 100% Pure

Rękami i nogami podpisuję się pod opiniami o cudownym zapachu tego małego cudeńka! I ze wszystkich trzech rzeczy bardzo, bardzo się cieszę :)


Krem de La Krem


Czyli.. powrót do jednego z (dwóch) ulubieńców szamponowych - Lilla Mai, spełnienie zimowej zachcianki w postaci mydła Yope i krem do twarzy Cosnature - jedna z trzech opcji, które najlepiej zapadły mi w pamięć jeśli chodzi o tego typu produkty. Stawką jest godna pielęgnacja w obecnych warunkach izraelskich.

Musicie przyznać, że Krem de La Krem uroczo pakowało prezenty w okresie przedświątecznym :) I jeszcze ten gratis w postaci mydełka z przyprawami od Hagi.. ❤ 


Tyle na ten miesiąc. 
Jak Wam minął grudzień? :)

grudnia 24, 2017

Świąteczne (Superłatwe!) DIY

Świąteczne (Superłatwe!) DIY

Wszyscy, którzy mieli zostać obdarowani dostali już własne diy pudełeczka, mogę więc z czystym sumieniem podzielić się z Wami łatwiutkimi i przyjemnymi przepisami ;)

Nawet ci, którzy najmocniej opierają się tworzeniu własnych kosmetyków nie będą już mogli powiedzieć, że DIY przekracza ich możliwości ;D A możliwe, że akurat w przerwie świątecznej znajdziecie chwilę, by stworzyć coś fajnego :)


Masełko Kakao & Klementynka


  • 8 łyżek oleju kokosowego
  • 4 łyżki masła shea
  • 4 łyżki oleju migdałowego
  • 2 łyżeczki gliceryny 
  • 2 łyżeczki kakao
  • łyżeczka witaminy E
  • olejek z klementynki

Olej kokosowy i masło shea można stopić w najprostszej kąpieli wodnej (wrzucić je do kubeczka, a kubeczek do garnka z wodą). Można też skorzystać z myku Marzenki i postawić kubeczek na grzejniku ;) Kakao i olej migdałowy można wmieszać jeszcze na ciepło, z kolei glicerynę, witaminę E i olejek najlepiej już po ostudzeniu masy.

Niecierpliwcy mogą umieścić balsamik w lodówce - masa znacznie szybciej stężeje. 


Bajkowy peeling monoi ze złotymi drobinkami


Powstał prawdopodobnie dlatego, że przed świętami wkręciłam się zanadto w drugi sezon Dirka Gently`ego.. :D



Podobnie jak w przypadku balsamu do ciała robienie tego peelingu polecam zacząć od stopienia oleju monoi (wbrew swojej nazwie ma zbitą formę). Niestety w tym wypadku nie jestem w stanie podać proporcji, bo robiłam go na oko. Podejrzewam, że wyszło coś w stylu 2:1 tj dwa razy więcej masła niż oleju.

Niezastygłą, ale ostudzoną konsystencję zasypałam cukrem tak, by na wierzchu nie została żadna warstwa oleju (cukier prawdopodobnie stanowi tu jakieś 80% konsystencji). 

Na słoiczek peelingu poszły ze 2 łyżeczki brokatu, który - moim zdaniem- daje uroczy bajkowy efekt, ale nie do końca chce dać się uwiecznić na jakimkolwiek zdjęciu. 

W tym przypadku nie ma najmniejszej potrzeby dodawania olejków, bo monoi samo w sobie pachnie bosko (ojjj, jak długo zabierałam się za to, by je dorwać! :D)


Przydatne akcesoria


Isopropyl Alcohol - do kupienia: tu lub tu. Pokochałam go za wszechstronność, którą przebija jakikolwiek środek dezynfekujący. Nadaje się świetnie do przygotowania domowej produkcji (czyszczenia kubeczków/ zlewek/ mieszadełek), usuwania nalepek, formowania kul i wieeelu innych rzeczy :D

Bagietka - tutaj. Oczywiście można mieszać łyżeczką, ale bagietka jest łatwiejsza do utrzymywania w czystości, masła się do niej nie przylepiają, a i przy okazji nada się zawsze do glinek (które z metalem kontaktu mieć nie powinny).

Słoiczki - dorwałam je stacjonarnie we wrocławskim Piotrze& Pawle, ale widziałam też na przykład na garneczkach :)


Peeling piernikowo -pomarańczowy


  • olej kokosowy
  • olej migdałowy
  • cukier trzcinowy
  • przyprawy piernikowe
  • + olejek z klementynki

Zasadę już znacie ;) Podobnie jak w peelingu dwa zdjęcia wyżej proporcje nie mają tu diametralnego znaczenia więc też robiłam wszystko na czuja

Można zrobić wersję z samych przypraw piernikowych, równie dobrze z pojedynczych (cynamon, kolędra itd).. dla mnie ostatecznie to było za mało (albo węch mi się już zepsuł, bo ten peeling robiłam jako ostatni) więc dodałam również klementynkę (pachnie jak słodka mandarynka), która -mam wrażenie- dodała zapachowi drugie dno ;D


Kawowe kostki peelingujące



Pierwsza warstwa: stopiony olej kokosowy (ostudzony, ale wciąż płynny) zasypany solą morską (aż konsystencja przestanie być płynna). Jeśli chcecie użyć ziarenek kawy można je włożyć na dno foremki i zalać masą. Całość przytrzymać w lodówce aż do stężenia.

Druga warstwa: stopiony olej kokosowy + kawa (na tej samej zasadzie). Do lodówki i gotowe.

Serduszka pachną kawą więc nawet nie ma potrzeby dodawać olejków, bo i tak ciężko będzie im przebić się przez ten intensywny zapach. Część kawowa peelinguje mocniej, biała - nieco słabiej. Wrażliwcom polecam zastąpić sól cukrem, sprawdzi się podobnie :)


Ale czymże byłyby prezentowe diy kosmetyki bez łopatologicznych etykiet? Po raz enty polecam tu Canvę, która zawsze poratuje gotowymi elementami do własnych projektów.


Miłych, spokojnych (i kreatywnych jeśli chcecie ;D) świąt! :**

Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger