lipca 24, 2017

Lush, Mask Of Magnaminty! + konkurs

Lush, Mask Of Magnaminty! + konkurs

Ponad tydzień temu pokazywałam Wam przepiękne wnętrze czeskiego Lusha. Jeśli jeszcze nie widzieliście zdjęć - zerknijcie koniecznie, bo cieszą oczy i duszę ;D 

Wbrew pozorom nie wykupiłam wszystkiego, co było na stanie (choć oczywiście chętnie bym to zrobiła), ale postawiłam na najbardziej osławione pozycje, które nie są dostępne w Polsce (czyt. na allegro).

Jedną z najbardziej znanych maseczek jest, zdaje się, właśnie Magnaminty. Świeże maseczki mają dość krótki termin przydatności - ta jest wyjątkiem. A że nie jestem nazbyt regularna w maseczkowaniu ta opcja wydawała się najlepszą. Czy rzeczywiście..?


Lush, Mask Of Magnaminty


Po raz pierwszy nałożyłam ją w dość upalny i duszny dzień. W takie dni nawet moja wiecznie przesuszona twarz nie czuje się komfortowo. Świeci się, lepi, jest nieprzyjemna.. Po nałożeniu maseczki wszelkie nieprzyjemności znikają. Po kilku minutach skóra jest schłodzona i lekko ściągnięta. 

Zalecany czas użytkowania to 5-10 minut, ale ten efekt przyjemnego chłodzenia zatrzymuję zawsze znacznie dłużej. Po prostu sobie z nią siedzę... aż zaschnie na amen. Nie jest to jednak efekt, który dają glinki - pomimo tego że po dłuższym czasie zastyga, nie ściąga twarzy, cały czas czuję się w niej komfortowo. Podobnie ze zmywaniem jej ze skóry - wystarczy letnia woda i maska schodzi bez kłopotów.

Efekt po to przede wszystkim oczyszczona skóra. Wydaje mi się też, że nieco gładsza. Maska nie daje nawilżenia, bo nie temu ma służyć, ale też - moim zdaniem - nie przesusza nadmiernie nawet bardziej wrażliwej i suchej twarzy. A sięgam po nią częściej niż co tydzień.. :) Spodziewałam się nawet, że tuż po ściągnięciu maski będę musiała nawilżać cerę dość intensywnie. Wystarcza jednak tonik aloesowy i po kilku chwilach uczucia ściągnięcia skóra jest już znormalizowana.

Strasznie polubiłam działanie Magnaminty. Na lato - to jest perfekcyjna opcja ♥



Skład (Inci)


Maseczka bazuje na miodzie. O zaletach oczyszczania skóry tym składnikiem pisała jakiś czas temu Sayaka. Mamy tu też zieloną glinkę i bentonit, które detoksykują, mineralizują i wchłaniają nadmiar sebum.

Puder z fasoli jest dla mnie ciekawostką jako że jeszcze nie spotkałam się z czymś takim w kosmetykach. Ale to Lush.. :D I jest też ekstrakt z wiesiołka.

Zapach nadaje głównie olejek miętowy. Ale spokojnie - sama nie znoszę tego aromatu w kosmetykach, a jednak w tym przypadku pozostałe dwa olejki trochę równoważą tą kopozycję. Dzięki olejkowi z kwiatu aksamitki i ekstraktowi z wanilii zapach jest miętowo - słodki i bardzo przyjemny :)


Konkurs!


Jedną maseczkę Magnaminty przywiozłam dla Was. Jak wspominałam na początku - jej data ważności jest znacznie dłuższa niż wszystkich produktów Lushowych bazujących na sokach i składnikach kuchennych. Wciąż jednak jest to termin dość krótki. Więc i konkurs będzie żwawy.

Wystarczy, że wypełnicie googlowy formularzyk. Jedynym obowiązkowym aspektem jest odpowiedź na pytanie: Jaki kosmetyk służy Ci najlepiej letnią porą?

Jeśli zdecydujecie się spełnić również dodatkowe kryteria oczywiście będzie mi przesympatycznie ♥



Na wysłanie odpowiedzi konkursowej macie czas do 4.08.17. Wyniki postaram się zamieścić max do końca weekendu (tj 6.08), żeby jak najszybciej wysłać nagrodę ;)

Czas start!

Ps. wciąż trwa konkurs na gadułę miesiąca: Lush, D`Fluff - Strawberry Shaving Soap

lipca 23, 2017

10 produktów łagodzących skórę twarzy, których możesz nie znać

10 produktów łagodzących skórę twarzy, których możesz nie znać

Straszliwie lubię te nasze niedzielne zestawienia. Pomijam już fakt, że hobbystycznie pałętam się po różnych stronach w poszukiwaniu kosmetycznych ciekawostek. Tworzenie tematycznych postów dla Was daje jeszcze więcej radości, bo wiem, że komuś może się coś przydać (Kosodrzewina ♥).

Dziś padło na produkty kojące skórę latem. W zestawieniu znajdziecie toniki, mgiełki, żele, pianki, lotiony ale i  kapsułki. Wszystko pozbawione alkoholu i z możliwie najładniejszym składem ;)

Marka przyciągnęła moją uwagę już jakiś czas temu ze względu na ciekawe składy. Niedawno dotarła do mnie też informacja, że PHB przeznacza 20% swoich zysków na organizacje charytatywne! :) 

Żel bazuje na aloesie z dodatkiem alg, ma więc sporą szansę pięknie łagodzić skutki nadmiernego przebywania na słońcu i wspomagać regenerację skóry. Konsystencję i opinię z użytkowania możecie podpatrzeć na blogu Zdrowo Naturalnie ;)

SkładnikiAqua, Aloe barbadensis (Organic Aloe Vera), Vegetable glycerine, Fucus vesiculosus (Bladderwrack), Sclerotium Gum, Biosaccharide Gum-1, Xanthan gum, Coco-caprylate, Propanediol & Salix alba, Mentha piperita (Peppermint), Benzyl alcohol *Limonene, *Linalool

Cena: 69,31zł (120 ml)
Dostępność: Ecco Verde


W tym przypadku już samo opakowanie wzbudza nadzieję na ukojenie skóry ;) Aloes został wzbogacony hydrolatem z róży (który głównie łagodzi zaczerwienienia), ekstraktem z bawełny i cytryńca. Gliceryna i sorbitol dodatkowo zwiększają szanse na porządne nawilżenie skóry.

SkładnikiAqua (Water), Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Glycerin, Sorbitol, Rosa Damascena Flower Water*, Sodium PCA, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Extract*, Schizandra Chinensis Fruit Extract*, Lactic Acid, Sodium Lactate, PCA Ethyl Cocoyl Arginate, Parfum (Essential Oils), Benzyl Salicylate, Linalool

Cena: 64,90 zł (125ml)
Dostępność: Naturnika


To najdroższy produkt z zestawienia. Ale nie mogłam mu się oprzeć.. Po pierwsze - no popatrzcie na niego! ;) A po drugie - bazuje na hydrolacie z korzenia lotosa! Do tej pory nie spotkałam się z czymś takim. Cały skład urzeka prostotą, bo jest tu jeszcze tylko hydrolat z kwiatu pomarańczy i róży (mam nadzieję, że to wszystko pachnie pięknie) oraz gliceryna.

SkładnikiAqua, Nelumbo Nucifera (Lotus) Root Water, Citrus Aurantium Amara (Orange Blossom) Flower Water*, Glycerin*, Rosa Damascena Flower Water*, Sodium Anisate, Sodium Levulinate, Lactic Acid

Cena: 170,01zł (50 ml)
Dostępność: Ecco Verde


Nie potrafiłam wybrać jednego produktu Martiny Gebraht, bo cała seria Summer Time jest świetnie opracowana. Możecie wybrać krem, lotion, balsam, a nawet kapsułki. Wszystkie opcje mają równie dużą szansę sprawdzić się po opalaniu (i nie tylko). 

Składniki (Kapsułki)Sesamum Indicum Seed Oil°, Helianthus Annuus Seed Oil°, Aleurites Moluccana Seed Oil*, Ribes Nigrum Seed Oil*, Ribes Nigrum Seed Extract°, Persea Gratissima Fruit Oil°, Prunus Amygdalus Dulcis Oil°, Hippophae Rhamnoides Seed Oil°, Daucus Carota Sativa Root Extract°, Aroma°, Tocopherol, Linalool**

Składniki (Balsam)Aqua, Olea Europaea Fruit Oil°,  Aleurites Moluccana Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Aloe Barbadensis Leaf Extract°, Hypericum Perforatum Flower Extract°,  Hippophae Rhamnoides Fruit Oil°, Cetearyl Alcohol, Rosa Damascena Flower Extract°, Daucus Carota Sativa Root Extract°, Theobroma Cacao Seed Butter*, Helianthus Tuberosus Flower and Root Extract°, Juglans Regia Leaf and Seed Extract°, Sambucus Nigra Root and Fruit Extract°, Magnolie Officinalis Bark Extract*, Camellia Sinensis Leaf Extract°, Cetyl Alcohol,  Glycyrrhiza Glabra Root Extract°, Clay,Tocopherol, Lecithin*,  spag. Essenz aus Helianthus Tuberosus Flower and Root Extract°, Gold, Silver, Sulfur, Aroma, Geraniol**, Citronellol**, Limonene**, Linalool**, Citral**

Cena: kapsułki - 3,80zł ; emulsja - 43,00 zł ; balsam - 70,00 zł
Dostępność: Biorganic24


Bio2You to propozycja dla miłośników ziółek. Znajdziecie w niej hydrolat szałwiowy, ekstrakt z krwawnika, rokitnika, dzikiej róży i rumianku. Moim zdaniem to cudowne kombo bo: róża słynie z niwelowania zaczerwienień, rumianek z łagodzenia podrażnień, szałwia z działania antybakteryjnego, a krwawnik i rokitnik - ze wspomagania regeneracji naskórka ♥

SkładnikiAqua, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Water, Glycerin, Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, Hippophae Rhamnoides (Sea Buckthorn) Fruit Extract, Rosa Canina (Rosehip) Fruit Extract, Chamomilla Recutita (Flower) Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol

Cena: 49,99zł (100 ml)
Dostępność: Bio Eko Drogeria


I tego cudaczka musiałam tu dorzucić. Nie mogłam przejść obojętnie wobez krwi smoka :D Croton lechleri jest przeciekawym drzewem z Ameryki Południowej, jego sok ma barwę krwisto czerwoną - stąd ta nazwa. Ekstrakt sprawdza się podobno genialnie przy gojeniu ran i podrażnień. Jednak prócz tego magicznego składnika w piance znajdziecie też m.in sok z aloesu, ekstrakt z lipy, łagodzący pantenol i proteiny pszenicy.

SkładnikiAqua, Polyglyceryl-4 caprylate, Aloe barbadensis leaf*, Sodium lauroyl glutamate, Decyl glucoside, Diglycerin, Glycerin, Croton lechleri resin extract*, Glucose, Tilia cordata flower extract, Sorbitol, Sodium glutamate, Urea, Glycine, Hydrolyzed wheat protein, Lactic acid, Parfum, Phenoxyethanol, Benzyl alcohol, Sodium PCA, Linalool, Limonene, Citral, Panthenol, Citronellol

Cena: 69,63 zł (200ml)
Dostępność: Ecco Verde


Prosta opcja od Avebio - hydrolat z bambusa. Producent zapewnia, że łagodzi, koi, oczyszcza i matuje skórę twarzy. I myślę, że warto mu zaufać ;)

SkładnikiPhyllostachys Edulis Stem Water, Citric Acid, Aqua, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

Cena: 29,00zł (100ml)
Dostępność: Avebio


Jonzac, podobnie jak Martina Gebraht ma całą linię produktów o działaniu naprawczym i wzmacniającym skórę. Wszystkie produkty są stworzone na bazie wody termalnej, wzbogacone zawsze świetnym zestawieniem naturalnych składników. Możecie postawić na czystą wodę termalną, krem, maseczkę, emulsję czy kurację.. ;)

SkładnikiJonzac Thermal Spring Aqua (Water), Anthemis Nobilis Flower Water*, Malva Sylvestris Leaf Water*, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco-Caprylate/Caprate, Dicaprylyl Carbonate, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, C12-16 Alcohols, Cetearyl Alcohol, Sodium Stearoyl Glutamate, Alpha Glucan, Magnesium Aluminum Silicate, Glyceryl Stearate Citrate, Hydrogenated Lecithin, Polyglyceryl-3 Stearate, Palmitic Acid, Sodium Levulinate, Glyceryl Undecylenate, Aqua (Water), Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Glyceryl Caprylate, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Phytic Acid, Sodium Hydroxide, Lactic Acid, Cetyl Alcohol

Cena: 49,99zł (100ml)
Dostępność: Matique


Ok, The Saem to nie jest opcja dla wielbicieli czystej natury. Ale znacie już moje oddanie dla misia pod oczy.. też żel to mój kolejny cel ;) Cała seria Iceland bazuje na wodzie z lodowca, w każdym produkcie znajdziecie też przyjemne ekstrakty i składniki aktywne. W tym przypadku: betainę, ekstrakt z przypołudnika, z kwiatu lotosa, japońskiej moreli, płucnicy i listownicy ;) Więcej o górze lodowej przeczytacie na blogu Black Liner ;) 

SkładnikiMineral Water, Phenoxyethanol, Polysorbate 20, Carbomer, Chlorphenesin, Potassium Hydroxide, Sodium Acrylates Crosspolymer-2, Disodium EDTA, Glycerin, Betaine, Mesembryanthemum Crystallinum Extract, Butylene Glycol, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Prunus Mume Fruit Extract, Lactic Acid, Propylene Glycol, Cetraria Islandica Extract, Sorbitol, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Laminaria Japonica Extract, Water, Perfume

Cena: oK 40zł (300 ml)

Dostępność: Iherb / Cosmetic Love


Ten wybór też chyba nikogo nie dziwi ;) Nie należy do najtańszych, ale wygląd, nazwa, skład.. sprawiają, że bardzo chce się go mieć. Iście islandzki koncept bazuje na wodzie z czystego, islandzkiego źródła. Tonik zawiera też hydrolat z kwiatu pomarańczy i ziółka: mącznicę lekarską, brzozę omszoną, krwawnik i wierzbę dwubarwną.

SkładnikiAqua (pure Icelandic spring water), Citrus Aurantium Dulcis Fruit (orange) Water, (vegetable) Glycerin, Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Betula Pubescens (birch) Twig Extract (wild Icelandic herb), Arctostaphylos Uva Ursi (bearberry) Leaf Extract (wild Icelandic herb), Achillea Millefolium (yarrow) Extract (wild Icelandic herb), Salix Phylicifolia (willow) Extract (wild Icelandic herb)

Cena: 147,62 zł (250ml)
Dostępność: Ecco Verde


Zapraszam też do Kosmetyczny Fronesis, gdzie również znajdziecie 10 propozycji na ukojenie skóry latem ;)

Tymczasem mówcie - coś zwróciło Waszą uwagę? A może macie własne sprawdzone produkty tego typu?

lipca 21, 2017

Biokap Nutricolor, 3.0 Ciemny brąz

Biokap Nutricolor, 3.0 Ciemny brąz
Ostatnia farba - Naturalny Brąz Sanotint Sensitive okazała się niezwykle łagodna dla mojej skóry głowy, ale niezupełnie zadowalająca pod względem intensywności efektów. Średni brąz jaki farba nadała moim włosom z czasem zaczął wyglądać coraz bardziej.. średnio (dół włosów, wcześniej farbowany, był nieco ciemniejszy).

Zarzucicie mi hipokryzję, jako że zarzekałam się nigdy nie wracać do stosowania PPD.. Jednak tylko to paskudztwo jest w stanie barwić moje włosy na satysfakcjonujący ciemny brąz.. Chęć posiadania pożądanych efektów i niechęć wobec perspektywy utraty połowy- i tak cienkich- włosów skłoniła mnie do jeszcze bardziej zawziętych poszukiwań..

Podobno tylko osioł (czy tam krowa..?) zdania nie zmienia.. więc wybacie, dziś będzie nieco mniej zdrowo.. z PPD ;)

Biokap Nutricolor, 3.0 Ciemny brąz farba do włosów - blog, recenzja

Biokap Nutricolor, 3.0 Ciemny brąz


O farbach Biokap pisała kilkukrotnie Aga (Agowe Petitki). To właśnie ona swoimi recenzjami zachęciła mnie do wypróbowania tej opcji. Skoro jej włosy nie wypadły, miałam nadzieję, że i u mnie jest taka szansa. Czy rzeczywiście..?

W panikę wpadłam już przy spłukiwaniu farby widząc conajmniej jedną garść włosów w odpływie. Nie do końca będąc świadoma tego co robię nałożyłam na skórę głowy kilogramy rozmarynowej odżywki John Masters mając nadzieję, że kombo odżywczych składników odmieni mój los. Jeszcze szybciej ją spłukałam, bo rozmaryn zaczął przymrażać mi mózg..

Na całe szczęście problem z wypadaniem już się nie powtórzył. Owszem tracę minimalnie więcej włosów niż zwykle, ale - o dziwo - mimo zawartości PPD nie jest to ten sam przerażający skutek jaki spotykał mnie zwykle po farbach fryzjerskich i drogeryjnych.


Farba Biokap zawiera liofilowe kwasy owocowe. Może stąd ten cud? Wnikają wgłąb włosów i fragmenty skóry zapobiegając podrażnieniom i reakcjom uczuleniowym. Tak czy inaczej.. po roku detoksu i hennowania mam z powrotem swój ukochany ciemny brąz, w pięknym chłodnym odcieniu. I.. włosy również wciąż mam! 

Biokap Nutricolor, 3.0 Ciemny brąz farba - skład INCI

Skład (Inci)


No nie jest idealny, pewnie że nie. Jednak co można powiedzieć to na pewno tyle, że jest po stokroć lepszy niż w przypadku farb drogeryjnych i fryzjerskich. Nijak się ma do zdrowej i w pełni naturalnej henny. Jednak henna (pomijając trudność aplikacji i uciążliwy zapach) nie pokryje siwych włosów i nie nada tak intensywnego, trwałego koloru. Choć bardzo bym chciała..

Farba Biokap - z tych dobrych rzeczy - zawiera ekstrakt z wierzby, olej arganowy, nawilżającą glicerynę, witaminę C i proteiny: ryżowe, sojowe i pszeniczne.

Włosy są lekko sztywniejsze niż przed farbowaniem, ale jeśli miałyście kiedyś nadmiernie miękkie, kompletnie nieukładające się włosy to wiecie, że to akurat może być atutem ;) Mi to było na rękę, ale zniszczone włosy raczej cieszyć się nie będą..

Poza tą kwestią włosy są w świetnym stanie i co najważniejsze - nie wypadają jakoś straszliwie! Wziąwszy pod uwagę efekt (a przymknąwszy oczy na skład) mogę tą farbę naprawdę uznać za obecny ideał ;) Tym bardziej, że nie kosztuje wiele w porównaniu do Sanotint.

Ps. Po efekty lećcie do Agowych Petitków ;) Bo mi jak zwykle zdjęcia nie wyjszły.. -.-

A farbę dostaniecie w aptekach np. w DOZ.
Ktoś się pokusi? ;)

lipca 18, 2017

Alaffia, Szampon nawilżający - Lavender Coconut

Alaffia, Szampon nawilżający - Lavender Coconut
Wiem, że kilkoro z Was czeka już chwilę na recenzję Alaffi. I przepraszam, że tyle to trwało, ale potrzebowałam dłuższego momentu, by móc wyrobić sobie jakąś obiektywną ocenę.

Być może zauważyliście już, że rzadko zdarza mi się pisać negatywne recenzje. Najzwyczajniej w świecie o wiele bardziej lubię cieszyć się danym produktem niż na niego psioczyć i nie poświęcam nadmiernej uwagi produktom, które jej warte nie są. Ponadto zawsze przed zakupem analizuję składy i wybieram opcje, które mają największą szansę się sprawdzić. Tym razem intuicja i rosądek nieco mnie zawiodły. Więc recenzja będzie, ale taka pół na pół.. 


Alaffia, Lavender Coconut Shampoo


Moje pierwsze wrażenia były naprawdę świetne. Konsystencja jest brązowo- złota, zupełnie jak opakowanie. Pachnie pięknie, a zapach długo utrzymuje się na włosach. Genialnie się rozprowadza, normalnie się pieni i nie plącze jak to łagodne szampony mają w zwyczaju.

Moje cienkie i zazwyczaj irytująco płaskie u nasady włosy wyglądają po nim świetnie! Są lekko uniesione i mają większą objętość więc jest to definitywie dobra opcja dla tych, którzy borykają się z podobnymi problemami. Jeśli jednak potrzebujecie nawilżenia, zmiękczenia i wygładzenia włosów - konieczna będzie odżywka do kompletu.

Skąd więc moje obiekcje? Drugiego dnia po umyciu włosów zaczyna swędzieć mnie głowa. Nie lekko. Nie do zniesienia. I przyznam, że trochę już opadły mi ręce bo przecież szampon nie zawiera ani alkoholu, ani Cocamidopropyl Betainy.. winą obarczyłam więc zmydlone masło shea. Bo, wziąwszy pod uwagę, że moje wrażenia po mydełku Sesa były podobne, to właśnie ten składnik ma -moim zdaniem- największe prawdopodobieństwo wyrządzić jakąś szkodę. Ponadto początkowo wszystko było w porządku, dopiero po pewnym czasie szampon zaczął powodować kłopoty.. :(


Skład (Inci)


Zmydlone oleje w codziennej pielęgnacji to temat rzeka. Jednym służą genialnie, inni starają się ich unikać. Do tej pory wykluczałam mydła wyłącznie z pielęgnacji twarzy jednak od tego momentu raczej zrezygnuję również z eksperymentów ze skórą głowy. 

Jeśli jednak macie dobre doświadczenia z mydłami do włosów - szampon ma szansę naprawdę fajnie się sprawdzić. Działanie zmydlonego shea wsparte zostało delikatnym detergentem Decyl Glucoside dzięki czemu świetnie oczyszcza i nadaje włosom dość trwałą świeżość.

Olej kokosowy i palmowy (Fair Trade ♥) również słyną z dobrego wpływu na stan włosów, ale znajdą się na pewno i tacy, których te oleje mogą "zapchać". Zwłaszcza olej kokosowy ma sporą komedogenność więc dla skóry z tendencją do przetłuszczania niekoniecznie musi być odpowiedni. 

Jako nawilżacz służy standardowo gliceryna, ale jest i pantenol, który ma łagodzący wpływ na podrażnienia (no ok, może akurat nie w tym przypadku, ale generalnie owszem ;D)

Z kolei ekstrakt z kokosa i olejek lawendowy nadają konsystencji cudny zapach. A, no i jest jeszczcze ekstrakt z trawy cytrynowej.

I to wszystko! Skład jest więc prosty, przyjemny i sensowny. O ile oczywiście żaden z wyżej wymienionych składników nie jest w stanie zaszkodzić Waszej skórze głowy ;)


Jeśli uznacie, że Alaffia ma szansę sprawdzić się u Was - znajdziecie ją na Iherb.

Tymczasem - dajcie znać co myślicie o stosowaniu mydeł w pielęgnacji? Czy tylko moja skóra jest tak kapryśna pod tym względem czy Wam również się to zdarza?

lipca 16, 2017

Lush Prague! ♥

Lush Prague! ♥
Odgrażałam się, odgrażałam.. aż w końcu udało się wybrać do czeskiego Lusha ♥ Wszystko, co możecie usłyszeć na temat stacjonarnych sklepów.. to prawda. Pachnie obłędnie, jeszcze przed wejściem. W środku traci się orientację i zmysły..

Maseczki & Czyściki



Świeże Maseczki



Masażery & Inne Smakołyki



Bath Bombs & Bubble Bars



Szampony



Mydła



Perfumy



Więcej już wkrótce.. :D Tymczasem zdjęcia chyba nawet nie potrzebują komentarza.

lipca 13, 2017

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego
Po recenzji Szamponu Rozmarynowego i Nawilżającego kremu z filtrem UV zapewne spostrzegliście, że markę Lilla Mai zdążyłam już obdarzyć sporym uznaniem. Możecie sobie zatem wyobrazić ogromny uśmiech na mojej twarzy kiedy na blogowym facebooku otrzymałam podziękowanie za ostatni post i propozycję wybrania kolejnego produktu do recenzji ♥

Postawiłam na kosmetyk, który - wziąwszy pod uwagę porę roku - ma największą szansę, by wzbudzić i Waszą ciekawość ;)

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego blog opinie

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego


Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam być opalona. Jedyny mój problem polega na tym, że słońce najwyraźniej mnie nie lubi. Poważnie. Na rzucone przeze mnie hasło "Jutro się opalam!" w nocy znikąd nadchodzi burza, a następnego dnia leje cały dzień. Ba! Słońce jest w stanie schować się za chmury zanim zdążę nałożyć filtry.. Tym sposobem lato kończę zawsze z marną opalenizną zdobytą w biegu. 

Mimo tego nigdy nie przyszło mi do głowy, by sięgać po jakikolwiek balsam samoopalający. Wychodziłam z założenia, że wszystko to jakaś dziwaczna chemia, która pewnie nawet nie działa. Aż w końcu mignęła mi gdzieś informacja o naturalnej substacji opalającej - DHADihydroxyacetone wchodzi w reakcję z aminokwasami warstwy rogowej naskórka, zaczyna działać po kilku godzinach. Nabyta w ten sposób opalenizna jest usuwalna wyłącznie mechanicznie. Nowość? Dla większości z Was pewnie nie ;) Mnie przekonała jednak dopiero obecność tej substancji w produkcie Lilla Mai i w ofercie sklepu z surowcami, któremu ufam pod względem asortymentu (Ecospa).

No i czy to rzeczywiście działa? Tak. Ale nie od razu. Na swojej dość jasnej skórze efekty zauważyłam po czterech dniach. Opalenizna jest wyraźnie widoczna, ale wciąż naturalna, brązowawa. Udało mi się nawet wyrównać odcień skóry w miejscach nieopalonych "rękawków" (dzięki bogu!). Obecnie używam balsamu co 2-3 dzień, bo efekt straszliwie mi się podoba i chciałabym go utrzymać jak najdłużej. Unikam peelingów.. :D

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego blog recenzja

Jedyną kwestią, na którą warto uważać są zagięcia skóry. Balsam lubi się w nich zbierać i wygląda to kiepsko jak już te sfery przyciemnią się zanadto. A - jak wspominałam - ów opalenizna tak łatwo nie schodzi ;) Podobnie jest z wewnętrznymi stronami dłoni - mimo tego, że zgodnie z zaleceniem producenta myłam ręce tuż po wsmarowaniu balsamu - i tak po pierwszych czterech dniach zauważyłam małe przebarwienia. Te schodzą jednak znacznie łatwiej i nie przydarzyło mi się to już od kiedy używam go rzadziej.

Formuła balsamu jest dość treściwa. Dla mojej skóry latem wręcz optymalna. Wchłania się dokładnie tyle ile zajmuje mi pielęgnacja twarzy po prysznicu czyli kilka minut. A pozostawia ciało godnie nawilżone na długo.

Początkowo zupełnie nie wiedziałam co sądzić o zapachu. A rzadko mi się to zdarza. Czułam kakao, ale ogólne wrażenia nie były zanadto przyjemne. Usiłując rozgryźć w czym rzecz przyuważyłam, że w składzie nie ma żadnej kompozycji zapachowej więc ów zapach to po prostu składniki balsamu. Po kilku aplikacjach, w sumie nawet tego nie odnotowując, przyzwyczaiłam się do niego, a wręcz na ten moment nawet go polubiłam :)

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego - Skład (INCI)

Skład (INCI)


Skład jak zwykle jest przyjemnie prosty. Zgodnie z nazwą na etykiecie balsam bazuje na maśle kakaowym. Tuż po nim jest olej kokosowy, nieco dalej gliceryna. Czyli składniki, które cudownie sprawdzają się w pielęgnacji ciała, rzadziej na twarzy. No i właśnie..

Producent sugeruje, że balsam może nam służyć również do poprawy kolorytu cery. Ale osoby z tłustą skórą zapewne już wiedzą, że to rozwiązanie nie będzie dla nich raczej dobrą opcją. Jeśli jednak borykacie się z niedostatecznym natłuszczeniem - powien sprawdzić się perfekcyjnie. 

Ogólna kompozycja składników mówi sama za siebie - jeśli szukacie balsamu samoopalającego, moim zdaniem definitywnie warto wybrać opcję maksymalnie naturalną i bezpieczną zamiast drogeryjnych odpowiedników ;)


Używacie tego typu produktów?
A może dopiero balsam Lilla Mai zaskarbił sobie Wasze zainteresowanie? :)

lipca 11, 2017

Bionigree, Odżywka nawilżająca do skóry głowy i włosów

Bionigree, Odżywka nawilżająca do skóry głowy i włosów
Miesiąc temu dzięki uprzejmości marki Bionigree mogłyście wziąć udział w rozdaniu, w którym do wygrania było osławione już Serum Oczyszczające do skóry głowy. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że jedna z Was ma właśnie okazję testować to cudeńko :)

Jako że staram się mieć na uwadze potrzeby mojej skóry głowy znacznie bardziej zainteresowała mnie odżywka nawilżająca. Przyznam się bez bicia, że do tej pory nie miałam pojęcia o istnieniu tego typu formuł, czyt. skonstruowanych specjalnie z myślą skórze głowy, a nie wyłącznie włosach na długości. Nie mogłam więc oprzeć się propozycji zrecenzowania jej.

Bionigree, Odżywka nawilżająca do skóry głowy i włosów, recenzja - blog

Bionigree, Odżywka nawilżająca


Jako że moje włosy od dłuższego czasu są zdrowe i nie wymagają nadmiernej dbałości, z kolei skóra głowy z natury baardzo lubi wydziwiać, stosowanie odżywek z myślą o skalpie nie jest mi obce. Do tej pory moim ulubieńcem była rozmarynowa odżywka John Masters, ale znalezienie właściwego rozwiązania dla mojego skalpu nie obyło się bez wielu nieudanych prób, swędzenia, przetłuszczania i innych nieprzyjemności. Wspominałam, że moja skóra głowy jest straszliwie wybredna..?

Jak tylko przeczytałam karteczkę z informacją, że produkt może powodować zaczerwienie byłam przekonana, że to na pewno będzie dotyczyło mnie. Ii.. nic takiego się nie wydarzyło. Żadnych podrażnień i skutków ubocznych. Więc już za ten fakt - duuży plus.

Reprezentant marki jeszcze przed wysyłką napomkniał mi, że konsystencja odżywki jest dość nietuzinkowa więc proporcje wymagają indywidualnego dopasowania. I miał całkowitą rację. Chwilę mi to zajęło.. ;D Ostatecznie skończyło się na rozcieraniu w rękach stosunkowo małej ilości. Odżywka jest naprawdę mocno lejąca, a jej formuła nie jest tak śliska jak drogeryjne odpowiedniki, nafaszerowane polimerami. Kompletnie jej nie czuję nakładając ją na skórę głowy więc trzymam się racjonalnych, małych proporcji. Nauczyłam się tego po uprzednim przegięciu, które spowodowało przetłuszczenie włosów następnego dnia..

Bionigree, Odżywka nawilżająca do skóry głowy i włosów opinie, blog

Aplikowana w odpowiednich proporcjach nie wpływa na świeżość włosów ;) Acz wciąż mam wątpliwości odnośnie wydajności tej konsystencji. Moim zdaniem zanadto wydajna nie jest, ale z drugiej strony chwilę zajęło mi ogarnięcie dozowanej ilości..

Nakładam ją wyłącznie na skórę głowy. I choć podczas aplikacji nie czuję, że to odżywka to przy już przy spłukiwaniu różnica jest spora. Konsystencja spływająca na niższe partie włosów sprawia, że są miękkie i - to naprawdę jest dobre słowo- nawilżone. Na włosach pozostaje delikatny, stosunkowo neutralny, kremowy zapach. Definitywnie wolę zioła. Ale muszę przyznać, że się z nim polubiłam ;) Skóra głowy też jest zadowolona. Efekty są szczególnie wyraźnie widoczne, gdy stosuję któryś z łagodnych szamponów pozbawionych emolientów. 

Dodatkowo, choć zwykle pomijam ten aspekt - plus za opakowanie. Damn, dozownik naprawdę ułatwia życie. Czemu wszystkie odżywki takich nie mają?

Bionigree, Odżywka nawilżająca do skóry głowy i włosów - Skład (INCI)

Skład (INCI)


Zestawienie substancji w składzie jest naprawdę sensowne. Ekstrakt z czarnej porzeczki i ukochanej przez włosomaniaczki brzozy.. ;) Jest i Kofeina, która słynie z właściwości stymulujących. 

Przeciekawym elementem tego Inci jest też na pewno ekstrakt komórek macierzystych z jabłoni ♥ Musze się wgłębić w ten temat..
Jest łagodząca Betaina i dwa świetne nawilżacze: Lecytyna i Sacharoza. Do tego olej arganowy i rycynowy oraz proteiny roślinne i aminokwasy. 

Czepić się mogę wyłącznie Sucrose Palmitate. Ale to indywidualne natręctwo.

Poza tym skład jest na tyle dobrze zbalansowany, że rzeczywiście powinien odpowiadać każdej skórze głowy, zgodnie z obietnicą producenta. Nie uświadczycie tu komedogennych olejów, zbędnych zapychaczy i sztucznie upiększających polimerów (zamiast tego jest Mannan! ;D)



Podsumowując - dwa małe "ale", które mam do tej odżywki są naprawdę znikome w odniesieniu do jej zalet. Moim zdaniem definitywnie warto ją sprawdzić. 
A Wy co myślicie? :) 

Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger