grudnia 09, 2018

Lily Lolo szminka Romantic Rose

Lily Lolo szminka Romantic Rose
Lily Lolo szminka Romantic Rose swatche

Co można napisać o szmince? Toż to produkt, który nadaje ustom lepszy koloryt, ot co. 

No chyba, że weźmiemy pod uwagę różnice między rozmaitymi produktami tego typu. Różnice, które potrafią diametralnie odmienić podejście do używania szminek w codziennym makijażu. 

Mi, przykładowo, szminki kojarzą się głównie z przesuszeniem ust i kłopotem w doborze koloru pasującego do urody. Znacznie bardziej przemawiały do mnie lekko koloryzujące pomadki przez wzgląd na właściwości pielęgnujące i naturalny, delikatny efekt. Szminka Lily Lolo leży gdzieś pomiędzy. Nadaje stosunkowo mocny i wyraźny kolor zachowując pełnię właściwości odżywczych niczym balsam do ust. I w zasadzie w tym momencie zarówno moje szminki jak i odżywcze pomadki są mi permanentnie zbędne.

Lily Lolo szminka Romantic Rose opinie blog

Lily Lolo szminka Romantic Rose


Mam nieodparte wrażenie, że wybierając kolory z asortymentu Lily Lolo można spokojnie zaszaleć, bez obaw, że któraś ze szminek się nie sprawdzi lub nie będzie pasowała. Przede wszystkim ze względu na to, że intensywność odcieni na ustach nie jest zobowiązująca - pierwsza warstwa szminki jest bardzo subtelna i nadaje delikatny kolor wbrew temu co sugeruje mocny kolor sztyftu. Efekt można stopniować (jak to zwykle bywa w przypadku naturalnych kosmetyków makijażowych) nakładając kolejną warstwę szminki po wcześniejszym przyciśnięciu chusteczki do ust. Jednak w moim przypadku jest to zupełnie zbędne, bo na co dzień jedna warstwa wygląda pięknie i naturalnie.

Romantic Rose ma odcień karminowy z odrobiną brzoskwiniowego pigmentu i nadaje ustom delikatny połysk. Ale bez obaw, ja też nie znoszę się świecić. Mimo to straszliwie lubię dyskretnie błyszczące drobinki w wydaniu Lily Lolo. Podobny efekt daje satynowy róż Oh La La i połyskujące cienie w paletce Sweet Nothings. Jest po prostu ultra-subtelny i nie nagabujący, nie da się go nie lubić. Nawet jeśli całe życie jest się przekonanym, że się nie lubi (mówi to osoba, która zawsze wybierała najbardziej płaski mat z możliwych. w całej kolorówce. a potem była zadziwiona, że coś niezdrowo wygląda).

Lily Lolo naturalna szminka Romantic Rose dobry skład

Lily Lolo, Romantic Rose - skład


Wspomniane wcześniej właściwości pielęgnujące szminka zawdzięcza kompozycji oleju jojoba, rycynowego, trzech rodzajów wosków i lanoliny. Podobne zestawienie składników mamy w naturalnych balsamach do ust. Dzięki temu połączeniu moja Romantic Rose zupełnie zwalnia mnie z obowiązku używania pomadek ochronnych. Poważnie. Bywa, że używam jej raz dziennie przed wyjściem z domu, a w trakcie dnia zupełnie nie myślę o pielęgnacji czy malowaniu ust. I nie mam z nimi żadnych kłopotów. Dla porównania ostatnie mrozy całkiem skutecznie zniszczyły mi dłonie, a i skóra ciała daje się we znaki o tej porze roku.

Szminki Lily Lolo posiadają też właściwości antyoksydacyjne dzięki zawartości witaminy E i C oraz ekstraktu z rozmarynu. Część z Was potraktuje to zapewne jako mało znaczący dodatek do pakietu funkcji i będzie to w pełni usprawiedliwione o ile jesteście w okolicach 20-stki. Do mnie natomiast niedawno dotarło, że bliżej mi do 30-stki niż w drugą stronę, w związku z czym na hasło "antyoksydanty" reaguję już raczej pytaniem czy można płacić kartą niż "meh, ok.". Innymi słowy - polecam cenić, nie gardzić. Nawet w przypadku szminki.

Lily Lolo szminka Romantic Rose opinie

Romantic Rose Lily Lolo jest godna polecenia pod każdym względem i bez wątpienia dołączy do moich ulubieńców roku. Kolorystycznie jest bardzo uniwersalna, podobnie jak róż Oh La La. Z tego co zauważyłam już na etapie wybierania szminki karminowo - brzoskwiniowy odcień zmienia się zależnie od urody. W moim chłodnym z natury przypadku szminka jest bardziej karminowa, z delikatnym ciepłym odcieniem, z kolei przy ciepłych typach urody wygląda bardziej brzoskwiniowo. 

Przyznam, że nie wiem jak długo szminka utrzymuje się na ustach, bo będąc człowiekiem funkcjonującym w braku poczucia godzin ciężko mi się na tym skupić, ale nigdy nie zdarzyło mi się rozmazać, ani przykoloryzować sobie zębów (a często mam poczucie, że mam balsam na ustach więc zupełnie nie zwracam uwagi na to co robię), mogę zatem zapewnić, że schodzi niezauważenie i bez nieestetycznych pozostałości

No i kto by pomyślał, że tak emocjonalnie uzewnętrznię się w temacie szminki.
Dajcie znać jakie macie opinie odnośnie pomadek Lily Lolo lub też czy powyższa recenzja zachęciła Was, by przyjrzeć im się bliżej (no jeśli nie to już naprawdę nie wiem jak mam wytłumaczyć, że ona po prostu jest super ;D).

listopada 30, 2018

Lily Lolo podkład Warm Peach + Super kabuki

Lily Lolo podkład Warm Peach + Super kabuki
Lily Lolo podkład Warm Peach opinie efekty

Mniej więcej miesiąc temu na swoim instagramie pokazywałam Wam pełną zawartość paczuszki dobroci Lily Lolo. To marka, której większości z Was zapewne przedstawiać nie trzeba - minimalistyczne, biało-czarne opakowania są już dość dobrze rozpoznawalne. 

Podkład mineralny nie jest moim pierwszym produktem Lily Lolo. Jestem zadowoloną posiadaczką palety Sweet Nothings i ogromną fanką różu Ooh La La. Ciekawostką jest, że nabyłam je mniej więcej rok temu, używam praktycznie codziennie i wciąż nie mają zamiaru się skończyć, ani stracić na jakości. 

Z dnia na dzień do tych dwóch ulubieńców dołączył podkład Warm Peach. Powiedzmy sobie szczerze, że nie jestem specjalistką od makijażu. Cenię produkty, które dają na tyle subtelny efekt, że nie jestem w stanie zrobić sobie krzywdy, a jeszcze bardziej gdy są skonstruowane wprost pod moje aktualne potrzeby.

Lily Lolo podkład Warm Peach blog opinie

Lily Lolo podkład Warm Peach


Podkład Warm Peach znajdziecie w zakładce dedykowanej karnacji jasnej. Jako jedyny z tamtejszych podkładów posiada ciepły odcień. Kierując się zupełnie nielogicznym rozumowaniem uważałam, że mojej jasnej i chłodnej karnacji jakakolwiek żółtość zupełnie nie przystoi. Gdyby nie pomoc ze strony Costasy zapewne jeszcze dość długo funkcjonowałabym w tym przeświadczeniu. 

Bo Warm Peach nie jest przesadzony. Jest niezwykle delikatny w kwestii ocieplania tonacji, a efekt można dowolnie budować bez obaw o nienaturalną przesadę. W moim przypadku zwykle wystarcza już jedna warstwa podkładu, by nadać cerze zdrowszy koloryt. Maksymalnie aplikuję dwie, jeśli potrzebuję lepszego efektu ujednolicenia. Ale można również nałożyć 3 lub 4 warstwy i wciąż wyglądać świeżo. Pod tym względem zachowuje się świetnie. Warto tylko zwrócić uwagę, by były to cienkie warstwy, by mieć kontrolę nad ostatecznym efektem.

Podkład nie zatuszuje w pełni wyraźnych niedoskonałości (w tym celu należy sięgnąć po korektor), ale pozwala skórze swobodnie oddychać, delikatnie ujednolica i skutecznie poprawia koloryt, a przy tym dodatkowo wspiera ochronę przeciwsłoneczną, jako że posiada filtr na poziomie 15 SPF.

Lily Lolo pędzel Super Kabuki opinie

Lily Lolo Super Kabuki


Początkowo miałam małe kłopoty z trwałością minerałów, a wynikało to przede wszystkim z faktu, że skórę mam z natury suchą. Odpowiedni krem lub serum olejowe zapewnia mi jednak łatwość aplikacji i długotrwałość efektu. W przypadku podkładu nie bez znaczenia jest też sam pędzel.

Dotychczas nie przywiązywałam zbyt dużej uwagi do jakości pędzli zupełnie bagatelizując ich rolę. Jeśli jednak chodzi o aplikację podkładu mineralnego - jakości i efektu jaki daje Super Kabuki chyba zwyczajnie podrobić się nie da. Zacznijmy od tego, że rozprowadzanie podkładu zwykłym pędzlem na bardziej treściwych konsystencjach kremów lub ser jest dla mnie trudne i często wychodzi kiepsko. 

Super Kabuki jest cudownie mięciutki i idealnie ukształtowany (gdyby nie fakt, że to średnio higieniczne mogłabym go macać non stop!). Rozprowadza podkład perfekcyjnie niezależnie od tego ile mi się go nabierze i jak bardzo jestem nieprzytomna podczas porannego makijażu ;)

Lily Lolo opinie blog

Zarówno podład Warm Peach jak i pędzel Super Kabuki to produkty, które pokochałam praktycznie z miejsca. Straszliwie cenię je za to, że nie wymagają umiejętności, ani nadmiernego skupienia, by dać w pełni satysfakcjonujący efekt. A jeszcze jakiś czas temu nie sądziłam, że przestawię się na podkłady mineralne, jako że mam za sobą kilka nieudanych podejść. Zupełnie przewyższyły moje oczekiwania i z czystym sumieniem stwierdzam, że warte są swojej ceny.

Na koniec zostawię Wam linka do naszej kochanej Basi - niekwestionowanej mistrzyni swatchy, gdzie znajdziecie porównanie wszystkich podkładów Lily Lolo: 
Lily Lolo - podkłady, pudry, korektory, róże, bronzery, rozświetlacze
Podkłady możecie też sprawdzić w mini wersjach w postaci Mineral Starterów ze słodkimi Baby Kabuki. Ale to już pewnie wiecie ;)

Opowiadajcie o swoich wrażeniach! Zarówno tych odnośnie marki jak i doświadczeniach z minerałami w codziennym makijażu!

listopada 25, 2018

Herbata na prezent? DIY z hibiskusa, czarnego bzu i róży - na odporność!

Herbata na prezent? DIY z hibiskusa, czarnego bzu i róży - na odporność!

Pozostając w temacie mikołajkowych i świątecznych prezentów, które można wykonać samemu - w tym roku zdobyłam się również na hurtowe zamówienie ziółek i ulepienie z tego wszystkiego kilku rodzajów herbat. Co prawda ja znaczną większość zdążyłam już wypić sama, ale nie zmienia to faktu, że w roli prezentu również się sprawdzą ;)

Gwoli ścisłości czystej herbaty w tych herbatach jest niewiele, to zioła i kwiaty stanowią tu zdecydowaną większość. Ten pomysł polecam już od dawna w formie herbat Yogi i Pukka, które nie dość, że wypełnione są samymi surowcami naturalnymi, to jeszcze zwykle są naprawdę świetnie skomponowane pod względem ogółu smaków.

Jeśli jednak chcielibyście zrobić herbatę samodzielnie, a nie do końca wiecie jak się do tego zabrać, jak połączyć smaki i gdzie kupić zioła - wszystko znajdziecie poniżej!


Składniki na herbatę - gdzie kupić?


Na pierwszy rzut zdecydowanie polecam herbatę hibiskusową z owocami. Nie tylko dlatego, że to zdecydowanie moja ulubiona opcja, ale również dlatego, że wydaje się być najłatwiejsza w przygotowaniu. Dodatkowo poniższe zestawienie składników ma szansę znacznie wspomagać odporność.

Zacznijmy jednak od tego gdzie znaleźć dobre ziółka? Moje pierwsze surowce przyjechały z Planteonu. Ceny są mocno konkurencyjne i choć jakość jest bez zarzutów.. jakieś "ale" być musi. Problem polega na tym, że Planteon produkuje głównie przyprawy. Przyprawy, które posiadają niezwykle intensywne zapachy i wygląda na to, że przenikają do innych surowców, które sklepem zoologicznym pachnieć nie powinny, bo to zwyczajnie niesmaczne.

Dlatego zdecydowanie bardziej polecam Nangę, którą znajdziecie w sklepie Magiczny Ogród. Marka specjalizuje się w ziołach i suplementach, ma nieco wyższe ceny, ale nie przesadzone. 


Herbata hibiskusowa - jak zrobić?


Zestawienie ziół, które mi odpowiada najbardziej w proporcjach na większy słoik widoczny na powyższym zdjęciu ;)


Hibiskus zdecydowanie najbardziej nadaje smaku (warto go jednak rozdrobnić na mniejsze kawałeczki), tuż po nim wyczuwalny jest słodki owoc bzu i delikatna cierpkość jałowca. Ilość tego ostatniego można nieco zmniejszyć lub w ogóle nie dodawać jeśli nie lubicie tego posmaku.

Owoc morwy nie wybija się zanadto swoim smakiem - warto go dodać dla urozmaicenia i ze względu na właściwości, jednak zdecydowanie lepiej jest jeść go prosto z opakowania ;) M.in wspomaga odchudzanie. 

Owoc dzikiej róży słynie z właściwości wzmacniających odporność. Zaparzone w herbacie owoce można potem zjeść ;) Z kolei kwiat pomarańczy pięknie wpływa na samopoczucie - poprawia nastrój i zmniejsza stres jednak w przypadku herbaty hibiskusowej nie jest w stanie wybić się swoim bardzo delikatnym smakiem. Urozmaica ją za to na pewno samym swoim kolorem ;)


Generalne zasady są więc banalnie łatwe. Można przegiąć z różnorodnością smaku w herbacie, ale trzeba się postarać (do hibiskusowej nie polecam na przykład dodatków zielonych i słonawych - werbena, owoc rokitnika i suszona skórka cytryny były sporym niewypałem w tym zestawieniu ;D) 

Dość łatwo jest intuicyjnie ocenić co będzie do siebie pasować, a jeśli nie będziecie pewni - zawsze można zaparzyć odrobinę ziółek lub owoców w osobnym kubeczku i sprawdzić ich smak. 

Herbata hibiskusowa - właściwości


Zarówno hibiskus jak i owoc czarnego bzu oraz owoc dzikiej róży świetnie wpływają na odporność. Dodatkowo hibiskus normalizuje ciśnienie (żyłka w oku już mi nie doskwiera ;D), bez czarny reguluje krążenie, a owoc dzikiej róży dodaje energii i minimalizuje skutki stresu (co dodatkowo uzupełnia działanie kwiatu pomarańczy). Z kolei jałowiec pomoże w problemach trawiennych (choćby w przypadku zgagi). 

Jeśli chodzi o koszty produkcji własnych herbat - sumując produkty z Nangi w podstawowych wagach (zwykle 100g) wychodzi nam kwota nieco ponad 60zł. Z tego zrobicie co najmniej 6 większych słoików herbat, z których każdy wyniesie Was ok. 7,50zł. Wziąwszy pod uwagę, że lepsze ziołowe herbaty (bez zbędnych aromatów i regulatorów) kosztują około 13-20zł w tej kalkulacji wychodzicie na plus i macie własnoręcznie robione przenty, które mają znacznie fajniejszy klimat niż kupna paczka herbaty. A i słoiki zalegające w domu zyskają nowe, lepsze życie ;)

To jak? Robicie własną mieszankę? ;)

listopada 18, 2018

Prezentownik rzeczy ładnych

Prezentownik rzeczy ładnych
Prezentownik rzeczy ładnych W Organics
W Organics w obiektywie Doroty ❤

Wspominałam już ostatnio, że
 od pewnego czasu funkcjonuję na świątecznej szajbie? Że w każdym wolnym ułamku chwili zaparzam świąteczną Yogi, odpalam którąś ze świeżo ulepionych świeczułek i pakuję tudzież kompletuję prezenty? 

Czy tego chcecie czy nie - święta zbliżają się WIELKIMI KROKAMI! Toż już w piątek Black Friday, a za trzy tygodnie Mikołajki! 

Przy okazji przedświątecznych zakupów przypominam o apce pod tytułem Fani Mani, dzięki której przekazujecie procent ze swoich zakupów do wybranej organizacji charytatywnej nie wydając przy tym ani grosza więcej niż zwykle. Więcej info w poście.

Tymczasem - kiść Mikołajkowych i świątecznych upominków. Najpiękniejszych jakie zdołałam znaleźć w czeluściach internetów ;) 


Prezentownik mikołajkowy 2018



Prezentownik mikołajkowy 2018 rękodzieło

(1) Znacie kogoś, kto bez własnych zapisków zupełnie traci głowę? Są ludzie, którym koncept planerów bardzo przydaje się na co dzień. A w Rzeczowniku znajdziecie ich mnóstwo. Wszystkie wykonane z azjatycką delikatnością, urzekają z miejsca.

(2) Jakiś czas temu wspominałam Wam o genialnej herbacie japońskiej Genmaicha z prażonym ryżem. Narzekałam też, że ciężko zdobyć ją gdziekolwiek w dobrej jakości. Moya wzbudza zaufanie i prezentuje swoje herbaty w ekskluzywnych wręcz opakowaniach!

(3) Nerka od Pana Felicjana to coś, czego emocjonalnie (i jakby się uprzeć praktycznie również) potrzebuję. Jeśli znacie kogoś, kto nie widzi lepszego środka transportu dla swoich drobiazgów niż saszetka właśnie - Pan Felicjan ma w zanadrzu kilka naprawdę świetnych wzorów! Włącznie ze świątecznym jeleniem ;)

(4) O pracowni Lamabo też wspominałam już niejednokrotnie. Świąteczne wydanie zwierzakowego kubeczka musiało jednak znaleźć się w tym zestawieniu! Koniecznie poglądajcie pozostałe naczynia. Człowiek nabiera ochoty na przygarnięcie całego zwierzyńca.

(5) We wspomnianym wyżej Rzeczowniku można łatwo wsiąknąć, czego przykładem jest dział "rzeczy do domu". Znajdziecie w nim na przykład słodkie świece sojowe La Flamme. Powyżej wersje: jaśminowa i waniliowa.

Prezentownik mikołajkowy kosmetyki

(1) Doskonale zdaję sobie sprawę, że pomysł na betonowe donice również pojawiał się już na blogu. Ale ta malutka, z miedzianym paskiem i roślinką Hoya Kerrii w zestawie jeszcze bardziej wzbudza chciejstwo.

(2) Całkiem podobnie ma się u mnie sprawa z plakatami roślinnymi. Mam zamiar ozdobić nimi nowe mieszkanie (mój mężczyzna wciąż próbuje przeforsować plakat World of Warcraft, prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, że eukaliptus jest kwestią przesądzoną.) 

(3) Słodki zestaw Evolve? Koniecznie! Maseczka Radiant Glow to moje ostatnie mistrzowskie odrycie. Na pewno wspomnę o niej więcej w najbliższym czasie :)

(4) Jeśli chodzi o akcesoria do pakowania - jedne z najpiękniejszych papierów pakowych na rynku ma Studio Mini Forma. Przy okazji koniecznie zerknijcie też na porcelanę!

(5) Tradycyjnie w zestawieniu musiał znaleźć się także kalendarz Adwentowy od Alverde. Jeśli macie ochotę na kosmetyki tej marki, a nie bardzo wiecie od czego zacząć, to będzie perfekcyjny wybór.

Prezentownik mikołajkowy drobiazgi do domu

(1) Jeśli tworzycie własne kosmetyki lub korzystacie z dyfuzorów gorąco polecam piękne, zimowe kompozycje olejków eterycznych Bergland. A w szczególności wersję "Na Święta" ;)

(2) Z kolei w kwestii domowych przysmaków - nikt nie robi pyszniejszych syropów i konfitur niż Manufaktura Cieleśnica. Syropów kupuję sporo, najczęściej na bazarkach i targach, próbowałam już naprawdę wielu różnych i oficjalnie stwierdzam, że Cieleśnica nie ma sobie równych. 

(3) Urocze talerzyki i kubki na święta (i nie tylko) ma w zanadrzu GiftWorkshop. Do wyboru wersje z lisem, jeżem, sową i sarną ;)

(4) Świąteczna Yogi Tea, o której wciąż mówię bazuje na herbacie rooibos, ma dużo cynamonu, goździki, anyż i kardamon. Pachnie bosko. Najlepiej smakuje parzona długo. Sprawdźcie koniecznie ;) Na zimowe wieczory polecam też rozgrzewającą Turmeric Chai (zawiera również pieprz, dzięki czemu cudne właściwości kurkuminy mają lepszą perspektywę działania).

(5) Od dawna macie ochotę na przetestowanie pomysłu szamponu w kostce? Może skusicie się na Lamazunę w wersji zimowej z olejkiem pomarańczowym i cynamonowym? ;)

(6) Ręcznie robione porcelanowe pingwiny i inne zwierzaki znajdziecie na stronie Head Made Art. Do wykorzystania zamiast bombek na choince lub jako oddzielna dekoracja.

Prezentownik mikołajkowy 2018 makijaż

(1) Lily Lolo zna już chyba każdy. Cienie do powiek nie mają supermocnej pigmentacji, ale ja pokochałam je za naturalny, delikatny efekt i trwałość. Jeśli również cenicie tą markę może zainteresować Was nowość o wyjątkowym opakowaniu i dźwięcznej nazwie Aurora.

(2) Fankom kolczyków mogą spodobać się świąteczne propozycje od Lady Jim. Do wyboru są również bałwanki i pierniki ;) Sama chętnie bym nosiła. Gdybym tylko potrafiła nosić kolczyki. 

(3) Jeszcze jedną propozycją na choinkowe ozdoby będą ręcznie robione, ceramiczne renifery Kaktusi, serca lub aniołki.

(4) Bardzo nie lubię obdarowywać kartkami. Ten pomysł od zawsze wydawał mi się zbędny. Tworzenie czegoś, co prawdopodobnie ciężko się rozkłada po to tylko, by ktoś raz przeczytał życzenia i zapomniał lub wyrzucił..? Nie żyję zero waste, niestety. Ale ten pomysł jest wyjątkowo bez sensu :D. Jeśli jednak ktoś straszliwie lubi to propozycja Merely Susan zapewne bardzo przypadnie mu do gustu.

(5) Prezentownik kosmetycznie zakończy astrologiczny zestaw Pai z olejkiem różanym oraz świecą o zapachu neroli i imbiru ;)


Koniecznie mówcie czy coś wpadło Wam w oko!

listopada 11, 2018

DIY świece zapachowe sojowe

DIY świece zapachowe sojowe
DIY świece zapachowe jak zrobić

Okres świąteczny zdecydowanie trwa za krótko. Dlatego w tym roku emocjonalnie wprowadziłam sobie świąteczną atmosferę już 2-go listopada.

Wyposażyłam się w zimową Yogi Tea i wygrzebałam z czeluści szufladek esencję zapachową, która niezmiennie kojarzy mi się wyłącznie z Bożym Narodzeniem - Japońska Śliwa (jedna z najświetniejszych Zielonego Klubu!). 

Mam też za sobą przetrząsanie działu świątecznego pakowania w Paper Concept i Ikei oraz świąteczne przemeblowanie na stronie Willowków (wpadajcie po prezenty, mam tony papieru pakowego! :D).

Do kompletu bardzo brakowało mi świec o słodkich, korzenno- pierniczkowych zapachach. A że plany odnośnie robienia takich własnych diy świec chodziły mi po głowie od zeszłego roku tak ostatecznie uznałam, że jeśli nie teraz to pewnie nigdy. 

Świąteczna wariatka? Być może trochę, w tym roku. 

DIY świece zapachowe jak zrobić

DIY świece zapachowe sojowe


Potrzebujecie przede wszystkim:

1. Wosk sojowy
Polecam ten z Zielonego Klubu, bo jest go dużo za tanio i mają też knoty oraz esencje zapachowe i olejki eteryczne ;)

2. Knoty bawełniane
Do wybranego przeze mnie wosku nie bardzo pasują knoty papierowe, nie jestem pewna czy drewniane byłyby w porządku. Na pierwszy rzut najbezpieczniej jest postawić na uniwersalne - bawełniane. Najlepiej z blaszką, bo bardzo ułatwia życie ;)

3. Opakowania
W moim przypadku - szklane słoiki 60ml i 120ml z Ecospa

4. Olejki eteryczne lub esencje zapachowe
Choć zwykle używam olejków eterycznych do.. praktycznie wszystkiego, to od święta kupuję też esencje zapachowe Zielonego Klubu. W większości przypadków są świetnie skomponowane i zwyczajnie nie da się ich powtórzyć tworząc kompozycje z olejków eterycznych. W przypadku świec postawiłam na esencje również przez wzgląd na fakt, że każda z nich ma określoną temperaturę zapłonu. Tymczasem stawiając na olejki eteryczne wypada dokopać się do kart produktów i samemu ją sprawdzić.

5. Termometr
Kupicie go w najbliższej herbaciarni za ok 15zł ;)

6. Coś do obcięcia knota ;D

Opcjonalnie:

7. Waga
Nie jest to konieczność jeśli ma się orienacyjnie odmierzone ilości wosku na dane opakowanie (podam Wam je poniżej) albo ma się czas i ochotę na samodzielne próby określenia potrzebnej ilości. Jeśli jednak chcecie taką mieć - znajdziecie ją np na Ecospa. Jest nieco kaprawa, ale w warunkach domowych daje radę.

8. Zlewka odporna na gorącą wodę
Znajdziecie podobną np. na Ecospa, ale można ją zastąpić pojemnym, porządnym kubkiem.

DIY świece zapachowe sojowe składniki przepis

Świece zapachowe DIY - jak zrobić?


1. Najpierw polecam przygotować sobie słoiczek z knotem. Pałeczki do sushi sprawdzają się w tym celu bezbłędnie - mi najłatwiej zawiązać knot na patyczku pilnując, by blaszka dotykała dna i by knot stał prosto.

2. Jeśli korzystacie z wagi - odmierzacie potrzebną ilość wosku, tj 50g na słoiczek 60ml (tacka też z dostawy sushi, nigdy nie wyrzucam takich rzeczy :D). Jeśli nie korzystacie, a macie zamiar robić świece w opakowaniach o podobnych pojemnościach, ilości wosku prezentują się następująco:


  • 6 płaskich łyżek wosku - na słoiczek 60ml
  • 12 płaskich łyżek wosku - na słoiczek 120ml


Świece zapachowe DIY jak zrobić

Dla ułatwienia - dwa słoiczki 60ml jeszcze nie roztopionego wosku dadzą Wam jeden 60ml słoiczek świecy ;)

3. Wosk najlepiej roztopić w kąpieli wodnej, tj. wstawić zlewkę (/kubek) do garnka z wodą i ogrzewać do momentu, gdy się rozpuści. Wosk sojowy z Zielonego Klubu roztapia się w temperaturze 50°C, warto jednak rozgrzać go odrobinę bardziej (jednak nie do temperatury wyższej niż 90°C, gdyż wosk może żółknąć).

4. Zapachy dodaje się w temperaturze 60°C i powinny stanowić maksymalnie 12% świecy. Jeśli zdecydujecie się na esencje z Zielonego Klubu spokojnie wystarczy 5ml (połowa standardowego opakowania) na mały słoiczek 60ml tj około 8-9%. Są dość intensywne. 

Po dokładnym wymieszaniu konsystencję można odrazu przelewać do słoiczka. 

Ile kosztują świece sojowe

Wosk sojowy nie zastyga tak szybko jak pszczeli więc nie ma co się obawiać, że zalejecie słoik krzywo i będzie po ptakach, bo zmieni konsystencję na stałą w trybie natychmiastowym. 

Zastyga sobie spokojnie, kawałeczek po kawałeczku przez jakieś pół godziny - godzinę więc jeśli na przykład coś stanie się z knotem - jest czas na drobne poprawki.

Najgorszym elementem (przynajmniej dla mnie) jest obcinanie knota do pożądanej wysokości. Dotychczas zdał u mnie egzamin wyłącznie nowiusieńki, niczym jeszcze nie stępiony nożyk do tapet. A i tak nie jest superłatwo. Jeśli macie jakieś pomysły w tym temacie - jestem otwarta ;D

Informacja na koniec: świece warto odstawić na dobę lub dwie, by uzyskały pełnię swoich właściwości. 


Świece zapachowe DIY - zapachy Zielony Klub opinie


Zapachy do świec diy


Wspomniany już Zielony Klub funkcjonuje na nieco innych zasadach niż zwykłe sklepy. Dostawa zamówionych produktów odbywa się zwykle po tygodniu czasu i jedyną dostępną formą dostawy jest Poczta Polska ;) Są tacy, którzy na sklep wyklinają i piszą brzydkie posty, ale można też za którymś razem nabrać cierpliwości i poczekać na ukochaną paczkę ze spokojem duszy.

Wybór esencji jest ogromny! Szczęśliwie każda z nich ma jako taki opis zapachów, które wchodzą w skład danej kompozycji, co pozwala na wyobrażenie sobie całokształtu aromatu. Ze swojej strony bardzo polecam Czarny Kardamon i Japońską Śliwę jako ulubione kompozycje w klimatach świątecznych. 

Przedstawione na powyższym obrazku Gwiazdkowe ciasteczka i Pierniki z cynamonem dla mnie mają mocne bazy ciasteczek maślanych ze zbyt delikatnymi nutami korzenno-świątecznymi, ale komuś innemu delikatna, słodka kompozycja może przypaść do gustu znacznie bardziej. Z kolei Miód Korzenny jest na przykład bardziej.. orientalny. Ładny. Ale to nie takie czyste święta. 

Świece sojowe DIY jak zrobić przepis

Jeśli chodzi o koszty i opłacalność własnoręcznego robienia świec - moje zamówienie z Zielonego Klubu lekko przekroczyło 100zł i według moich obliczeń surowce wystarczą na 10 dużych (120ml) świec lub ok 20 małych. 

Co w przeliczeniu daje nam dużą świecę za nieco ponad dyszkę i małą za piątaka (przy założeniu, że macie jakieś słoiczki i termometr) ;) Z ekonomicznego punktu widzenia znacznie bardziej opłaca się robić świece diy niż kupować gotowe sojowe (choć czasem są piękne i wtedy warto z emocjonalnego punktu widzenia ;D). Z kolei o temat świec parafinowych nawet zahaczać nie będę, gdyż chyba wszyscy już wiedzą, że to szkodliwe ;)

Dodatkowo takie robienie świec to całkiem przyjemne zajęcie na wolne popołudnie i całkiem fajny pomysł na prezent. Taką świecę można również używać do masażu lub w roli balsamu do ciała jeśli ktoś lubi tłuściutkie konsystencje ;)

To jak? Robicie własne świece? Czy jednak wolicie kupować?
A może koncept zapachów do domu w ogóle Was nie rusza? :D

października 29, 2018

Naturalna chemia domowa

Naturalna chemia domowa
Naturalna chemia domowa Klareko opinie

Szkodliwa chemia gospodarcza?


Dlaczego w ogóle warto zainteresować się tematem naturalnych środków do domu? Przede wszystkim dlatego, że potrafią zawierać mocno kontrowersyjne, albo zwyczajnie szkodliwe dla zdrowia substancje.

Zacznijmy na przykład od triklosanu (5-chloro-2-(2,4-dichlorofenoksy)-fenol) - składnika proszków do prania i detergentów. EWG nadało substancji soczyście czerwoną siódemeczkę w 10-cio stopniowej skali ryzyka. Triklosan ma m.in spory potencjał, by wywoływać podrażnienia oczu, skóry i płuc, zarzuca mu się również powodowanie zaburzeń równowagi układu hormonalnego.

Ftalany zostały częściowo zakazane.. wyłącznie w produktach dla dzieci. W produktach dla dorosłych, a tym bardziej w chemii gospodarczej możemy się ich spokojnie spodziewać. Tym bardziej, że producenci nie mają obowiązku informować o ich obecności. Dostają się do organizmu przez drogi oddechowe i skórę, mogą powodować zaburzenia hormonalne, uszkadzać wątrobę, a przy długotrwałym kontakcie są szkodliwe dla płuc. Znajdują zastosowanie m.in jako środki utrwalające zapach. 

Formaldehyd jest coraz rzadziej dostępny na rynku ze względu na stwierdzoną kancerogenność, jednak świetnie mają się substancje, które go wyzwalają. Przykładowo 2-Bromo-2-nitropropane-1,3-diol, który znajdziecie m.in w Pronto do każdych powierzchni (swoją drogą Ziaja też uwielbia ten składnik) czy Glutaral (w płynie do czyszczenia Ajaxa).

A to wszystko to tylko mała część tego, co powinno wzbudzać nasze wątpliwości.

Naturalna chemia domowa Yope czy warto


Naturalna chemia domowa 


Czym zatem warto zastąpić drogeryjne produkty? Oczywiście można robić własne mieszanki z sody, octu, boraksu, płatków mydlanych lub używać orzechów piorących. Można też skorzystać z oferty Simple As That, który opiera swój asortyment na powyższych substancjach (a dodatkowo jest w pełni zero waste i wege!). Początkowo może być jednak ciężko przestawić się na takie surowe receptury, które dodatkowo często wymagają rozcieńczenia.

Rozwiązaniem pośrednim jest na przykład Klareko, które ostatnio bardzo polubiłam i bardzo polecam. Klareko ma pełną gamę skutecznych i pachnących (olejkami eterycznymi) środków gotowych do użytku i przyjemnych w stosowaniu. Środki czyszczące pakowane są co prawda w plastikowe (podlegające recyklingowi) pojemniki, ale taka forma bardzo ułatwia użytkowanie. Można je uzupełnić kupując produkty w wersji zero waste czyli w szklanych słoikach. 

Do popularnych Yopów nie mam aż takiego zaufania jak do wspomnianego wyżej Klareko. Główna różnica między nimi polega na tym, że Yope nie ujawnia w pełni swoich składów jak to robi Klareko. Korzystanie z drażniących substancji pokroju Benzisothiazolinone czy Methylisothiazolinone (np. w płynach do mycia naczyń) wcale nie poprawia mojego nastawienia. A jednak (uwaga, hipokryzja wyłazi) zdarza się, że sama korzystam z ich oferty ze względu na dostępność i zapachy. W najbliższym czasie (przysięgam!) planuję zmiany w tej kwestii :D

Naturalna chemia domowa co wybrać klareko

Chemia gospodarcza Klareko


Jeśli w tym momencie również uznaliście, że najbardziej interesuje Was oferta Klareko - bardzo polecam uniwersalne spraye czyszczące (przede wszystkim w wersji z lawendą i pomarańczą!). Są na bazie alkoholu (który skutecznie zwalcza bakterie i oporne zanieczyszczenia) oraz octu (który prócz tego, że czyści to jeszcze nabłyszcza powierzchnie). Nie zdarzyło mi się jeszcze, by takowy spray z czymś sobie nie poradził.

Fajnym pomysłem jest też mus czyszczący - mocno mydlana pianka z sodą do czyszczenia umywalek, garnków, kuchenek, a nawet fug i piekarników. Zastępca drogeryjnego mleczka czyszczącego do spraw wagi cięższej ;) 

Płyny do szyb są najbardziej octowe więc i zapach olejków (tak ładny w sprayach) jest tu nieco zniekształcony. Odpada jednak opcja wdychania niezdrowych oparów podczas mycia okien. Zdarzało mi się również używać płynu do szyb w roli sprayu do czyszczenia powierzchni i tu także zdał egzamin (zapach octu nie jest wyczuwalny).

Za proszki do prania i płyny do płukania Klareko dopiero się zabieram, więc o tym może w oddzielnym poście? :) Wspomnę jeszcze tylko, że w związku z nadchodzącym szałem świątecznym warto będzie zaopatrzyć się w środki o piernikowym zapachu stworzonym z olejku goździkowego, cynamonowego i pomarańczowego! 

Tymczasem powiedzcie co myślicie na temat ekologicznej chemii domowej? 
Zwracacie uwagę na składy czy korzystacie z łatwiej dostępnych opcji? 

października 21, 2018

The Secret Soap Store, peeling kokosowy

The Secret Soap Store, peeling kokosowy
The Secret Soap Store, peeling kokosowy opinie

1,4kg kokosowego szczęcia The Secret Soap Store to jeden z prezentów urodzinowych od Aneczki. Aneczka zdecydowanie jest jedną z największych maniaczek peelingów jakie kiedykolwiek poznałam. I.. wie co dobre! 

Zerknijcie zresztą na powyższe zdjęcie - puszysta, cukierkowa konsystencja wiele potrafi powiedzieć sama.

The Secret Soap Store, peeling kokosowy skład opinie blog

The Secret Soap Store, peeling kokosowy


Minimalizm składu w tym przypadku kompletnie mnie urzeka. Niby zwyczajny peeling z cukru i oleju kokosowego, który można przyrządzić we własnym domu.. a jednak łupiny kokosa, wiórki kokosowe i dodatkowo dodany zapach stwarzają niesamowicie przyjemne wrażenia.

Kokos w postaci wiórków jest wyczuwalny w dłoniach i na skórze ciała podczas masażu. Stanowi niezwykle miłe uzupełnienie dla ogólnej koncepcji. Z kolei łupiny, mimo że nie mają wpływu na zdzieranie naskórka są świetnym pomysłem na urozmaicenie wizualne.

W peelingu The Secret Soap Store największą robotę robi jednak zapach. Niesamowicie intensywny i cukierkowo słodki kokos, który utrzymuje się na skórze, w łazience i na pościeli aż do następnego dnia. Bywa, że i ubrania są w stanie nabrać trochę aromatu i pachnieć rano. 

I mimo że zwykle stawiam na w pełni naturalne zapachy i oleki eteryczne tak przypadku peelingu The Secret Soap Store nie zamieniłabym kompozycji na żadną inną! 

Secret Soap Store, peeling kokosowy blog

The Secret Soap Store, peeling - działanie


Jeśli chodzi o działanie - Aneczka trafiła perfekcyjnie, bo cukrowe peelingi na tłuściutkiej bazie wprost wielbię. I wcale nie tylko dlatego, że jestem leniwa i nie chce mi się wsmarowywać mazideł po kąpieli (no może w jakieś większej części to jest kwestią..?). 

Cukier zapewnia optymalne złuszczanie bez nieprzyjemnych konsekwencji (kawowy mnie boli, a solny zawsze piecze :D), olej z kolei dba o odżywienie skóry. Opcja perfekcyjna, 2w1.

Peeling The Secret Soap Store jest dla mnie na ten moment jedyną odmianą od Fruity Sugar Scrubka i różni się przede wszystkim długością wchłaniania z przyczyn oczywistych - olej kokosowy jest jednym z najcięższych (w tym dobrym znaczeniu) olejów więc automatycznie wchłania się nieco dłużej i jednocześnie zapewnia skórze porządną dawkę odżywienia na dłuższy czas (nawet do kolejnej kąpieli). Posiadacze suchej skóry na pewno rozumieją jak wartościowy święty spokój zapewnia takie rozwiązanie ;)

Nie mam pojęcia gdzie kupić peeling w tak ogromnej pojemności (po szczegóły musielibyście się zgłosić do Aneczki :D), ale dla doznań zapachowych i generalnego działania warto się za nim rozglądać!

Mieliście styczność z The Secret Soap Store? 
Być może macie ulubieńców, których sama powinnam dorwać? ;) 

Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger