czerwca 21, 2017

Lush: Whoosh! Shower Jelly

Lush: Whoosh! Shower Jelly
Przy okazji recenzji gumy do włosów Dirty Styling Cream wspominałam Wam o kilku miejscach, w których można upolować produkty Lusha w Polsce.

Kupowanie Lushków wciąga po uszy więc zdążyłam już sprawdzić wszystkie trzy miejsca wspomniane w powyższym poście. Dzisiejsza porcja smaczków tej marki przywędrowała od użytkownika Allegro - Djembera.

Podobnie jak w przypadku Lovelush nie mam żadnych zastrzeżeń do swoich przesyłek więc naprawdę zachęcam do kupowania w tych dwóch miejscach. Tym bardziej, że ceny są niezwykle przyjemne w porównaniu ze sklepem internetowym British Shop.

Whoosh! Shower Jelly


Whoosh! Shower Jelly Lush

Obserwowanie Lushowych aukcji na allegro ma tą zaletę, że nigdy nie wiesz co ciekawego się trafi ;) Szukałam tacie kremu do golenia, ale nie mogłam przejść obojętnie wobec tak dźwięcznej nazwy, wyglądu i koloru Whoosha.

Nazwa Whoosh nawiązuje do przelatujących ze świstem deadlinów. Lush stworzył tą żelkę z myślą o osobach potrzebujących skupienia w momentach zmęczenia, tych spóźnionych z terminami i powtarzających do egzaminów. Ale prawda jest taka, że ucieszy każdego domownika ;)

Turkusowa żelka pachnie rzeczywiście orzeźwiająco. Zapewne dzięki zawartości soku z cytryny, grejpfruta i limonki ♥ Ale w inci znajdziecie też olejki eteryczne:  rozmarynowy i geranium. To naprawdę jest boskie połączenie.

Aplikacja też jest świetna. Oczywiście, że wyślizguje się z rąk. Ale za to pieni się i daje poczucie oczyszczenia. Zresztą możecie to zobaczyć na wizualizacji, którą można znaleźć na sklepie angielskiego lusha.

Whoosh Shower & Five O`Clock Whistle LUSH

Wspomniałam jednak, że na profil Djembera weszłam z myślą o zakupie kremu do golenia w ramach pre-Dnia Ojca. Szczęśliwie mój tato chcąc nie chcąc podziela moją pasję do naturalnych składów więc z propozycji nawet się ucieszył.

Chyba wykupiłam ostatni krem Five O`Clock Whistle, ale znajdziecie go też u użytkownika Lovelush, jeśli również chcecie wcisnąć tacie Lushka na Dzień Taty ;D

Lush, Five O`Clock Whistle Shaving Cream

Jeśli jednak liczycie na recenzję kremu do golenia to niestety niedoczekanie :D Próbowałyście kiedyś zapytać mężczyzny jak dany kosmetyk się sprawdza? Jeśli udało Wam się uzyskać więcej informacji niż "jest ok" proszę o informację, bo będzie to dla mnie fenomen.

Mogę Wam jednak powiedzieć, że Five O`clock Whistle pachnie przeciekawie. Ziołowo.. orzechowo? Ma w sobie m.in kawę z lawendą, masło murumuru, puder aloesowy i świeży sok z cytryny. A jak wygląda konsystencja możecie podpatrzeć tutaj ;)

Czy ktoś z Was zamówił coś z moich poleconych miejsc? Czy tylko ja nie jestem w stanie powtrzymać się od zakupów? :D

czerwca 18, 2017

Sanotint Light (Sensitive) - Naturalny Brąz

Sanotint Light (Sensitive) - Naturalny Brąz
Farba Sanotint Light (Sensitive) - Naturalny Brąz 73

Jeszcze niedawno wszem i wobec wychwalałam cudne właściwości czystej henny Khadi. Wciąż uważam, że pod względem zdrowotnego wpływu na skórę głowy jest nie do zastąpienia. Jednak sposób aplikacji i intensywność koloru skłoniły mnie do poszukiwań czegoś zupełnie innego. 

Sprawdziłam składy wielu "naturalnych" farb do włosów. Wszędzie dopatrzyłam się niechcianej p-fenylenodiaminy, która to prawdopodobnie odpowiada u mnie za wzmożone wypadanie włosów po farbowaniu. Rozwiązanie z cyklu: proponujemy Pani farbę z tymi samymi śmieciami, które ma Pani w drogeryjnej farbie, ale za to dorzucamy kilka naturalnych ekstraktów niezupełnie mnie satysfakcjonowało.

Ostatecznie moją uwagę zwróciła wyłącznie farba Sanotint. Seria Light (Sensitive) nie zawiera PPD i Resorcinolu

Farba Sanotint Light (Sensitive) - Naturalny Brąz 73 skład inci

Farba Sanotint Light - Naturalny Brąz (73)


Ok. Skład nie jest perfekcyjny. Ale prócz wspomnianego braku PPD ma kilka innych przyjemnych zalet - zawiera biotynę, ekstrakt z pokrzywy, brzozy, winorośli, prosa i oliwki, które definitywnie służą wzmocnieniu cebulek włosów.

Podczas aplikacji nic mnie nie piekło i nie podrażniało. Również po farbowaniu nie uświadczyłam żadnych nieprzyjemności! 

Jest to też najlepiej pachnąca farba jakiej miałam przyjemność używać. Zapach jest naprawdę miły, ziołowy.

Farba Sanotint Light (Sensitive) - Naturalny Brąz 73 składniki

Sanotint Sensitive - efekt farbowania


Od mojego farbowania minął już prawie miesiąc więc mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że nie zauważyłam żadnego problemu związanego z wypadaniem włosów, żadnego przesuszenia, ani innych kłopotów.

Kolor 73, Naturalny Brąz godnie pokrył górę moich włosów, która znacznie odstawała od farbowanego wcześniej dołu. Dokładnie połowa moich krótkich włosów pamięta jeszcze czasy farbowania Dia Richesse Loreala (po której to straciłam połowę objętości). 

Co prawda w świetle słońca, przy wyprostowanych włosach różnica jest wciąż widoczna, ale na codzień nie rzuca się w oczy. Następnym razem spróbuję połączyć Naturalny Brąz z Czarnym, bo ciemniejszego brązu już niestety w ofercie Sanotint nie ma.

Jeśli macie podobny kłopot z wypadaniem włosów po wizycie u fryzjera bądź samodzielnym farbowaniu - polecam wypróbować Sanotint. Pod względem składu nie równa się hennie, ale sposób aplikacji (uwzlgędniając również zapach), intensywność i trwałość koloru są definitywnie bardziej zadowalające.

czerwca 15, 2017

Szybkie rozdanie z Bionigree! ♥

Szybkie rozdanie z Bionigree! ♥
Przychodzę dziś do Was z małą radostką ;) W ubiegłym tygodniu, ku mojemu szczeremu zdziwieniu, otrzymałam pierwszą propozycję współpracy. Ku zdziwieniu, gdyż przecież mój blog nie ma jeszcze nawet roczku - dopiero niedawno odkryłam istnienie teł do zdjęć, moja obróbka graficzna wygląda niczym wykonana łopatą, a i pisać uczę się wciąż dzięki serii porad Draqilki!

A tu nagle doceniono moje małe miejsce w sieci. Gwoli małej dygresji na wstępie muszę pochwalić poziom, który reprezentuje marka Bionigree poprzez swoich przedstawicieli. Zapewne nie poczuwałabym się do tego gdybym w przeciągu kilku kolejnych dni nie dostała drugiej (sic!) propozycji od zupełnie innej firmy. Rozstrzał pod względem kultury osobistej przedstawicieli, rzeczowego podejścia do tematu i zwyczajnej sympatii był naprawdę diametralny. 

Stąd też marka Bionigree już na wstępie zjednała sobie moje uznanie. Wszystkie maile, które miałam przyjemność wymienić z jej reprezentantem cieszyły moją marketingową duszę ;) Śmiem twierdzić, że obsługa klienta indywidualnego będzie utrzymana na tak samo wysokim poziomie.


Rozdanie! Oczyszczające serum do skóry głowy Bionigree




Wymiana maili zaowocowała m.in organizacją konkursu. Mam dla Was sławetne już chyba Oczyszczające Serum do skóry głowy

Rozdanie jest stosunkowo żwawe gdyż serum Bionigree ma dość krótką datę ważności ze względu na swój naturalny skład. Na zużycie swojej nagrody wybraniec będzie miał czas do września bieżącego roku.

Do udziału w konkursie możecie się zgłosić na 3 różne sposoby:

1. Na blogu - umieszczając komentarz pod tym postem. Warunkiem do spełnienia jest udostępnienie informacji o rozdaniu na swoim blogu lub profilu google +. Będzie mi niezwykle miło jeśli będziecie obserwatorami mojego bloga.

2. Na facebooku - zgłosić się można pod zdjęciem konkursowym. W tym przypadku warunkiem udziału w konkursie jest udostępnienie informacji na swoim profilu / fanpage`u. Gorąco zachęcam również do polubienia fp Bionigree fp Le Bleuet.

3. Na instagramie - udostępniając zdjęcie konkursowe. W tym przypadku również będzie mi przemiło jeśli zdecydujecie się obserwować IG Bionigree i  IG LeBleuett :)

Wybór zwycięzcy znacznie ułatwi wkazówka dlaczego serum powinno trafić właśnie do Ciebie ;) Ja znów umywam ręce od osobistego wyłaniania zwycięzcy - zobowiążę do tego osobę zupełnie postronną.


Trzymam kciuki za Was wszystkich, a sama zabieram się z ciekawością za odżywkę Bionigree, o której na pewno opowiem Wam wszystko jak tylko zapoznam się z nią bliżej :)

czerwca 13, 2017

Lilla Mai, Nawilżający krem z filtrem UV

Lilla Mai, Nawilżający krem z filtrem UV
Kremikiem Lilla Mai chwaliłam Wam się już przy okazji postu z majowymi nowostkami kosmetycznymi. Ciekawił mnie już kilka dobrych miesięcy, aż w końcu dostałam go jako jeden z urodzinowych prezentów od przyjaciółki ♥

Dorwałam się do niego od razu i stosuję go jako krem na dzień. Jeśli i Was ciekawi co kryje się w tym pięknym pojemniczku - zapraszam do recenzji ;)

Lilla Mai - Nawilżający krem z filtrem UV recenzja blog opinie ile ma SPF

Lilla Mai - Nawilżający krem z filtrem UV


Markę poznałam już daawno temu dzięki Sayace. Dzięki niej pokusiłam się na Ekologiczny szampon rozmarynowy i muszę przyznać, że już za jego sprawką Lilla Mai zdobyła moje duże uznanie. Nie tylko ze względu na świetną oprawę graficzną, ale przede wszystkim ze względu na składy kosmetyków. Zgodnie z przewidywaniami z kremu jestem równie zadowolona jak z wcześniejszego produktu ;)

Choć z etykiety krzyczy na nas napis Krem z filtrem UV warto wiedzieć, że poziom ochrony wynosi 5 SPF. Z jednej strony to może wydawać się mało, ale z drugiej - Monika (Dermoblog) uświadomiła mnie o pewnej zależności. SPF sugeruje ile procent promieni słonecznych dotrze do naszej skóry i można to łatwo obliczyć. W przypadku, gdy krem ma 5 SPF: 100/5 = 20. Zatem 80% promieni słonecznych zostanie zablokowane, a 20% przedostanie się do skóry. Taka ciekawostka ;)

 Skład (INCI)


Lilla Mai, Nawilżający krem z filtrem UV skład INCI ile spf
Wiem, że zdjęcie jest świetnej jakości. Dla ułatwienia zostawiam linka do strony producenta, gdzie znajdziecie pełną (i czytelną) rozpiskę ;)

Lilla Mai to tak sympatyczna marka, że nawet umieszczają na opakowaniach polskie tłumaczenia zapisków inci :) Stąd nawet leniwce mogą na pierwszy rzut oka zauważyć, że krem stworzony jest na bazie hydrolatu neroli, zawiera sporo odżywczych olejów i witaminki (B5 i E).

Jeśli szukacie jakichkolwiek filtrów przeciwsłonecznych to niczego się nie dopatrzycie. Ochronę SPF dają oleje :)

Konsystencja i działanie


Lilla Mai - Nawilżający krem z filtrem UV ochrona SPF skład

Mimo braku konwencjonalnych filtrów Lilla Mai ma konsystencję jak krem z filtrami mineralnymi. Jednak w przeciwieństwie do nich nie bieli i nie jest tak tłusty. Wchłania się chwilę, bo jest dość treściwy, ale nie ma wpływu na makijaż. Po wchłonięciu nie pozostawia tłustej warstwy, w zasadzie nie jest odczuwalny.

Zgodnie z etykietą naprawdę świetnie nawilża, nawet w przypadku cery skłonnej do odwodnienia i miejscowych przesuszeń. I nawet teraz, gdy spędzam dni na pełnym słońcu aż do godzin popołudniowych nie mam najmniejszym kłopotów z suchością twarzy (choć tu warto uwzględnić, że niezależnie od pory roku zawsze używam pod krem czegoś nawilżającego jak np. żel aloesowy).

Podsumowując - sprawdza się perfekcyjnie w swojej roli i pozostawia moją skórę dobrze odżywioną. Zapewnia minimalną ochronę przeciwsłoneczną więc sprawdzi się również w zimie (choć prawda jest taka, że i tak większość z nas zabezpiecza się również makijażem, który zwykle gwarantuje dodatkową ochronę UV). Ja chcę więcej kosmetyków Lilla Mai! :D

No to mówcie czy ten lub poprzedni post zachęcił Was do wypróbowania czegoś nowego tej marki? :)

czerwca 11, 2017

10 produktów, których możesz nie znać: MASECZKI DO TWARZY

10 produktów, których możesz nie znać: MASECZKI DO TWARZY
Kolejny post z serii inspirujących wishlist. Do tej pory udało nam się z Agą (Kosmetyczny Fronesis) stworzyć zestawienia pod tytułem:


Tym razem, zgodnie z pomysłem Agnieszki padło na maski do twarzy. W moim zestawieniu znajdziecie możliwie najbardziej naturalne propozycje jako że moja twarz uważa takowe za bezpieczniejsze. U Agi znajdziecie jednak tym razem również mocniejsze oręże.


Łazi za mną i łazi. Ale z mojej (nikłej) wiedzy wynika, że kwasy to lepiej w zimie stosować. Więc może późniejszą jesienią wreszcie wpadnie do mojej kosmetyczki? :) 

Polecana jest m.in do cery poszarzałej i z przebarwieniami. W składzie są takie ciekawostki jak ekstrakt z korzenia Dziwidła, pigwy i Galactoarabinan. Ten ostatni pozyskiwany jest z Modrzewia i działa nie tylko złuszczająco, ale też przeciwzmarszczkowo. 

SkładLactic Acid, Glycerin, Lavendula Angustifolia (Lavender) Floral Water*, Galactoarabinan, Amorphophallus Konjac Root Extract, Potassium Hydroxide, Mica (CI 77019), Pyrus Cydonia (Quince) Fruit Extract, Sambucus Nigra (Elderflower) Fruit Extract, Aroma, Titanium Dioxide (CI 77891), Ethyl Lauroyl Arginate HCL, Xantan Gum, Limonene

Cena: 25,90 (12,5ml)
Dostępność: Naturnika

Nie pamiętam jak trafiłam na markę Eco Plant, ale większość opakowań urzekła mnie momentalnie swoją szatą graficzną (zerknijcie na kremy!). 

Maseczka w pierwszym odruchu zaciekawiła mnie swoją nazwą. Zawiera sproszkowaną sałatę morską i algi, które mają dostarczać odpowiedniej ilości substancji odżywczych. 
Nie bójcie się Calcium Sulfate w składzie - w tym przypadku to minerał pochodzenia naturalnego, który służy tu, zdaje się, jako substancja peelingująca.

SkładGlucose, Algin, Calcium Sulphate, Silica, Tetrasodium Pyrophosphate, Polyvynilpyrolidone, Ulva Lactuca Powder

Cena: 50zł (300ml)
Dostępność: Eco Plant

Kilka produktów Be.Loved wpadło już w moje łapki (Zestaw Tropical Island) i wręcz ręczę za tą markę pod względem pięknych, w 100% naturalnych składów.

O istnieniu czekoladowej maski dowiedziałam się w zasadzie od Agi, ale istnieje spora szansa, że przy nadmiarze własnych chciejstw nie wspomni o niej w swoim poście ;D Słodziaszną konsystencję możecie podglądnąć o tutaj.

SkładButyrospermum Parkii (Shea) Butter, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Powder, Oryza Sativa Powder,  Moroccan lava clay, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Extract, Glycerin, Rosa Canina Seed Extract, Tocopheryl Acetate, Ananas Sativus Stem Powder


Cena: 104,64zł (30ml)
Dostępność: Be.Loved

A skoro już jesteśmy przy tych droższych propozycjach - w zestawieniu musiała się też znaleźć któraś z maseczek Lovely Day. Wersja czarna na bazie hydrolatu rumiankowego ma w sobie aktywowany węgiel, olejek manuka i glinkę. Podoba mi się też fakt, że ktoś wreszcie zadbał o optymalne dla cery PH na poziomie 4 ♥

To co mnie jednak urzeka najbardziej to wygląd opakowania. Choć jak się niedawno okazało zwodzi mnie to czasem na manowce to w tym przypadku na pewno nie pożałujecie jeśli się na nią porwiecie ;)

SkładAqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Matricaria Chamomilla Flower Water, Argania Spinosa Kernel Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycerin, Lactobacillus Ferment, Cetearyl Wheat Straw Glycosides (and) Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Gluconolactone, Tocopherol, Moroccan Lava Clay, Charcoal Powder, Citric Acid, Leptospermum Scoparium Leaf Oil, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid

Cena: 146zł (100ml)
Dostępność: Bioana

A oto odkrycie Magdy z bloga Takie Moje Oderwanie, u niej też możecie poczytać jak w praktyce sprawdzają się urocze jogurtowe maseczki ;)

Mnie najbardziej ciekawi wersja z czerwonymi owocami bo w składzie jest żurawina, truskawka, malina, czarna porzeczka i jagoda ♥ Choć dla cery suchej i odwodnionej polecana jest bardziej wersja kokosowa, z kolei najbardziej uniwersalną opcją jest wersja z owocami egzotycznymi.

Skład maski: Aqua, Solum Diatomeae, Algin, Glycerin, Benzyl Alcohol, Parfum, Xanthan Gum, Sclerotium Gum, Ribes Nigrum Fruit, Rubus Idaeus Seed, Vaccinium Macrocarpon Seed Powder, Disodium EDTA, Dehydroacetic Acid, Maltodextrin, Fragaria Fruit Extract, CI 73360, Citric Acid, PVP, Phenoxyethanol
Skład aktywatora: Calcium Sulfate, Solum Diatomeae, Tetrasodium Pyrophosphate, Magnesium Oxide

Cena: 24zł (90g)
Dostępność: Imper Kosmetyki

Podobno cała seria Hawaiian pachnie po prostu bosko. Do tego maska ma optymalne dla skóry PH i dość przyjemny skład, w który wchodzi m.in enzym z papai, ekstrakt z ananasa i z wanilii ♥

Do kupienia na moim ukochanym już Iherb, ale (!) ostatnio wypatrzyłam Albę przy okazji wycieczki do Helfy. Znajdziecie je więc i w Polsce :)

SkładAqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Protease, Algin, Carica Papaya Fruit Extract, Polysorbate 20, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Zingiber Zerumbet Extract, Panthenol, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Limonene, Fragrance , Chlorophyllin-Copper Complex (Cl 75810)

Cena: 38,14zł lub 51zł (85g)
Dostępność: Iherb / Helfy

Jeśli lubicie kawę to zapewne i Waszą uwagę zwróci hasło Cappuccino ♥. DeVita ma skład prosty i przejrzysty - trzy rodzaje glinek, esktrakt z ziaren kawy, koli i żeń szenia, a do tego coś dla wrażliwców czyli alantoina i żel aloesowy :)

SkładWater (de-ionized), Aloe barbadensis (certified organic aloe vera gel), Bentonite, Montmorillonite, Kaolin, Coffee bean extract, Panax (ginseng) extract, Cola nitida (kola) nut extract, Lauroyl lysine, Allantoin

Cena: 47,87zł (90 ml)
Dostępność: Iherb 

AnneMarie Börlind kusi mnie nie tylko tą maseczką. W planach mam również szampon, krem i pewnie kilka innych rzeczy :D Składy są dość godne, a oprawa marki ma klasę.

Maska Puryfing ma takie smaczki jak karageniny (Gumożywica wodorostowa :D) i substancje garbnikowe z szałwii. Rozpulchnia i wyciąga wszelkie zanieczyszczenia jednocześnie łagodząc ewentualne zmiany skórne. 

SkładAqua, Kaolin, Decyl Oleate, Zea Mays Oil (Corn), Glycerin, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter (Shea), Sorbitol, Squalane, Glyceryl Stearate Citrate, Stearic Acid, Benzyl Alcohol, Potassium Cetyl Phosphate, Phenoxyethanol, Sodium Salicylate, Aroma, Alcohol, Chondrus Crispus Powder (Carrageenan), Panthenol, Benzyl Benzoate, Stearyl Glycyrrhetinate, Linalool, Benzyl Salicylate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Achillea Millefolium Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Ascorbyl Palmitate, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Lecithin

Cena: 44,90zł (75ml)
Dostępność: Naturnika


Maseczka Aubrey to łagodna mieszanka kwasów owocowych. Ma za zadanie rozświetlić i wygładzić cerę, a jej dodatkowym atutem jest zawartość oleju z rokitnika (na moją skórę solo działa świetnie!), który jest bogaty w antyoksydanty. Pozbawiona jest zbędnych paskudztw, a w składzie jest masa przydatnych, odżywczych substancji jak przystało na markę Aubrey. 

SkładAqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Glycerin, Oryza Sativa (Rice) Bran Wax, Cetyl Alcohol, Avena Sativa (Oat) Kernel Flour, Alcohol Denat. (38b, Lavender), Cucumis Sativus (Cucumber) Seed Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Leuconostoc/ Radish Root Ferment Filtrate, Carrageenan, Saccharum Officinarum Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Extract, Glycerin, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Citrus Limon Peel Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Ascorbic Acid, Glyceryl Caprylate, Stearic Acid, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Limon Fruit Extract, Sodium Cocoyl Glutamate, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Tocopherol, Linoleic Acid

Cena: regularna - 89,88zł (89ml), ale jeszcze niedawno była na obniżce 50%. 
Dostępność: BioBeauty

Na Iherb za 46,88zł


Na koniec jeszcze jeden iherbowy wynalazek - sproszkowana maseczka do rozrobienia z wodą / świeżym sokiem z owoców / jogurtem. 

Zawiera kwas salicylowy o działaniu złuszczającym, oczyszczającym mieszki i gruczoły łojowe, stymulującym regenerację i przeciwzapalnym. Co ciekawe ma też w sobie sproszkowaną śmietanę z mleka koziego + glinkę i olejki eteryczne.

Skład2.7% salicylic acid, French green cosmetic clay, Powdered goat cream, Salicylic acid (Willow bark), Essential oils of organic patchouli, Wild roman chamomile & Rose

Cena: 54,83zł (88.72 ml)
Dostępność: Iherb


No i jak? Wpadło Wam coś w oko? ;)

Jak zwykle odsyłam Was również na bloga Agi i post: 10 Ciekawych produktów, których możesz nie znać: maseczki do twarzy.

czerwca 07, 2017

Wzmacniający szampon Loreal Botanicals z Kolendrą

Wzmacniający szampon Loreal Botanicals z Kolendrą
Jestem głęboko przekonana, że tą linię Loreal poznałam przez Monikę z bloga Mama Z Różową Torebką. Co prawda w tym momencie nijak nie udało mi się dodrapać do żadnego postu ze wzmianką o serii Botanicals jednak kto inny jak nie ona jest w stanie ze znienawidzonych przeze mnie Rossmanów wyciągnąć ciekawe kosmetyczne smaczki?

Pamiętam, że moje pierwsze wrażenie było jak zwykle dość mało entuzjastyczne bo nazwa Botanicals ma z tymi produktami tyle wspólnego, że na poniższym zdjęciu leżą obok prawdziwych roślin. Wciąż uważam ją za stosunkowo mało adekwatną jednak udało mi się znaleźć i kilka przyjemnych kwestii w trakcie użytkowania szamponu z serii Fresh Care - Kolendra. 


Szampon Loreal Botanicals - Kuracja Wzmacniająca z Kolendrą


W normalnych warunkach raczej nie pokusiłabym się na zakup tego szamponu. Przyznaję szczerze. Jednak jako że obecnie nazbyt często kursuję na trasie miejscowość rodzinna <-> Wrocław i naprawdę nie chce mi się wozić ze sobą sterty kosmetyków tam i z powrotem, chwilowo dałam szansę serii Botanicals. 

Po pierwsze dlatego, że szampony z tej linii chyba jako jedyne w Rossmanie nie mają Cocamidopropyl Betainy! Jakież było moje zdziwienie. Muszę też przyznać, że opakowania strasznie przyciągają wzrok, są według mnie naprawdę świetne. I ten zapach! Jeśli lubicie ziołowe kompozycje to seria z Kolendrą powinna przypaść Wam do gustu. Mnie urzekła.


Szampon Botanicals Kolendra - Skład


Jednak to, że szampon nie zawiera CB nie onacza, że jest perfekcyjnie.. Owszem, doceniam ten gest bo niewielu producentów się na to decyduje, a już na pewno nie drogeryjnych. Jednak w natłoku sporej ilości niepotrzebnych substancji nie zauważyłam początkowo innego szkodnika - szampon Botanicals zawiera niestety Isopropyl Alcohol. Jest go, zdaje się, dość niewiele bo w inci plasuje się pomiędzy substancjami zapachowymi, ale to wystarczy, by po 2-3ch użyciach głowa zaczęła mnie swędzieć, a po 4ch już mam ranki -.-

Przy okazji zwróćcie uwagę, że tytułowy olejek z kolendry jest jeszcze niżej w składzie. Przykładowo Benzyl Alcohol (nad alkoholem, olejem z kolendy i olejem z soi) w produkcie spłukiwalnym może zawierać max 0,01%..  Heh.

Nie licząc zatem żarcików w postaci olejów z kolendy i soi w szamponie "Botanicals Kolendra" z wartościowych rzeczy znajdziemy.. olej kokosowy. Koniec. Ewentualnie Kwas salicylowy może się komuś przydać. Natomiast nie wiem co miałoby przysłużyć się do tytułowego wzmocnienia włosów.

Także skład leży i kwiczy.



Seria Kolendra (Coriander)


Pomijając kwestię składu (jeżeli jesteście w stanie przymknąć.. tfu - zamknąć na niego oczy), szampon Botanicals sporadycznie używany jest ok. Zapach jest wart poznania, dla mnie jest niesamowity i zupełnie inny od wszystkiego co jesteśmy w stanie dorwać w drogeriach. Brak CB również przemawia na jego korzyść jeśli ten składnik Wam przeszkadza (a alkohol nie szkodzi). Opakowanie będzie dodatkowo uroczym atutem.

Jednak co trzeba też od razu wspomnieć - szampon trzeba kupić w komplecie z odżywką. Tuż po umyciu włosów samym szamponem mam wrażenie, że są skrzypiące i nieprzyjemne w dotyku. Jak wyschną - wracają do normy, ale i tak zdecydowanie lepiej używa się zestawu szampon + odżywka bo wtedy od razu są miękkie w dotyku i łatwe ewentualnego do rozczesania. Do odżywki samej w sobie nie mam w sumie żadnych zastrzeżeń - spełnia swoją funkcję i pięknie pachnie.

Czy seria jest warta swojej ceny? Nijak. Czy pokuszę się na niego kiedykolwiek indziej? Nie daj boże! Jednak normalnym ludziom (tj niewrażliwcom) może przypaść do gustu.

A Wy miałyście już coś z Loreal Botanicals? Może jakimś cudem inne linie tych produktów spisują się lepiej?

czerwca 03, 2017

Iherb! ♥ + konkurs na gadułę czerwca

Iherb! ♥ + konkurs na gadułę czerwca

Część z Was na pewno dobrze zna Iherb. Ja nie dowiedziałabym się o istnieniu tego sklepu gdyby nie Emilia z Kherblog, od której wyłudziłam to info w którymś z komentarzy ;)

Iherb to sklep zagraniczny. Kosmetyki (tudzież żywność i inne ciekawostki) lecą do nas prosto z USA. Dlaczego w ogóle warto zadać sobie odrobinę trudu, żeby ten sklep ogarnąć? Bo są w nim dostępne marki organiczne w cenach znacznie niższych niż w polskich drogeriach internetowych + marki zupełnie w Polsce niespotykane. 

Na Iherb znajdziecie na przykład Aubrey, Avalon, Dessert Essence, Jason, Physicans Formula, Schmidts. Poza tym warta uwagi jest też na pewno Alaffia, Andalou i Alba Botanica.

Warto zawsze dorzucać do koszyczka produkty z cyklu Shipping Saver, które znacznie obniżają koszty przesyłki lub wręcz je eliminują. Niedawno potwierdziła to Iwonka z bloga Kwiat Lawendy - u niej również możecie poczytać słów kilka o Iherb i jej zamówieniu. Z kolei Anula z Iherb od dawna jest już za pan brat więc na jej blogu znajdziecie sporo przydatnych informacji odnośnie zamówień i marek.

Ja swoim zamówieniem jestem zauroczona! :D


Alaffia, Szampon Lavender Coconut



Lawendowo kokosowy szampon Alaffi zaciekawił mnie niekonwencjonalnym składem. Zawiera zmydlone oleje i łagodną substancję myjącą (Decyl Glucoside).

Po pierwszych użyciach mogę powiedzieć, że póki co sprawdza się świetnie - zero podrażnień, a piękny lawendowy zapach czuję jeszcze następnego dnia! :D


Suncoat, Natural Styling Spray



Ileż czasu zajęło mi znalezienie lakieru do włosów bez alkoholu! W którymś momencie zwątpiłam wręcz w istnienie takiego produktu. Jednak nie ma rzeczy niemożliwych - na Iherb można dorwać spray Suncoat.

Nie powiem o nim jednak zbyt wiele, bo nie umiem się jeszcze z nim obchodzić :D


Queen Helene, Cocoa Butter



Krem do rąk i ciała Queen Helene dorzuciłam z myślą, że kremów do rąk nigdy mi za wiele. Bez patrzenia na skład. Jakież było moje zdziwienie kiedy w składzie przyuważyłam SLS! 

To chyba mój pierwszy krem z detergentem :D Ale na dłoniach spisuje się o dziwo całkiem nieźle, przyjemnie natłuszcza i pięknie pachnie. Tak mała pojemność raczej nie ma prawa zrobić krzywdy, ale na większe opakowanie na pewno się nie skuszę i Wam również z przezorności nie polecam.


Desert Essence, Żel pod prysznic Bulgarian Lavender 



Za to lawendowy żel Dessert Essence polecam bardzo, zresztą w ciemno kupiłabym każdy produkt tej marki. Świetny skład i piękny zapach olejku lawendowego. 

Nie wiem czy to autosugestia czy osławione właściwości lawendy, ale prysznic z tym żelem cudownie relaksuje ;)

Ale robiąc te zakupy pomyślałam również o Was. Nadszedł więc czas na tytułowy..


Konkurs!



Zasady są dokładnie takie same jak w poprzednim konkursie Lushowym. Tym razem do zgarnięcia mgiełka Aubrey Organics z olejkiem Fragonia. Możecie o niej poczytać na Organeoblog, tam też znajdziecie pełny skład ;)

1. Konkurs skierowany jest do obserwatorów bloga (dołączyć można zawsze posiadając konto gmail/ profil na bloggerze)
2. Zwycięzcą zostanie osoba, która umieści największą ilość (niespamowych) komentarzy w postach w okresie trwania konkursu.
3. W przypadku gdy kilka osób pozostawi taką samą liczbę komentarzy pod uwagę będzie brana również aktywność w mediach społecznościowych (instagram, facebook) / udostępnienie info o konkursie w dowolnym miejscu
4. Konkurs twa od 03.06.17 do 30.06.17 (liczą się komentarze w postach opublikowanych w tym okresie).
5. Zgłoszenia przyjmowane są pod tym postem - wystarczy napomknieć "Biorę udział"* ;) Zgłaszać można się od momentu zamieszczenia postu i w dowolnym momencie trwania konkursu. 

Regulamin również pozostaje bez zmian ;)

Czekam więc z niecierpliwością na Wasze zgłoszenia i opinie odnośnie wspomnianych wyżej kosmetycznych cudaczków :)
Copyright © 2016 Porcelanowe Włosy , Blogger