maja 21, 2017

Couleur Caramel - paletka cieni do brwi

Couleur Caramel - paletka cieni do brwi
Słowem wstępu - wybaczcie mi brak nowych postów w ostatnim czasie, wybaczcie również, że nie ma mnie na Waszych blogach. Mogę chyba jednak nieco się zrehabilitować uchylając Wam rąbek tajemnicy związanej z moją nieobecnością :D Przebąkiwałam już dawno o moim małym marzeniu jakim było wypuszczenie na rynek własnych kosmetyków, w 100% naturalnych. W obecnym momencie z wielką radością, eksytacją i stresem mogę oznajmić, że 3 pierwsze produkty poleciały do laboratorium ♥ I na tym na razie zakończę coby nie zapeszać :D

Przechodząc do rzeczy, mam dziś dla Was recenzję tytułowego cudeńka od Couleur Caramel - paletkę do brwi. Nie mam jej długo, ale już zdążyła przejść testy nawet w najgorszych warunkach. Bez zbędnego przedłużania, zapraszam ;)


Coleur Caramel, paletka do brwi recenzja blog


Couleur Caramel, paletka do brwi


Wspominałam o niej początkiem maja przy okazji spóźnionego postu o kosmetycznych nowościach kwietnia. Paletka do brwi jest moim pięknym urodzinowym prezentem (choć w sumie do moich urodzin jeszcze 4 dni :D). Na produkty Couleur Caramel czaiłam się od dawna i urzeka mnie dosłownie wszystko z oferty marki, z pomadkami na czele choć nawet ich na codzień nie używam (btw. do końca maja jest na nie promocja na stronie coleurcaramel.pl)

Paletka niesamowicie cieszy oczy przy każdorazowej aplikacji. Prezentuje się, moim zdaniem, przeuroczo i gustownie. Malusi pędzelek i szczoteczka nie są najwygodniejsze na świecie, ale dzięki temu, że są w komplecie - są poręczne w podróżach. Dla mnie bomba bo w okresie letnim mam takowych sporo.


Coleur Caramel, paletka do brwi swatche odcienie kolory recenzja

Paletka Couleur ma w zestawie trzy odcienie. W zasadzie trochę nie rozumiem tego konceptu, bo rozstrzał kolorystyczny wydaje się celować w trzy diametralnie różne typy urody i odcienie włosów. A raczej każda z nas wie czy jest brunetką, blondynką czy kruczoczarną więc pewnie lepiej byłoby mieć jakieś odcienie zbliżone do siebie kolorystycznie lub np. coś z formą woskową gwoli nadania stabilnego kształtu brwiom.

Kompletnie mnie to jednak nie zniechęca. Na codzień używam średniego odcienia, a ciemniejszy i jaśniejszy kolor służy mi czasem jako cień do powiek. Skład jest na tyle cudowny, że nie widzę problemu w aplikacji cieni na oczach. 

Mój średnio- brązowy odcień wygląda na brwiach bardzo naturalnie. Co prawda jakby się mocno postarać (czyt jak się ma naprawdę dwie lewe ręce) można się trochę przerysować. Ale efekt ogólny jest subtelny i jednocześnie świetnie uzupełnia braki w szablonowym kształcie brwi ;) Mimo średniej jakości zdjęcia gwarantuję, że wszystkie odcienie są chłodne. Potwierdziła to również moja siostra. Która się zna ;)

Nie mam w zwyczaju stosować żadnych utrwalających baz do twarzy, rzęs, paznokci, powiek itd. Brwi też nie będą nigdy wyjątkiem. Tym bardziej, że cienie Couleur utrzymują się naprawdę godnie (przetestowano podczas całodniowej wyprawy na Skalne Miasto :D), a po ochlapaniu twarzy wodą nie zostawiają żadnych smug. W normalnych, ludzkich warunkach sprawdzają się tym bardziej ;)


Coleur Caramel, paletka do brwi skład inci opinie


Skład + gdzie kupić


Skład paletki możecie podpatrzeć na stronie Plants for Beauty lub Couleur Caramel. Zerknijcie na niego koniecznie, bo aż miło patrzeć - zero syntetyków. W paletce znajdują się miedzy innymi oleje: z moreli, awokado, macadamia i karanja, a także masło shea i witamina E.

Moja paletka jest ze strony Plants for Beauty. Za każde 50zł wydane w sklepie możecie dobrać gratisową próbkę, a że w asortymencie można znaleźć również markę 100% Pure - warto pokusić się właśnie na coś z tych kosmetyków. Ja zgarnęłam podkład 2nd Skin i jestem nim zauroczona w takim samym stopniu jak paletką ;) Kryje godnie, choć na zaczerwienienia bez korektora i tak ani rusz. Co mnie jednak urzekło najbardziej to fakt, że podkład działa matująco bez przesuszania. Serio - trzyma się godnie cały dzień nawet przy wyższej temperaturze. Oficjalnie czekam na jakąś przyjemną promocję.

I jak? Dałyście się również zauroczyć?

Ps. przy okazji podsyłam linki do Eweliny i Anulki, gdzie znajdziecie recenzje:
Matującej bazy Couleur Caramel
i Korektora w kolorze 07 Natural Beige

maja 14, 2017

10 produktów do demakijażu i oczyszczania, których możesz nie znać

10 produktów do demakijażu i oczyszczania, których możesz nie znać

Rękawicę rzuciła Aga (Kosmetyczny Fronesis). Jako że obie przejawiamy dziwne ciągoty do kosmetycznych ciekawostek, pozycji ciężej dostępnych i zapychania przeglądarki setkami zakładek z przeróżnych sklepów - powstał koncept stworzenia zestawienia inspirujących produktów z dobrym składem, takich co chce się je mieć jak tylko się na nie spojrzy ;) Na pierwszy rzut poszły kosmetyki do demakijażu i oczyszczania twarzy. 

Jako że w temacie demakijażu jestem maksymalnie nudna w swoich przyzwyczajeniach w moim zestawieniu znajdziecie raczej produkty do oczyszczania. Info dla najbardziej wybrednych: w żadnym z produktów nie znajdziecie Cocoamidopropyl Betainy, mocnych detergentów ani alkoholu. Nie będzie też mydeł. Bo psują ph.

Aga swoimi postami i wynalezionymi kosmetykami wysoko stawia poprzeczkę. Więc ja też się postarałam. Nawet wyżebrałam dla Was piękne zdjęcia! ;) Przy każdym z nich znajdziecie linka do kochanych dziewczyn, które zgodziły się na ów zapożyczenie ;D

Autor: Tanika ♥, Dobre Dla Urody - link do recenzji


1. Tata Harper, Refreshing Cleanser


No powiedzcie kto by nie chciał któregoś z cudów Tata Harper? Marka gromadzi rzesze zadowolonych klientów, a składy tych produków są naprawdę bogate. Co prawda nie dodrapałam się do informacji czy używany przy produkcji olej palmowy pochodzi z certyfikowanych plantacji, ale na pewno marka posiada akredytację Ecocert, Ava (100% vegetarian) i sympatię PETA. Więcej info w poście Taniki.

Inci: Aloe barbadensis leaf juice*, Cetearyl alcohol, Cetearyl olivate, Helianthus annuus (Sunflower) seed oil*, Sorbitan olivate, Citrus paradisi (Grapefruit) peel Extract,  Leuconostoc ferment filtrate (radish root) Extract, Oryza sativa (Rice) extract*, Lactobacillus/Punica granatum (pomegranate) fruit ferment extract, Salix alba (Willow bark) extract*, Kaolin (Rose Clay), Sclerotium gum, Coco-glucoside, Cetearyl glucoside, Cetyl palmitate, Sorbitan palmitate, Soybean peroxidase, Superoxide dismutase, Sodium phytate, Aroma**, Limonene, Citral

Cena: 345zł (poleciałam na grubo, wiem)
Dostępność: Warsztat Piękna

Absolute Organic, żel myjący Aloe Vera skład
Autor: Monika ♥, One More Dress - link do recenzji

2. Absolute Organic, żel myjący Aloe Vera


Upatrzyłam go sobie buszując w Naturnice, a kompleksową recenzję dorwałam na blogu One More Dress. Podobnie jak Monika jestem zdeklarowaną fanką aloesu więc taka forma oczyszczania jak najbardziej do mnie przemawia.

Inci: Aqua (Water), Sodium Cocoamphoacetate, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Glycerin, Cocoyl Proline, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Hyssopus Officinalis Extract*, Buddleja Davidii Extract*, Thymus Vulgaris (Thyme) Flower/Leaf Extract*, Salvia Sclarea (Clary) Seed Oil, Xanthan Gum, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Limonene, Linalool

Cena: 37,90zł (150ml)
Dostępność: Naturnika

John Masters, Różany żel do mycia twarzy skład
Autor: Tanika ♥, Dobre Dla Urody - link do recenzji

3. John Masters, Różany żel do mycia twarzy


Ta marka musiała się tutaj pojawić. Uwielbiam jej koncept i składy produktów. Minimalistyczne opakowania też ;D Skład pozbawiony jest mocnych detergentów i standardowych konserwantów, dopasowany podobno do każdego rodzaju skóry. O tym jak się sprawdza w praktyce możecie poczytać u Taniki.

Inci: Aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice*, lauryl glucoside, sodium cocoyl glutamate, cocoglucoside, lactobacillus ferment, rosa damascena (rose) flower water*, glycerin*, sodium lauroyl lactylate, tilia cordata (linden) flower extract*, plantago major (plantain) leaf extract*, rosa damascena (rose) flower oil*, cananga odorata (ylang ylang) flower oil*, sclerotium gum, p-anisic acid, citric acid

Cena: 132zł (118ml)
Dostępność: John Masters Organic

Autor: Vasarė Butkutė ♥, Vinilina - link do recenzji

4. Uoga Uoga, Naked in the Fields


Prosty i uroczy w swej naturze koncept oczyszczania twarzy białą glinką. Uoga Uoga szczyci się przyjemnymi składami i uroczą oprawą graficzną. Ten konkretny pomysł wzbogacono ekstraktem z ziarna owsa i z kwiatu róży, a całości dopełnia lawendowy olejek eteryczny. Wiosenne pole w buteleczce ;)

Inci: Kaolin (white clay), Avena Sativa Kernel (oat) Meal*, Lavandula Angustifolia (lavender) Flower Oil*, Rosa Damascena (rose) Flower Extract, Linalool**, Geraniol**, Citronellol**

Cena: 33,50zł (100ml)
Dostępność: Plants for Beauty

Autor: Coralie ♥, Peppermint Beauty - link do recenzji


5. Fun`Ethic, Oczyszczająca woda micelarna


Micelek na bazie hydrolatu z mięty pieprzowej i kwiatu pomarańczy. Do tego ekstrakt z brzoskwini i jęczmienia oraz puder z aloesu. O ile za miętą nie przepadam tak chętnie sprawdziłabym jej połączenie z kwiatem pomarańczy, który jest zdaje się najpiękniej pachnącym hydrolatem z tych szeroko dostępnych. To chyba najładniejszy skład micela, jaki widziałam do tej pory ;)

Inci: Aqua, Mentha Piperita Leaf Water*, Citrus Aurantium Amara Flower Water*, Glycerin, Caprylyl/Capryl Glucoside, Prunus Persica Fruit Extract, Hordeum Vulgare Seed Extract, Aloe Vera Barbadensis Powder*, Propanediol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide

Cena: 31,28zł (200ml)
Dostępność: Ecco Verde

Autor: Amy Hayden ♥ - link do recenzji

6. SU:M37 Miracle Rose Cleansing Stick


Myślę, że w tym przypadku nie muszę nikomu tłumaczyć co zaciekawiło mnie w tej koncepcji ;) Choć nie widać tego na zdjęciu stick ma w sobie również płatki kwiatów, a i skład wygląda naprawdę godnie więc producent postarał się nie tylko o uroczy wygląd tego cudaczka.

Inci: Glycerol, Water, Orange Peel Oil, Lime Peel Oil, Lemon Peel Oil, Green Tea Seed Oil, Coconut Oil, Basil Oil, Ylang Ylang Flower Oil, Majoram Oil, Fermented Damask Rose Extract, Apricot Seed Oil, Olive OIl, Sunflower Oil, Betaine, Stearic Acid, Lauric Acid, Camellia Oil, Tocopheral, Rose Flower Water, Potassium Hydroxide, Lauryl Betaine

Cena: 28$ (40ml)
Dostępność: Soko Glam

Mel ♥, Handmade Cosmetics Reviews - link do recenzji na Youtube

7. Lush, Kalamazoo Beard and Facial Wash


Jako że przechodzę obecnie fascynację marką nie mogło zabraknąć i Lushowego smaczka. Niby do brody, ale naoglądałam się i filmików, gdzie używają go również kobiety. I są całkiem zadowolone ;) W filmiku Handmade Cosmetics Reviews możecie podpatrzeć tą konsystencję oraz przyjemny sposób pastwienia się nad swoim brodatym mężczyzną jeśli posiadacie takowego ;D Zapach jest podobno przyjemnie cytruskowy.

Inci: Water (Aqua), Stearic Acid, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerl Stearate & Peg - 100 Stearate, Glycerine, Triethanolamine, Cetearyl Alcohol, Almond Oil (Prunus dulcis), Apricot Kernel Oil (Prunus armeniaca), Fresh Pineapple (Ananas Sativus), Fragrance, Organic Jojoba Oil (Simmondsia chinensis), Cupuacu Butter (Theobroma Grandiflorum), Lime Oil (Citrus aurantifolia), Brazilian Orange Oil (Citrus sinensis), Olibanum Oil (Boswella Carterii), *Geraniol, *Limonene, *Linalool, Hydroxycitronellal, Methylparaben. *Occurs naturally in essential oils

Cena: 44,90zł
Dostępność: obecnie na Allegro!

Autor: Maija ♥,  Kivipuuteri - link do recenzji


8. BIO2YOU, Delikatny krem oczyszczający


Ma usuwać zanieczyszczenia, ale i makijaż. Do tego polecany jest do każdego typu cery i jest bardzo łagodny. W składzie jest i aloes i kokos, rumianek i rokitnik więc całkiem przyjemnie. Oczyszczanie twarzy kremem jako zamiennikiem żelu brzmi dość ciekawie. Konsystencję możecie zresztą podpatrzeć u Maiji.

Inci: Aqua, Aloe Barbadensis* (Organic Leaf) extract, Sodium Cocoamphoacetate, Helianthus annus* (Organic Sunflower) oil, Cosos nucifera* (Organic coconut) oil, Stearic acid, Cetearyl alcohol, Glycerin, Chamomilla recutita flower extract, Phenoxyethalon Ethylhexylglyxerin, Cetyl Alcohol, Cocos glucosides, Hippophae Rhamnoides extract, Tocopherol, Phytic acid, Sodium hydroxide, Benzyl alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum

Cena: 49,90zł (75ml)
Dostępność: Naturnika


Instagram Uoga Uoga


9. Uoga Uoga, Lotion oczyszczający


Lodówkowy lotion, który można pozostawić na twarzy na noc. Nie zawiera żadnych detergentów więc może posłużyć jako dodatkowe odżywienie dla skóry. No i pachnie lawendą!

Inci: Mleko owsiane (Aqua, Avena Sativa Extract), róża (Rosa damascena) kwiat wody), olej ze słodkich migdałów (Prunus Amygdalus Dulcis), oleju jojoba (Simmondsia chinensis) , Glycerin, Cetyl Alcohol *, Cetearyl Glucoside *, kwas stearynowy *, kaolin, witamina E (tokoferol), Alantoina, Benzyl Alcohol *, kwas dehydrooctowy *, lawenda (Lavandula angustifolia), olejek eteryczny, geraniol, Limonene, Linalool **

Cena: 38,80zł (50ml)
Dostępność: Plants For Beauty


Instagram REN Skincare


10. REN, ClearCalm 3 Clarifying Clay Cleanser


Wypatrzony na Asosie przy okazji zakupów The Ordinary. Skład bogaty i przyjemny - już na pierwszy rzut oka wart swojej ceny. Bazuje na hydrolacie z rumianku, co wydaje się sympatyczną opcją dla osób z tendencją do podrażnień.

Inci: Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Water, Kaolin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Salix Nigra (Willow) Bark Extract, Benzyl Alcohol, Oryzanol, Salvia Officinalis (Sage) Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Leptospermum Scoparium Oil, Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Oil, Linalool, Limonene, Zinc Gluconate, Bisabolol, Calendula Officinalis Flower Extract, Dehydroacetic Acid, Crataegus Oxyacantha Stem Extract, Glucose, Xanthan Gum, Lactic Acid, Tocopherol

Cena: 19 £ (150ml)
Dostępność: Asos

No i jak? Wpadło Wam coś w oczy? A może coś z tej listy zostało już przez Was sprawdzone? Albo macie własne kosmetyczne perełki w tej dziedzinie?

Jednocześnie zapraszam do postu pomysłodawczyni projektu - Kosmetyczny Fronesis ;)

maja 09, 2017

Zakupowe nowostki

Zakupowe nowostki

Spóźnione nieco. Bo.. ostatnio ze wszystkim chyba jestem trochę w plecy. Ale są! Nowostki z kwietnia i początku maja. Zerknijcie, a nuż coś ciekawego przypadnie Wam do gustu ;)

Korana - krem do rąk z woskiem pszczelim recenzja


Korana - krem do rąk z woskiem pszczelim


Krem z serii Na bazie wosku pszczelego ciekawej marki Korana. Na stronie producenta znajdziecie też inne serie, wszystkie z dość fajnym składem i w przystępnych cenach.

Krem Korany zdecydowanie zachęcił mnie do dalszych zakupów. Dla przesuszonych rąk jest zbawienny - tłuścioszek, wchłania się chwilę, ale jak na treściwy krem stosunkowo szybko, bez lepiących pozostałości. Przyjemniaczek.

Coolway - Kolagenowy płyn micelarny Lagenko


Coolway - Kolagenowy płyn micelarny


Choć od zawsze micele traktowałam po macoszemu ostatnio moje nastawienie zmieniło się diametralnie i z ciekawością odkrywam zalety tego typu produktów. A wszystko dlatego, że to właśnie micel Aqua Pi Cosmetics z dodatkiem alantoiny uratował moją twarz w najgorszym okresie pyłkowej wiosny. 

Kolagenowy Coolway mam dzięki Tanice (Dobre Dla Urody) i firmie Lagenko. Cudeńko zawiera też kwas hialuronowy, ksylitol i lacticol. Ma nie tylko oczyszczać, ale też od razu dbać o utrzymanie wody w naskórku. Czyli pozbawiać mnie jednej z największych udręk mojej cery. Jestem przeciekawa jego działania i już wkrótce po niego sięgnę.

Dla ciekawskich -więcej info na stronie Lagenko.

Lush - Charity Pot recenzja


Lush - Charity Pot


Jeden dla mnie, jeden dla Was! ;D Także przypominam o Minikonkursie na blogową gadułkę!  Do zgarnięcia jest właśnie ten balsamik o cudnym zapachu (zbliżonym, zdaje się najbardziej, do białej czekolady). Pięknie nawilża i genialnie nadaje się na chwilę przyjemności tylko dla nas. W konkursowym poście znajdziecie też pełną recenzję.


Nature Queen - olej z marchwi i truskawkowe masło do ciała


Nature Queen - olej z marchwi i truskawkowe masło do ciała


Tak. Zestawienie ma takie opóźnienie, że paczucha od Nature Queen zdążyła już doczekać się recenzji i trafić do Ulubieńców ostatnich miesięcy. Szybko skradła mi serce, a zauroczenie utrzymuje się w dalszym ciągu choć od recenzji minął już ponad miesiąc. Nadal za każdym razem gdy wcieram masełko żałuję, że mam za mało ciała do pokrycia tym zapachem.

Recenzja: Nature Queen skradło mi duszę ;)


Coleur Caramel - paletka do brwi Plants for Beauty opinie


Coleur Caramel - paletka do brwi


Urodzinowy (w sumie przedurodzinowy) prezent - wymarzona, wspomniana w wishliście, paletka do brwi. Nadzieja ostateczna na poprawę kształtu moich brwi i koniec szyderstw ze strony młodszej siostry o brwiach perfekcyjnych. 

Skład bije na głowę wszystko co do znalezienia jest w drogeriach, o formie i opakowaniu już nawet nie wspominając ♥ Cieszę się nią jak dziecko bo już dawno czaiłam się na tą markę.

Recenzja napewno wkrótce się pojawi; więcej info w sklepie Plants for Beauty.

Sklep polecam bardzo, do zamówienia dodawane są urocze gratiski, a jako że w ofercie jest też marka 100% Pure na testa wybrałam podkład z serii 2nd Skin. I zakochałam się raz jeszcze ;)

Manna - truskawkowa pasta do zębów bez fluoru recenzja


Manna - truskawkowa pasta do zębów bez fluoru


Zdążyła już zasłużyć na osobną recenzję i również wśród z Was swoim konceptem zdobyła uznanie. Truskawkowa pasta, która wyglądem i smakiem przypomina dżem zdecydowanie zdobędzie serduszka dzieci i co bardziej infantylnych dorosłych (to ja.). 

Recenzja: Manna - truskawkowy dżem do zębów


The Ordinary - Serum z 23% Witaminą C i Kwasem Hialuronowym 2%


The Ordinary - Serum z 23% Witaminą C i Kwasem Hialuronowym 2%


Zamówione. Po sztuce dla mnie i mamy. Marką zaciekawiła mnie niezmiernie Emza - w swoim poście o The Ordinary polecała serum nawilżające z kwasem hialuronowym i serum z kwasem mlekowym. Ostatecznie jednak wyżej wspomniany cudaczek zauroczył mnie najbardziej. 

Przede wszystkim perspektywą rozjaśniania przebarwień i niwelowania pierwszych zmarszczek. Plus w tym przypadku nie muszę obawiać wpływu słońca. 

Asortyment The Ordinary znajdziecie na Asosie i w wyczajonym przez Agę (Kosmetyczny Fronesis) sklepie Cosibella.


Macie już coś ciekawego dla siebie? A może macie jakieś inne ciekawe wynalazki ostatnich miesięcy?

maja 07, 2017

Be. Loved - Tropical Island Set

Be. Loved - Tropical Island Set
O tropikalnym zestawie od Be.Loved wspominałam jeszcze w styczniowym poście. Z recenzją zbierałam się tyle czasu, że marka zdążyła już przejść rebranding, wprowadzić produkty do jednej z polskich drogerii internetowych i wycofać mój zestaw ze sprzedaży.

Słabe mam tempo. Albo Be.Loved za szybko się rozwija? Chciałam jednak dać swoim emocjom chwilę czasu na unormalizowanie, bo dosłownie zachłysnęłam się urokiem tej marki i obiektywizm nie wchodził w grę.


Be. Loved - Tropical Island Set balmy scrub, lip balm, face cream

Tropical Island Balmy Scrub


Rozpocznę od produktu, którym cieszyłam się najkrócej i - przyznam z zawodem- najmniej. Peeling o wdzięcznej nazwie Tropical Island pachnie rzeczywiście prześlicznie. Połączenie olejków z pomarańczy, kadzidłowca, mandarynki i mojego ukochanego już May Chang - to cudowny koncept. Serio - Fidżi jak się patrzy!

Ów Balmy Scrub zawiera jednak w największej mierze sole, do wyboru do koloru: z morza martwego, sól Epsom i różową sól himalajską. Jako alergik ze skórą wiecznie czymś podrażnioną (a już szczególnie po użyciu żelu pod prysznic) po aplikacji peelingu byłam w ciężkim szoku. Z jednej strony ze względu na gładkość i nawilżenie, a z drugiej.. przez ból odczuwalny w każdej partii skóry w kilka sekund po radosnym wypeelingowaniu ciała. Teoretycznie powinnam była to przewidzieć. Wiem że moja skóra nie jest perfekcyjna i wiem jak działa sól. Ale to była moja pierwsza styczność z taką jej formą.. i tak się cieszyłam z tego peelingu..

Jeśli jednak nie macie tendencji do jakichkolwiek podrażnień - polecam z czystym sercem, kompozycja jest niezwykle bogata - w nowej wersji peelingu znajdziecie masło kakaowe, shea, kokosowe, olej z krokosza i z rokitnika. Żadnych syntetyków, emulgatorów i innych zbędnych paskudztw.

Peeling Tropical Island jest aktualnie w ofercie marki choć skład nieco różni się od mojej wersji. Różnorodność soli pozostaje bez zmian, zmieniły się jednak nieco oleje i masła jednak i tak stopień nawilżenia i natłuszczenia będzie na pewno satysfakconujący. Zmieniła się też kompozycja olejków (na bardziej cytruskową), która też na pewno warta jest sprawdzenia.

Peelig dostępny na stronie producenta: Tropical Island Balmy Scrub.

Be.Loved - Winter Beauty Face Cream recenzja opinie skład

Winter Beauty Face Cream


Tego kremisia brakuje już póki co w ofercie marki. Być może powróci zimą? 

A jeśli wróci zdecydowanie warto po niego sięgnąć. Choć etykieta Winter Beauty sugeruje, że najlepiej pokusić się na niego zimową porą - jako wrażliwiec z chronicznie suchą skórą używam go również wiosną, a i latem zapewne będę po niego sięgać (wydajny jest za dwóch). 

Konystencja jest stała, co może nieco dziwić. Wbrew pozorom nie rozpuszcza się też tak łatwo pod wpływem ciepła dłoni. Dlatego używam go zamiennie ze sprawdzonym kremikiem własnej roboty - też na bazie czysto olejowej, ale o konsystencji musu. Jednak mając więcej cierpliwości i czasu na chwilę dobroci dla siebie - sięgam po niego z przyjemnością, bo podobnie jak peeling, pachnie nieziemsko.

W składzie znów - ani grama zbędnych syntetyków. Czystość surowców naprawdę cieszy serce: masło shea, kakaowe, olej z krokosza, różany, ekstrakt z granatu, olej z marchwi, z rokitnika i olejki eteryczne (wg kolejności w inci).

Winter Beauty aplikowany np. na żel aloesowy bądź inny fajny nawilżacz sprawdzi się cudownie w przypadku osób ze skórą suchą, a pewnie nawet i atopową.

Be.Loved - Tropical Island Lip balm recenzja opinie skład

Tropical Island Lip balm


W przypadku balsamu do ust twardość konsystencji zupełnie mi nie przeszkadza. Zapach jest równie śliczny jak w przypadku dwóch pierwszych pozycji. Aromat mandarynki, May Chang i pomarańczy zdecydowanie umila każdorazową aplikację.

Skład na bazie masła shea i kakaowego z bogactwem olejów (rokitnik, krokosz, konopny), ekstraktów (z granatu i maliny), gliceryny, wosku i witaminy E - naprawdę perfekcyjnie sprawuje się nawet na mocno przesuszonych ustach. Niejednokrotnie uratował mnie w zimie, a zdarza się, że i nawet teraz, wiosną sięgam po niego na noc. 

Małe cudeńko, a cieszy za każdym razem. Do tego urocze opakowanie z ciemnego szkła. 

Tropikalny balsam do ust póki co również pozostaje niedostępny w asortymencie Be.Loved jednak na stronie znajdziecie sporo innych fajnych kosmetyków.


A jeśli wolicie zamawiać w drogeriach internetowych (ja też!) to serdecznie polecam zerknąć na stronę Dom i Uroda - znajdziecie tam prawie każde cudeńko Be.Loved, ale i markę Bio2You, która mnie osobiście strasznie ciekawi, Iossi, Mokosh i minerałki Earthnicity. Za dobór marek sklep ma u mnie spory plus.

A Wy co sądzicie o Be.Loved? Słyszałyście o tej marce? Może macie coś ciekawego do polecenia?

maja 04, 2017

Benefit - Firm It Up serum

Benefit - Firm It Up serum

O serum Benefit wspominałam już przy okazji Lutowych ciekawostek kosmetycznych. Wyjątkowo zacznę dziś od obietnic, które hojnie złożył producent. Wiem, że niewiele z Was lubi ten wątek  w postach, ale wziąwszy pod uwagę moje braki w doświadczeniu odnośnie tego typu produktów - sama z ciekawością sprawdziłam czego powinnam się spodziewać.

Benefit Firm It Up serum ujędrniające i rozświetlające kontur oka recenzja

Firm It Up - serum ujędrniające i rozświetlające kontur oka


Tak. Serum Firm It Up ma za zadanie przede wszystkim rozświetlać i poprawiać napięcie wrażliwej skóry wokół oczu. Lekka formuła z kompleksem Tri-Radiance ma zagwarantować kilkusekudową wchłanialność i poczucie świeżej, jedwabistej miękkości na długo. Jędrność, której się nie oprzesz! Rozjaśnienie, które Cię zauroczy! Info - Benefit Cosmetics.

Kupione? To teraz do realiów. Moja sfera wokół oczu nie jest nadmiernie problematyczna. Cera jest chronicznie sucha, a na alkohol reaguje histerią, ale oczu najwyraźniej nic nie rusza. Pomimo zawartości alkoholu w serum Benefit nie uświadczyłam żadnych podrażnień i nieprzyjemności (jedynie delikatne szczypanie). 

Wchłania się rzeczywiście super-szybko, pozostawia przyjemną gładką warstewkę, która na noc jest przyjemna, ale pod makijaż już niekoniecznie. Mój korektor po prostu się na tym ślizga przez co ciężej mi zakryć podkrążone oczy. No i właśnie co do samego rozświetlenia - nic takiego nie zauważyłam. Ale zupełnie mnie to nie dziwi bo u mnie sińce to kwestia genetyczna, a nie wypracowana.

Firm It Up? Powiem tak - ściągnięcie jest wyczuwalne, ale nie widoczne. Nie mam pojęcia czy takie działanie ma sens. Te kilka zmarszczek, które sobie wyszukałam - jak były tak są. To akurat pewnie nikogo nadmiernie nie dziwi, bo od tego chyba prędzej są zabiegi niż kosmetyki.

Benefit Firm It Up serum ujędrniające i rozświetlające kontur oka skład INCI


Skład (INCI)


W czołówce - umilacz aplikacji, odpowiedzialny za magiczną elastyczną powłoczkę - Ethylene/Acrylic Acid Copolymer. Wspomniany wcześniej alkohol w tym przypadku mi nie szkodzi, ale warto zwrócić na niego uwagę jeśli ktoś otwarcie go nie lubi. 

Prócz tego łagodząca betaina - na pewno na plus, troszkę silikonów, substancji nawilżających (gliceryna, sorbitol), olej moringa, alginian, hydrolizowana mąka sodowa (dla mnie ciekawostka) - odpowiedzialna za wygładzanie zmarszczek, syntetyczna mika odbijająca światło, czyt. odwracająca uwagę od niedoskonałości pokroju zmarszczek i witamina E.

Pełen skład również na stronie producenta gdyby ktoś chciał sobie poszperać odnośnie poszczególnych substancji.

Benefit Cosmetics Firm It Up serum ujędrniające i rozświetlające kontur oka opinie


Firm It Up?


Jako prezent serum Benefit jest świetne. Musicie przyznać, że prezentuje się cudownie i z klasą (ta drewniana nakrętka ♥). Co do działania - weźcie pod uwagę mój wrodzony sceptycyzm wobec kosmetyków mających wygładzać zmarszczki i rozświetlać. Jakoś po prostu nie wierzę w efekty wooow, tudzież po prostu nie słyszałam jeszcze o czymś co by tak spektakularne efekty przynosiło.

Na pewno jednak umila życie na codzień. Po aplikacji serum skóra wokół oczu jest przyjemnie ściągnięta i ożywiona. Jednak pod względem porannego odzyskiwania kontroli nad oczami o wiele bardziej skradł mi serce Islandzki Misio The Saem. Elastyczna powłoczka serum Firm It Up też jest milusia i utrzymuje się długo. Jednak brak kompatybilności z moim jedynym sprawdzonym korektorem trochę utrudnia mi życie. 

Tak więc uczucia mam dość mieszane. A Wy co o nim myślicie? Jakie macie doświadczenia z marką Benefit?

Ps. Jak ktoś z Wrocławia to pewnie zainteresuje Was Veganmania! Na festiwalu zjawi się przezabawny zespół Soap Shop, będzie też Zapach CiszyAsoa i PuroBio. Do tego stoiska Helfy, wrocławskiego Urban Vegan i EkoPolka. No i najważniejsze - do Wro wreszcie zawita Alchemia Lasu! ♥ Czyham i mam nadzieję, że uda mi się tam być. Ktoś z Was się wybiera?

maja 01, 2017

Lilla Mai - Szampon Rozmarynowy

Lilla Mai - Szampon Rozmarynowy
Urocza marka LillaMai kusiła mnie od dawna. Oprawa graficzna tych produktów sprawia, że ciężko oderwać od nich oczy. Składy tych kosmetyków wciągają na jeszcze dłużej. 

Bardzo przemawiają do mnie kremy - na bazie hydrolatów, odżywczych olejów i maseł, z dodatkami witamin. Podobnie jest z balsamami. W ofercie marki znajdzie się też nawet coś dla mężczyzn. I to nawet całkiem sprytnie opracowane - w surowej oprawie graficznej z wyraźnym określeniem grupy odbiorców, żeby nie było, że kosmetyki są niemęskie (znacie to skądś? ;) 

Na pierwszy ogień poszedł jednak Szampon Rozmarynowy. Jak doczytacie do opisu składu przekonacie się dlaczego ;)

Ekologiczny szampon rozmarynowy LillaMai recenzja

Ekologiczny Szampon Rozmarynowy LillaMai


Jestem zdeklarowanym zwolennikiem celowania w piękne zapachy przy każdych kosmetycznych zakupach. Podejrzewam, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy jak bardzo wpływają na nasze samopoczucie. 

Rozmaryn uwielbiam - olejek eteryczny jest jednym z moich ulubionych, a w odżywce John Masters totalnie robi furorę. W przypadku szamponu LillaMai byłam odrobinkę zawiedziona, bo zapach nie jest nadmiernie wyczuwalny. Jest strasznie delikatny. Ani rozmarynu, ani palmarozy.. :(

Ale to nic. Ostatecznie kupiłam go przecież celem pielęgnacji skóry głowy, a do wrażeń zapachowych mogę użyć odżywki. No i właśnie. Bez odżywki ani rusz, standardowo. Jak to łagodne szampony mają w zwyczaju rozmarynowy LillaMai troszkę plącze włosy, ale przede wszystkim - mam wrażenie, że solo nieco wysusza skórę głowy. Dlatego bez porządnej dawki dodatkowego odżywienia się nie obejdzie.

Nie jest to jednak wcale wadą. Szampon nie zawiera olejów - tu info dla tych, co to lubią sobie emolientami zapychać skórę głowy ;) 

Z jego działania jestem bardzo zadowolona - nie podrażnia mnie, nie powoduje żadnego swędzenia, czy nadmiernego przetłuszczania włosów. Sposób aplikacji może być nieco problematyczny dla tych z Was, które są przyzwyczajone do gęstych, mocno pieniących konsystencji. Szampon jest dość rzadki więc raczej nalewa się go z dłoni na skórę głowy. Lekko się pieni więc spokojnie można go rozprowadzić na całość skóry głowy jednak przez lejącą konsystencję jest, zdaje się, mniej wydajny niż standardowe szampony.


Ekologiczny szampon rozmarynowy LillaMai skład INCI

Szampon Rozmarynowy - skład (INCI)


Niedawno pisałam o tym jak połapać się w łagodnych i bezpiecznych detergentach

W szamponie LillaMai mamy piękny przykład tego, że da się stworzyć coś realnie delikatnego pod względem substancji myjących. Decyl Glucoside jest jednym z najłagodniejszych detergentów. Wykazuje podobieństwo do keratyny włosów i skóry, co sprawia, że jest naprawdę bezpieczny. Podobnie Sodium Lauroyl Lactylate - w odróżnieniu do wszechobecnych SLSów i pokrewnych siarczanowych detergentów - ta substancja jest stworzona na bazie mleczanu sodu. Ma delikatne właściwości myjące i spieniające.

Szampon jest stworzony na bazie hydrolatu rozmarynowego, zawiera również sok z aloesu i olejki eteryczne: palmarozowy i rozmarynowy. 

Dla mnie skład piękny. Delikatny dla wrażliwców (chyba, że macie uczulenie na któryś z olejków), z optymalną ilością wartościowych substancji. Bez zbędnych ulepszaczy konsystencji, barwników i innych syntetyków.

Za ten koncept już darzę markę sporym uznaniem i jestem tym bardziej ciekawa pozostałych kosmetyków z oferty. Tymczasem bardzo polecam Wam tą opcję jeśli szukacie czegoś łagodnego do oczyszczania skóry głowy. 

Znacie LillaMai? Polecacie jakieś inne produkty?

kwietnia 28, 2017

Lush Charity Pot + minirozdanie

Lush Charity Pot + minirozdanie
Im więcej czytam o polityce i wizji Lush tym bardziej się zachwycam!

W poście o gumie stylizującej Dirty Styling wspomniałam już o sensownych i ciekawych składach produktów, niesamowitych koncepcjach na formuły kosmetyków i uroczych nalepkach informujących o tym kto dany produkt upichcił.

Dziś dwa słowa o ekologicznej odsłonie Lusha. Jak Wam się podobają opakowania? Jednolite w koncepcie, zawsze nieco.. obdrapane? ;) Lush używa nietoksycznych farb do druku etykiet - stąd ich mniejsza trwałość i brak perfekcyjnej gładkości. 

Firma korzysta wyłącznie z surowców pozyskiwanych w sposób etyczny. Przedstawiciele marki zaiwaniają po świecie sprawdzając każdego z dostawców indywidualnie  i podpartując sposoby produkcji. Lush chętnie wspiera też mniejsze przedsiębiorstwa zamiast korporacji.



Charity Pot - balsam do dłoni i ciała


Bohaterem dzisiejszego postu jest piękny w koncepcji produkt - Charity Pot. Od momentu jego wprowadzenia w 2007 roku całość sumy ze sprzedaży (minus podatek) trafia na cele humanitarne, związane z ochroną środowiska i praw zwierząt ♥

Niestety w Polsce udało mi się upolować wyłącznie mniejszą wersję balsamu, ale już po pierwszym użyciu mogę stwierdzić, że jest dość wydajny. Mimo tego, że konsystencja jest lejąca - jest też bardzo treściwa.

Charity Pot ma w składzie oleje i masła Fair Trade - oliwę z oliwek, masło kakaowe z Kolumbii, masło shea + olej jojoba i moringa. Do tego kompozycja zapachowa z olejków eterycznych, w przeciwieństwie do mojej gumy - wyjątkowo subtelna. 

Przy czym subtelny w odniesieniu do Lusha i tak oznacza tyle, że nawet mój chłopak jest w stanie zapytać co tak ładnie pachnie siedząc w innym pomieszczeniu. Ten zapach najbardziej przypomina mi białą czekoladę.. z kwiatami ;)

Balsam to zdecydowanie tłuścioszek. Niezwykle przyjemny - pozostawia skórę porządnie nawilżoną na naprawdę długi czas (z ręką na sercu - zwykle mam z tym kłopot).

Jeśli macie ochotę przekonać się o jego działaniu na własnej skórze - zapraszam do udziału w małym konkursie ;)



Minirozdanie


Mam nadzieję, że Agnieszka  nie obrazi się za przywłaszczenie konceptu na konkurs ;) 

Jest tu kilka osób, które udzielają się pod każdym postem ♥ W ramach wdzięczności za Wasze zaangażowanie w życie bloga postanowiłam co jakiś czas dzielić się z Wami swoimi małymi zdobyczami kosmetycznymi.

Postaram się, by zawsze były to ciekawostki, cięższe do zdobycia smaczki i fajne marki organiczne. Wymyślenie tego konceptu wbrew pozorom zajęło mi chwilę, ale reguły rozdania wreszcie uwalniają mnie od poczucia winy przy wyborze zwycięzcy. Komisją w tym przypadku będzie bezwzględna statystyka ;D


Zasady


1. Konkurs skierowany jest do obserwatorów bloga (dołączyć można zawsze posiadając konto gmail/ profil na bloggerze)
2. Zwycięzcą zostanie osoba, która umieści największą ilość (niespamowych) komentarzy w postach w okresie trwania konkursu.
3. W przypadku gdy kilka osób pozostawi taką samą liczbę komentarzy pod uwagę będzie brana również aktywność w mediach społecznościowych (instagram, facebook) / udostępnienie info o konkursie w dowolnym miejscu
4. Konkurs twa od 01.05.17 do 31.05.17 (liczą się komentarze w postach opublikowanych w tym okresie).
5. Zgłoszenia przyjmowane są pod tym postem - wystarczy napomknieć "Biorę udział"* ;) Zgłaszać można się od momentu zamieszczenia postu i w dowolnym momencie trwania konkursu. 
* jeśli obserwujecie bloga/fb/insta pod innym nickiem niż ten, który wyświetla się w Disqusie - dajcie znać przy zgłoszeniu.
** konta tworzone ewidentnie pod konkursy - nie liczą się ;)
Więcej info w Regulaminie.



Do przywłaszczenia jest jeden z balsamików Charity Pot widocznych na zdjęciu. Wersja, którą przeznaczyłam na konkurs ma datę ważności do początku przyszłego roku. Konsystencja jest self-preseving więc mimo że Lush słynie z krótkich dat ważności - w tym przypadku brak wody sprawia, że nie ma się co martwić ;)

Czekam na Wasze zgłoszenia i opinie na temat koncepcji Charity Pot ;)


Copyright © 2016 Porcelanowe Włosy , Blogger