października 15, 2018

Orientana, pianka do mycia twarzy Kantola - Gurdlina japońska

Orientana, pianka do mycia twarzy Kantola - Gurdlina japońska
Orientana, pianka do mycia twarzy Kantola - Gurdlina japońska opinie

O piance Orientany pisała ostatnio Anula, wcześniej wspominała o niej również Gosia. Kantola nie miała z dziewczynami łatwego życia. Zarzucono jej brak podstawowej umiejętności - mycia skóry twarzy. Padło również oskarżenie, że pachnie jak gabinet dentystyczny. Czy to to da się w ogóle obronić..?

Orientana, pianka do mycia twarzy Kantola - Gurdlina japońska blog recenzja

Orientana, pianka do mycia twarzy Kantola - Gurdlina japońska


Mój pierwszy osąd był bardzo mało obiektywny, jako że oficjalnie jestem łasa na ciekawe zapachy nawet jeśli są dość.. niekonwencjonalne. Pianka Orientany pachnie mocno, męsko, słodko i zadziwiająco długo pozostaje na skórze. Perfumy dla twarzy. Na pewno nie każdy polubi takie rozwiązanie. Tym bardziej jeśli sam zapach nie wstrzeli się w gusta. Jakkolwiek nie porównałabym go do zapachu gabinetu dentystycznego, a ten kojarzę traumatycznie wyraźnie. Anula potrafi jednak zaskoczyć w kwestii zapachów :D

Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej używała pianki do mycia twarzy. To również mogło zaważyć o pierwotnie entuzjastycznej reakcji wobec jej stosowania. Z czasem jednak miałkość (jak to określiła Gosia) piankowej konsystencji i - no niestety - brak funkcji myjącej zaczęły mi realnie doskwierać. 

Pianka rozłazi się po twarzy, jest straszliwie nietrwała, nie potrafi zachować swojej konystencji przez kilka sekund. Trzeba wyzbyć się nawyku rozcierania myjadła w rękach. Jak się zdąży nałożyć piankę prosto na skórę zanim straci formę - można uznać to za sukces. A nie wiem jak Wy, ale ja na pewno nie jestem mistrzem prędkości z samego rana.

Tak czy inaczej nie usuwa resztek makijażu, co wyraźnie pokazuje potem płatek kosmetyczny nasączony tonikiem. Nie usuwa też moich wieczornych tłustych mazideł, dając wyłącznie wrażenie rozmazywania ich po twarzy.

Orientana, pianka do mycia twarzy Kantola - Gurdlina japońska skład inci

Skład


Żeby nie było - jak najbardziej jestem za tym, by używać lekkich substancji myjących w codziennej pielęgnacji. Ale pianka Orientany w większości przypadków zwyczajnie nie będzie miała zastosowania. Jest delikatna do przesady. Na tyle, że jej używanie możnaby zastąpić wodą. Wydaje się to nawet bardziej sensowne niż rozmazywanie pozostałości makijażu gliceryną i propanediolem. 

Jedyne zastosowanie widziałam przez chwilę w pielęgnacji cery suchej, atopowej, nie stosującej makijażu. Dlatego też próbowałam wcisnąć ją bratu. Ale wywarła na nim tak ogromne wrażenie.. że kompletnie o niej nie pamiętał.

Skład sam w sobie też nie jest w stanie obronić Orientanowej pianki. Prócz pantenolu i gurdliny japońskiej nie ma tu nic ciekawego. A dwa fajne składniki na 13-ście nic nie wartych zupełnie nie uzasadnia ceny produktu. To chyba miał być jakiś "chłyt" na pielęgnację koreańską.


Pianka z gurdliną to kolejny, po masko-esencjach, niewypał Orientany. Bezsensownie kosztowny, nieposiadający funkcji myjącej produkt perfumeryjny do twarzy. 
Na ten moment mogę jednak polecić hydrokurację z szafranem, kwiatowe kremy pod oczy, tonik do włosów i boską hennę w odcieniu Gorzkiej Czekolady ;)

A Wy macie swoich ulubieńców tej marki? 
Czy może na ten moment wrażenia są raczej sceptyczne?

października 09, 2018

Trawiaste, makowo rozmarynowy żel

Trawiaste, makowo rozmarynowy żel
Trawiaste, makowo rozmarynowy żel do mycia twarzy opinie

O Trawiastych pisałam już ogólnikowo przy okazji pierwszej recenzji - szamponu z topolą, tatarakiem i jemiołą. Chcąc czy nie chcąc muszę przyznać, że mają po prostu świetne pomysły na kosmetyki. 

Składy są piękne, nietuzinkowe konsystencje zupełnie urzekają, a ekologiczne opakowania to zdecydowanie coś, czego chciałabym widzieć na rynku w znacznie większej ilości. 

Trawiaste, makowo rozmarynowy żel do mycia twarzy skład inci

Trawiaste, makowo rozmarynowy żel 

do mycia twarzy


Żel prawdopodobnie zawdzięcza swój niekonwencjonalny kolor zawartości niebieskiej glinki (tak przynajmniej osobiście obstawiam). Z kolei zapach to czysty, wyraźny olejek rozmarynowy, który potrafi wypełnić wnętrze małej łazienki. 

Konsystencja sama w sobie również jest zaskakująca. Najbardziej przypomina nieco rozwodniony glutek lniany, dzięki czemu żel daje wrażenie momentalnie nawilżonej skóry. Oczyszcza jednak skutecznie, nie pozostawiając żadnych resztek makijażu, ani uczucia tłustości. Sprawdzał mi się pięknie zarówno przy porannej jak i wieczornej pielęgnacji. 

Jeśli chodzi o zawartość maku - przy wspomnianej konsystencji nie ma raczej szansy pełnić funkcji peelingującej, bo drobinki notorycznie gdzieś się rozłażą. Żel nie ma więc też predyspozycji, by podrażniać bardziej wrażliwą skórę, acz pewnie posiadaczki cer naczynkowych nie podejdą do tematu zbyt entuzjastycznie ;)

Trawiaste, makowo rozmarynowy żel do mycia twarzy czy warto

Skład


Milusią dla skóry konsystencję zapewnia m.in olej z maku, masło cupuacu i odrobina gliceryny. Proporcje są jednak na tyle wyważone, że Trawiasty żel nie daje wrażenia tłustości, a wręcz przeciwnie - daje poczucie dobrze oczyszczonej skóry bez najmniejszego uczucia ściągnięcia i dyskomfortu. 

Za oczyszczanie skóry twarzy odpowiadają.. m.in kasztany ;) (więcej o ich właściwościach myjących - tutaj), ale jest też glukozyd kokosowy i niebieska glinka.

Ciekawostką w inci jest żywica z mirtu i żywica świerkowa. Słyną z działania antybakteryjnego, stosowane są nawet przy poważniejszych schorzeniach skórnych. 

Podsumowując - jak zwykle pięknie! Jedynym irytującym aspektem używania żelu Trawiastych jest korek, który uwielbia nabierać wilgoci i potrafi spleśnieć. Warto na niego uważać. W normalnych warunkach wyłącznie zachowuje resztki maku i żelu doprowadzając do szewskiej pasji. Buteleczka też lubi ociekać. Więc z czasem (przy użytkowaniu dwa razy w ciągu dnia) każdorazowe odkręcanie i wycieranie opakowania sprawia, że człowieka szlag trafia i sięga po coś innego.

Wziąwszy jednak pod uwagę ilość zalet żelu w stosunku do tej jednej upierdliwości.. zdecydowanie skłaniam się ku twierdzeniu, że warto ów nabyć i spróbować ;D Bo Trawiaste jednak są po prostu niepowtarzalne.

Co sądzicie? :)

września 30, 2018

Szmaragdowe Żuki - Hypericum!

Szmaragdowe Żuki - Hypericum!
Szmaragdowe Żuki, krem do dłoni i stóp Hypericum opinie

Krem Hypericum Szmaragdowych Żuków to jeden z boskich prezentów, które trafiły mi się w urodzinowej Agowej paczuszce. O dobrociach całościowo wspominałam w maju i w dalszym ciągu mam zachomikowaną połowę słoiczka! 

Dla porównania dodam, że półlitrowy Yope, którego dostałam końcem czerwca już dobija dna więc kremy do rąk naprawdę schodzą u mnie jak woda. Jednak Hypericum nie jestem w stanie używać w nadmiarze. Nie tylko dlatego, że tak pięknie się prezentuje, ale przede wszystkim dlatego, że w gorszych momentach błyskawicznie ratuje moje dłonie. A warto mieć coś takiego w zanadrzu.

Szmaragdowe Żuki, krem do dłoni i stóp Hypericum opinie blog

Szmaragdowe Żuki, krem do dłoni i stóp Hypericum


Piękne szklane opakowanie skrywa konsystencję o słonecznym kolorze. Krem jest na tyle lekki, że nie trzeba czekać wieków aż się wchłonie, a jednak po nałożeniu na dłonie momentalnie da się wyczuć mocno odżywcze składniki.

Zapach do tej pory zachwycił każdego, kto zainteresowany uroczym słoiczkiem dobrał się do jego zawartości. To połączenie bergamotki z cyprysem i nutką jeszcze czegoś, co może być na przykład olejem ze śliwki. Cyprysowa świeżość połączona z ciepłą słodkością :D Kompletnie nieoczywisty zapach, połączenie na które w życiu bym nie wpadła, a jednak bardzo mi się podoba.

W kwestii działania jest po prostu niezawodny. Dlatego właśnie sięgam po niego w najgorszych sytuacjach, stosując na przykład na noc kilka dni pod rząd. Używam go jednak wyłącznie w pielęgnacji dłoni, bo do stóp zwyczajnie nie mam serca.

Hypericum swoim całokształtem nadaje pielęgnacji dłoni zupełnie nowego wymiaru.

Szmaragdowe Żuki, krem do dłoni i stóp Hypericum skład inci

Skład


W chwili bieżącej len jest moim nieodłącznym towarzyszem w walce ze skutkami samozwańczej kuracji antybiotykowej. Przy tej okazji towarzyszy mi też w pielęgnacji. W związku z tym naszła mnie myśl: czemu nikt nie wykorzystuje naparu z lnu w produkcji kosmetyków? Ma świetne właściwości zagęszczające, wspaniałe właściwości nawilżające, łagodzące i regenerujące! Aż tu przy okazji tej recenzji, patrząc w skład zauważyłam, że ktoś jednak tworzy :D Szmaragdowe Żuki - genialny pomysł! 

Hypericum prawdopodobnie miało odnosić się do łacińskiej nazwy dziurawca jednak zdaje się, że ten funkcjonował wyłącznie w starszej wersji kremu. Szkoda i nie szkoda, bo właściwości ma wspaniałe, nadawał jeszcze piękniejszej soczystości konsystencji, a jednak podnosi wrażliwość skóry na słońce. Zresztą pozostała część składu sowicie wynagradza nam ten brak.

Masło shea słynie z cudnego wpływu na skórę podrażnioną, popękaną i suchą. Szmaragdowe Żuki postawiły na odmianę shea Nilotica, które wchłania się szybciej i daje lepsze wrażenie miękkości. Olej z wiesiołka jest równie genialnym wyborem ze względu na swoje właściwości łagodzące i regenerujące. Do tego nieco cięższy olej lnianyolej ze śliwki i z rokitnika.

Niewątpliwe znaczenie ma tu też mocznik. Dość wysokie miejsce w składzie sugeruje, że został tu umieszczony celem złuszczania i moje dłonie są temu posunięciu bardzo wdzięczne. Przesuszona skóra dłoni potrafi być niemożliwie irytująca, a ja niestety nie należę do ludzi regularnie wykonujących peeling dłoni. Śmiem twierdzić, że to również dzięki zawartości mocznika wszelkie skórki na palcach lub paznokciach momentalnie znikają.

Szmaragdowe Żuki, krem do dłoni i stóp Hypericum opinie recenzja

Podsumowując: piękny koncept! Jestem pełna uznania dla konstrukcji składu i jeszcze bardziej zadowolona z działania kremu :) Hypericum robi wrażenie również zapachem i samym wyglądem. 

Zapewne w momencie gdy zobaczycie cenę większość z Was stwierdzi, że to dużo za dużo jak na krem do rąk. Jednak być może wrócicie do niego myślami w sytuacji kryzysowej lub zdecydujecie się podarować na prezent jakiejś kremowej maniaczce ;D W obu przypadkach - gorąco polecam! Ja czuję się mocno zachęcona do poznania marki znacznie bliżej.

Jeśli również odczuwacie taką ochotę koniecznie zerknijcie na piękną stronę Szmaragdowych Żuków.
Równie gorąco zapraszam na blog Agi, bez której tej recenzji tutaj by nie było ;) Aga - wielkie dzięki raz jeszcze! ❤    

września 23, 2018

Avalon Organics, żel do twarzy z witaminą C

Avalon Organics, żel do twarzy z witaminą C
Avalonowy żel z witaminą C dostałam od Agi wiele miesięcy temu. Zdążyłam się nim znudzić, wdrożyć do użytku dwa inne kosmetyki tego typu, po czym znów pokochać. Jest niemożliwie wydajny i nawet przy użytkowaniu dwa razy dziennie sprawia wrażenie, że nigdy się nie skończy.

Ale pomimo całych pokładów mojej kosmetycznej ciekawości właśnie zamówiłam kolejny żel myjący tej samej marki. Nie bez powodu :)

Avalon Organics, odświeżający żel do twarzy z witaminą C intense defense opinie blog

Avalon Organics, żel do twarzy z witaminą C


Prócz wspomnianej już niesamowicie dobrej wydajności żel zachwyca również delikatnym, ożywczym zapachem cytrusów i.. witamin? Oczyszcza skórę skutecznie i bez uczucia irytującego ściągnięcia, które wzbudza natychmiastową potrzebę posmarowania twarzy czymkolwiek. Na dłuższą metę również nie zauważyłam żadnego przesuszenia skóry.

Avalon ma żelowo-galaretkową konsystencję więc nic nie spływa przez palce, a po prostu przyjemnie się rozprowadza. Jedyną jej wadą jest tendencja do zbierania się na dozowniku. Taka zaschnięta grudka potrafi sprawić, że żel ląduje prosto w oku lub nawet na przeciwnej ścianie. Nie jest to jednak problem nie do rozwiąznia. 

Kierując się sugestią Agnieszki wypróbowałam go również w roli produktu do demakijażu. I od tego momentu nie potrafię już używać niczego innego w tym celu. Dwukrotne przemycie twarzy żelem (tusz zwykle tego wymaga) zajmuje mi jakieś pół minuty (!), co jest po stokroć wygodniejsze niż szorowanie skóry chusteczkami nasączanymi czy (co gorsza) płatkami bawełnianymi z micelem. Przypadkiem znalazłam więc dla siebie rozwiązanie idealne. Nawet podobno bardziej sensowne dla kondycji skóry, bo ostatecznie codzienne pocieranie twarzy jakimkolwiek materiałem nigdy nie będzie jej ulubionym przeżyciem.

Avalon Organics, odświeżający żel do twarzy z witaminą C intense defense inci skład recenzja

Skład (Inci)


Po co komu tyle składników w żelu myjącym skoro to prosty produkt do oczyszczania skóry? Można łatwiej, pewnie. Ale Avalon Organics chyba nie potrafi ;) Ja z kolei nie potrafię się oprzeć takiemu bogactwu dobroci. 

Skład dba o wiele aspektów. Nie ma tendencji do wysuszania skóry, bo po pierwsze bazuje na możliwie najlepszych- moim zdaniem - substancjach myjących (Decyl Glucoside z pomocą Coco-Glucoside), a po drugie zawiera sok z aloesu i sorbitol.

Zamiast tajemniczego Parfum w inci mamy zestawienie trzech olejków eterycznych, które dodatkowo mogą wpływać na rozjaśnianie przebarwień (szczególnie pomarańczowy i cytrynowy). O ten aspekt dba też zawartość witaminy C i ekstraktu z cytryny, ale mówiąc szczerze nie zauważyłam u siebie jakiegokolwiek wpływu tych składników. Zauważyła je jednak Agnieszka.

Pozostałe składniki to substancje łagodzące (mój ulubiony bisabolol, ekstrakt z lawendy i rumianku) i wzmacniające właściwości ochronne skóry lub naczynia krwionośne (ekstrakt z arniki, z zielonej herbaty, z oliwy).

Dla mnie bomba! Wziąwszy pod uwagę jak świetnie spisuje się zarówno w porannej pielęgnacji jak i przy demakijażu - wątpię, żebym w najbliższym czasie szukała żelu innej marki. Jedzie więc już do mnie wersja z lawendą i prebiotykami.

Wersję z witaminą C znajdziecie na Iherb lub Iwos.

Zachęcam też do zerknięcia na recenzje dwóch Agnieszek ;)
Kosmetyczny Fronesis (bez niej nie dowiedziałabym się o wspaniałości tego żelu)
Ekodystrykt (bez niej nie stałby się moim ulubieńcem demakijażowym) 

❤❤

Kto miał już do czynienia z tym niewątpliwym hitem? :)
Jakich macie ulubieńców pod względem oczyszczania twarzy i demakijażu?

września 16, 2018

Kosmetyki z kasztanów! DIY maseczka, pasta myjąca i szampon

Kosmetyki z kasztanów! DIY maseczka, pasta myjąca i szampon
Kosmetyki z kasztanów przepisy diy blog

Straszliwie lubię zmiany pór roku. Przede wszystkim fakt, że powietrze zmienia zapach. Jesień wprowadza spokój duszy i choć często ludziom w tym momencie brakuje energii dla mnie to czas na zmiany i realizację nowych pomysłów. Podnato w tym sezonie można upolować przepyszne dżemy z dyni i.. zrobić kosmetyki z kasztanów! ;)

Kosmetyki z kasztanów jak zrobić diy

Zabranie się za ten temat jest z początku dość niewdzięczne. Kasztany trzeba obrać z twardych skórek (warto je wcześniej nieco rozmoczyć) i zetrzeć na tarce. Potem jest już znacznie łatwiej, bo wiórki wsypujemy do blendera, zalewamy wodą (w moim przypadku destylowaną, ale może być i gotowana lub napar ziołowy) tak, by przykrywała kasztany w całości. Blender robi za nas resztę roboty :)

Pocieszeniem dla ciężkich początków jest fakt, że kasztanów potrzeba bardzo niewiele. To co udało mi się stworzyć poniżej wyszło z dokładnie 9 sztuk. 

Kosmetyki z kasztanów diy blog

Konsystencję z blendera przelewamy przez sitko i otrzymujemy piankową pastę oraz mleczną wodę. Na powyższych zdjęciach dość dobrze widać, że kasztany zawierają sporo saponin i mają mocną tendencję do pienienia. To właśnie dzięki nim mają właściwości myjące, podobnie jak korzeń mydlnicy.

Pasta myjąca z kasztanów diy blog

Pasta myjąca z kasztanów - do twarzy i ciała


W zasadzie już po odcedzeniu zblendowanych kasztanów pasta nadaje się do użytku jako kosmetyk myjący. Ma sympatyczną, piankową konsystencję i delikatny zapach.. soczyście kasztanowej jesieni :D Nie do podrobienia!

Ci którzy zabrali się za pomysł tworzenia kosmetyków z kasztanów polecają tą pastę w roli szamponu jednak ja nie wyobrażam sobie późniejszego wyciągania wiórków z włosów ;) W pielęgnacji twarzy sprawdza się jednak bosko! Chodzą nawet słuchy, że świetnie sprawdzi się w przypadku cer naczynkowych, jako że uszczelnia i wzmacnia naczynia krwionośne.

Pasta jest milutka w dotyku, konsystencja bardzo delikatna. A jednak oczyszcza mega skutecznie (twarz aż trochę skrzypi) :D Idealnym rozwiązaniem jest przygotowanie pasty na naparze z lnu lub dodanie nieco takowego do ostatecznej konsystencji. 

Maseczka do twarzy z kasztanów i kurkumy diy blog

Jako że taką pastę ciężko zużyć w przeciągu 2-ch dni (a tyle prawdopodobnie wytrzyma bez konserwacji, nawet przechowywana w lodówce) warto również zrobić z niej oczyszczającą maseczkę! :)

W tym celu trzeba jednak dodać kiść naturalnych zagęszczaczy, by nie spływała, a ładnie zastygała na twarzy.

Swoją papkę kasztanową zagęściłam przede wszystkim skrobią ziemniaczaną, mączką owsianą koloidalną i białą glinką. Dwa ostatnie składniki dodatkowo zwiększają możliwości oczyszczające maseczki.

Jej działanie jest odczuwalne już po kilku minutach trzymania na twarzy. Skóra jest porządnie oczyszczona, lekko ściągnięta, pięknie wygładzona. Moja cera z ogromną przyjemnością przyjęła kolejne etapy pielęgnacji :D

Maseczka do twarzy z kasztanów i kurkumy przepisy blog

Maseczka do twarzy z kasztanów


Moja kasztanowa maska zawdzięcza swój intensywny kolor kurkumie. Uważam, że warto stosować ją nie tylko w kuchni, ale też w pielęgnacji cery przy każdej możliwej okazji! Ma mnóstwo antyoksydantów, posiada właściwości przeciwzapalne i wygładzające. Prócz kurkumy dodałam też odrobinę soku z aloesu w ramach nawilżenia skóry.

Ale.. sypnęło mi się o ciupkę za dużo mączki koloidalnej przez co moja papka straciła zapach jesieni na rzecz zapachu bułki tartej.. dodałam więc olejku kurkumowego i pomarańczowego :)

Wszystko to sypałam i lałam na oko. Jeśli zdecydujecie się na zrobienie własnej maseczki z kasztanów najbardziej polecam właśnie optymistyczne sypanie wszystkiego co się ma obecnie pod ręką (oczywiście na tyle, na ile to ma szansę przysłużyć się skórze) ;D Raczej nie warto specjalnie na tą okazję kupować kosmetycznych surowców. Maseczka ma na celu służyć Wam tu i teraz, w przypływie entuzjastycznej twórczości. Jakby się uprzeć można ją zamrozić albo spróbować z konserwanem z rzodkiewki.. najlepiej jednak po prostu wysmarować osoby znajdujące się najbliżej! ;D

Szampon do włosów z kasztanów diy blog

Szampon z kasztanów


Wspominałam, że zwykle jako szampon do włosów poleca się miąższ, który powstaje z blendowania kasztanów. Ja jednak preferuję płynne konsystencje nawet jeśli miałyby być mocno lejące.

Jeśli zdecydujecie się na tą wersję szamponu warto dodać do niego napar z lnu, który nieco zagęści kasztanowe mleczko, dodatkowo nawilży skórę głowy i włosów, ma również szansę ułatwiać późniejszą stylizację, podkreślić skręt lub odbić włosy od nasady (na to liczę najmocniej).

Szampon do włosów z kasztanów przepis blog

Połowę słoiczka z czystym mleczkiem kasztanowym dopełniłam naparem z korzenia mydlnicy i kilkoma tonizująco-odświeżającymi ziółkami: bzem czarnym, korzeniem łopianu (dodanym do naparu i dodatkowo w formie sproszkowanego ekstraktu) i rozmarynem. W naparze znalazło się również wspomniane wyżej siemię lniane.

Przyrządzony w ten sposób kasztanowy szampon pieni się naprawdę genialnie i wydaje się dość porządnie oczyszczać skórę głowy (o wpływie na świeżość włosów i ich zachowaniu pod względem stylizacji poinformuję w przeciągu najbliższych dni ;). Płyn równie pięknie sprawdza się w roli myjadła do twarzy.


Kosmetyki z kasztanów nie mają szans na długie przeżycie i nie jestem pewna czy warto ujmować im uroku dodając konserwantów. Jednak tak czy inaczej na pewno będą stanowić świetne urozmaicenie wolnego, jesiennego dnia! Jeśli lubicie bawić się w takie rzeczy - cera i włosy będą Wam przy okazji bardzo wdzięczne :)

.. choć oczyszczanie twarzy myjadłem kasztanowym było tak miłym doznaniem, że głęboko rozważam wdrożenie go do stałej jesiennej pielęgnacji :D

Czy i u Was szykują się w tym sezonie jakieś kosmetyki z kasztanów? A może robicie z nich zupełnie inne rzeczy jak na przykład nalewki (tudzież ludziki ;D)?

września 09, 2018

Chic Chiq maseczka Chocolat

Chic Chiq maseczka Chocolat
Z maseczkami Chic Chiq miałam okazję zapoznać się dzięki Agnieszce już dłuższy czas temu. Możecie zresztą przeczytać o nich w zbiorczym poście. Wywarły na mnie tak dobre wrażenie, że z oczywistych powodów miałam ogromna ochotę na wersję czekoladową. Tą z kolei zawdzięczam kochanej Gosi, która sprezentowała mi ją na urodziny!

Wszystkie poprzednie wersje maseczek Chic Chiq urzekły mnie swoimi zapachami, kolorami i działaniem. Idąc tym tokiem Chocolat powinna powalić mnie na kolana.


Chic Chiq maseczka Chocolat opinie recenzja blog

Chic Chiq - Chocolat


Konfrontacja z rzeczywistością: po rozrobieniu z wodą maseczka zupełnie nie wygląda jak czekolada. W zasadzie w ogóle nie wygląda. Jeśli chodzi o zapach - tak, ma coś wspólnego z czekoladą, ale taką robioną własnoręcznie, domową, nieidealną z założenia i absolutnie nie pachnącą jak wyroby sklepowe. Może rzeczywiście trochę jak kukułki, jak słusznie zauważyła Monia? Pod tymi dwoma względami zdecydowanie wygrywa maseczka Andalou -Avo Cocoa, która gwarantuje 100% czekoladowej przyjemności z aplikacji ;) 

Jeśli chodzi o efekty Chic Chiq przewyższa jednak Andalou ze względu na wielowymiarowe działanie. Nie tylko wygładza, ujednolica i znacznie przyśpiesza regenerację.. cudownie tonizuje skórę w upalne dni dając poczucie świeżości i oczyszczenia nawet kolejnego dnia po zastosowaniu. Aż zaczęłam się zastanawiać czy może glinka multani mitti nie jest przypadkiem ideałem dla mojej skóry.

Z czasem nawet bardzo polubiłam się z tym wyjątkowym zapachem maseczki. A jeszcze bardziej, gdy zaczęłam stosować ją z hydrolatem z werbeny (mój obecny mistrz!)


Chic Chiq maseczka Chocolat skład inci blog

Skład 


Pierwszą część składu stanowią substancje tworzące konsystencję maseczki i ułatwiające jej aplikację po rozrobieniu z wodą. Więcej o nich przeczytacie u Agi, w dowolnym poście o maseczkach Chic Chic - Aga zawsze bardzo ładnie rozkłada inci na części pierwsze ;) 

Ciekawostką jest, że tą samą bazę składnikową znajdziecie na E-fiore! Jeśli macie ochotę możecie więc pokombinować ze stworzeniem własnej maseczki ala Chic Chiq ;)

Pozostała część składu nie będzie już jednak tak łatwa do podrobienia. Mamy tu:

Glinkę Multani Mitti
Żywokost lekarski
Kwiat akacji
Nasiona marchwii
Kwiat jasnoty białej
Oman
Kakao
Różę jerychońska
Witaminę C

A wszystko to zamknięte w uroczym bambusowym opakowaniu, które co prawda każdorazowo stawia opór i się zacina, ale to nic wobec faktu jak bardzo cieszy oczy ;)


Mimo tego, że maseczka nie tworzy smakowitej czekoladowej konsystencji pokochałam ją za działanie. Szczególnie letnią porą sięgałam po nią najczęściej. W zasadzie nawet zdążyłam już zapomnieć, że jeszcze jakiś czas temu rozrabianie proszku z wodą wydawało mi się rzeczą problematyczną i niezachęcającą. 
Chocolat poleciłabym do każdego rodzaju cery, szczególnie ze względu na to, że serwuje skórze twarzy przyjemną dawkę antyoksydantów!

Macie ulubieńca wśród maseczek Chic Chiq czy jeszcze nie trafiły w Wasze ręce? :)

sierpnia 31, 2018

Aloesove Serum do twarzy

Aloesove Serum do twarzy
Aloesove Serum do twarzy opinie blog

Po recenzji Viankowego Eliksiru przeciwzmarszczkowego zapewne nie spodziewacie się ochów i achów na serum tak podobne cenowo i spod tego samego szyldu, bo marki Sylveco. I tu Was zaskoczę! Dziś obejdzie się bez marudzenia.

A to dlatego, że Aloesove serum jest po prostu w porządku. Ma całkiem sensowny i zadziwiająco uniwersalny skład - zgodzę się tu nawet z producentem, że ma szansę sprawdzić się w przypadku każdej skóry. Nie gwarantuję tu oczywiście ekspresowego efektu ujędnienia, ujednolicenia i udoskonalenia każdej cery, ale śmiem twierdzić, że jest w stanie wyjść na przeciw potrzebom skóry suchej, unormalizować cerę przetłuszczającą i ukoić skórę wrażliwą. A przy tym będzie całkiem sympatyczne w stosowaniu :)

Aloesove Serum do twarzy recenzja blog

Aloesove Serum do twarzy


Konsystencja serum Aloesovego na pierwszy rzut oka wydaje się być podobna do eliksiru Vianka. A jednak wchłania się przyjemnie szybko pozostawiając skórę po prostu dobrze nawilżoną. Bez nadmiernej lepkości, ściągnięcia i niepowstrzymanej ochoty aplikowania warstwy kremu tudzież zapezpieczającego oleju.

Aloesove serum idealnie nadaje się pod makijaż, nawet w gorące dni. Wieczorną porą nakładam na nie zwykle coś jeszcze - bogaty krem Mayki tudzież olejowe serum (choć jest to bardziej powodowane chęcią lepszego odżywienia skóry niż dyskomfortu z pozostawienia serum solo). I w tym przypadku również skóra swobodnie oddycha. 

Serum ewidentnie nie jest stworzone dla wyższych celów, tj nie ma tu efektu wow (być może takowy miałby miejsce w przypadku skóry drastycznie potrzebującej ukojenia), ale w codziennej pielęgnacji sprawdza się bardzo fajnie i bardzo komfortowo. Cieszy skórę optymalną dawką nawilżenia nie utrudniając jej naturalnego funkcjonowania. Niby nic, a jednak stosunkowo ciężko jest dorwać taki produkt. Tym bardziej w dość przystępnej cenie. 

Aloesove Serum do twarzy skład inci

Skład - Inci


Choć gliceryna znajduje się na czołowym miejscu inci zapewniam Was, że jej ilość jest całkiem słusznie wyważona, dzięki czemu serum nie tworzy lepkiej, ciężko wchłanialnej warstwy. 

Pozostała część składu już na pierwszy rzut oka sugeruje, że największe korzyści z serum będą miały cery wrażliwe, podrażnione i suche. Mam tu na myśli głównie pantenol, ekstrakt z aloesu, kwas hialuronowy, proteiny owsa, alantoinę i olejek lawendowy. Jednak lekka i czysto nawilżająca (pozbawiona emolientów) formuła sprawia, że skóra z tendencją do nadprodukcji sebum również ma sporą szansę, by być zadowoloną z codziennej pielęgnacji Aloesovym serum. 

Sympatycznym aspektem składu jest też brak sztucznej kompozycji zapachowej charakterystycznej przede wszystkim dla Vianków. W serum mamy olejek z pomarańczy, mięty pieprzowej, jałowca, wspomniany już olejek lawendowy i bergamotkę. Zestawienie bardzo przyjemne dla zmysłów (przynajmniej moich ;D) - delikatne, świeże, nie nudzi się podczas codziennego stosowania. 


Podsumowując - jestem bardzo miło zaskoczona! Jeśli szukacie czegoś delikatnego na co dzień, czegoś co nie rozleniwi skóry, a zadba o jej pielęgnację na tyle, że nie trzeba jej będzie niczego więcej - Aloesove serum może być dla Was opcją idealną. Niezależnie od tego jaki rodzaj skóry posiadacie. :)

Mieliście już do czynienia z nowościami od Sylveco? 
Może jest coś co ciekawi Was najbardziej? :)
Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger