stycznia 28, 2017

Azjatyckie cudaczki kosmetyczne - Tony Moly, Yunifang, Apieu

Przepadłam bez reszty.To moje pierwsze zamówienie z Korei, ale wziąwszy pod uwagę ile czasu spędzam obecnie na stronach z azjatyckimi kosmetykami mogę śmiało stwierdzić, że koncept wciągnął mnie po uszy. 

Zapewne zaawansowane pasjonatki pielęgnacji azjatyckiej z przyrużeniem oka zerkają na szał wokół chwytliwych opakowań marek pokroju Tony Moly jednak ja cieszę się jak dziecko, a na wishliście jeszcze na pewno kilka takowych się znajdzie. 

Bo to właśnie Tony Moly, znalezione w Sephorze zapoczątkowało falę mojego entuzjazmu.

Tony Moly, Panda`s Dream  krem do rąk + tusz do rzęs

Tony Moly, Panda`s Dream ❤ krem do rąk + tusz do rzęs


Jako że zdobycie powyższego kremiku w Sephorze zakrawa obecnie na cud postanowiłam zlokalizować serię u źródła, czyt. w Korei. Tym sposobem trafiłam na stronę Cosmetic Love, a do koszyczka trafił też tusz i pandowa pomadka. Z tym, że pomadka została cofnięta na granicy. Kwestia pozostaje dla mnie zagadką, ale jeśli pokusicie się na zamówienie warto wziąć to pod uwagę. 

Kremik sam w sobie być może szałowy nie jest. Pachnie ładnie, ale standardowo, mam wrażenie, że podobnie przeciętnie nawilża dłonie. Ale opakowanie skrada serce, a po zużyciu można w nim przechowywać cokolwiek innego. 

Apieu, Banana krem do rąk

Apieu, Banana krem do rąk


Na ten egzemplarz definitywnie warto się pokusić. Jako maniaczka kremów do rąk jestem z niego niezmiernie zadowolona, bo w przeciwieństwie do innych skutecznie nawilża moje dłonie już jedną warstwą (a zwykle smaruję się sześćset razy dziennie, po każdym myciu rąk i pomiędzy). 

Pachnie niesamowicie, słodkimi bananami. Do tego stopnia, że zaczęłam jeść bananowe budynie i pić bananowe soki..

Maseczki w płachtach Yunifang

Maseczki w płachtach Yunifang i żelowe płatki pod oczy


Seria z innej beczki, bo z Aliexpress. W moim posiadaniu dzięki jej odkrywcy - Mamie z Różową Torebką. Przyznam się bez bicia, że o maskach w płachcie, a tym bardziej żelowych płatkach nie miałam zielonego pojęcia. Do tej pory wychodziłam z założenia, że moja cera takich rzeczy nie potrzebuje. 

O jakże mylne miałam pojęcie! To, że nie mam kłopotu z porami, wypryskami czy innymi cechami cery problematycznej nie oznacza, że moja skóra nie ma potrzeb. Sądziłam, że wieczne przesuszenie twarzy, pieczenie i swędzenie to moja naturalna przypadłość i pozostaje mi wyłącznie znaleźć krem, który wreszcie okaże się właściwy.

Tymczasem taki jeden magiczny płacht Yunifang okazał się zbawienny. Cudnie nawilża skórę i niweluje nawet sroższe miejscowe przesuszenia. Maseczki działają też liftingująco, ale -o dziwo dla mnie- przyjemnie ściągają (nie sądziłam, że te dwie rzeczy mogą iść w parze). Skóra jest wyraźnie gładsza, a uczucie pieczenia z przesuszenia znika na minimum kilka dni ❤ Tylko oczka do wycięcia są :D

Żelowe płatki również wzbudziły mój zachwyt kiedy za ich sprawą odzyskałam oczy pewnego umęczonego poranka. Spędzając większość czasu przed komputerem najchętniej nakładałabym coś na całość powiek, ale płatki pod oczy wbrew pozorom odświeżają oko ogółem - po pół godzinie pozostaje wyłącznie poczucie rześkości, lekkiego schłodzenia i ściągnięcia. Niezwykle przyjemne i ożywcze, szczególnie z rana. 

Monice niezmiernie wdzięcznam :* Bo gdyby nie ona wciąż żyłabym w nieświadomości, że można ułatwić sobie życie. Na pewno będę zgłębiać świat maseczek, uzupełnię zapas Yunifangów (jak tylko wybiorę ulubiony kolor) i zamówię jakąś tonę płatków pod oczy.

Tony Moly, Panda`s Dream krem do rąk + tusz do rzęs

Azjatyckie Zakupy


Jeśli będziecie chciały pokusić się na jakieś zamówienie mam opcję puścić Wam maila z rabatem 15% na Cosmetic Love. Nie do końca wiem jak działa, ale wygląda na to, że nia ma uwzględnionej kwoty minimalnej więc jakby co piszcie ;) Na tej stronie nie zapłacicie za przesyłkę, chyba że chcecie mieć tracking (2,5$).

Dzięki Mint on Mars odkryłam też stronę ze znacznie niższymi cenami i sto razy bogatszym asortymentem -  Korea Depart. Tu za przesyłkę coś tam się płaci, jednak ile tego jeszcze nie wiem ;) Zdążyłam już tam spędzić kilka godzin (dni?) i gorąco polecam się tam poszwędać.

A jak wyglądają Wasze przygody z azjatykami? A może dopiero planujecie jakieś zakupy? Bo wiecie, dolar spada.. ;)

Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger