kwietnia 10, 2017

Nature Queen skradło mi duszę. Kokosowo - truskawkowe masło do ciała i olejek z marchwi

Nature Queen, Kokosowo - truskawkowe masło do ciała i olejek z marchwi recenzja

Znacie Nature Queen? To marka, która pod swoim szyldem skrywa bogactwo czystych surowców. Jako fanka stosowania półproduktów w codziennej pielęgnacji, a jednocześnie kobieta ubóstwiająca piękne opakowania w pełni popieram wizję Zrób sobie wspaniały prezent.

Jednak prócz olejów, maseł i glinek na stronie Nature Queen znajdziecie też kosmetyki: masła do ciała i peelingi z urzekającym składem - wolne od syntetyków. 

Oto co ostatnio bez reszty mnie urzekło.


Nature Queen, Kokosowo - truskawkowe masło do ciała

Kokosowo - truskawkowe masło do ciała


Prócz tego, że nie kryję się ze swoją słabością do uroczych opakowań naturalnych kosmetyków, oficjalnie wielbię również piękne zapachy. Mimo że to masło kokosowo - truskawkowe, ja czuję tam wyłącznie przesłodki zapach truskawki typowy dla czekolad Milki.

Przyznam szczerze, że zdziwiło mnie to niezmiernie, bo robiąc własne kosmetyki naturalne, mając styczność z wieloma olejkami eterycznymi w życiu nie spotkałam się z tego rodzaju zapachem, który jednocześnie byłby w pełni naturalny. W pierwszym odruchu obstawiałam syntetyki. 

Jakież było moje zdziwienie, gdy spojrzałam na skład: nasiona truskawki, olej kokosowy, wosk pszczeli i witamina E! Moje wielkie uznanie dla Nature Queen za ten koncept i efekt.


Nature Queen, Kokosowo - truskawkowe masło do ciała, INCI

Konsystencja jest stała. To może stanowić niespodziankę dla tych z Was, które przyzwyczajone są do miękkich i szybko wchłanialnych produktów z drogeryjnych półek. Masełko trzeba pomasować, wtedy rozpuszcza się łatwo pod wpływem ciepła dłoni pozostawiając na nich olejową warstwę. 

Bardzo lubię ten koncept. Kremy, które serwuję swojej twarzy również miewają taką konsystencję. Pomysł przypadnie do gustu wszystkim fanom mniej konwencjonalnych mazideł.

Masełko nawilża skutecznie. I mówię to z pełną odpowiedzialnością jako posiadaczka wiecznie przesuszonej skóry. Jest cudnym dopełnieniem wieczornego relaksu. Wręcz łapię się na tym, że chociaż wybalsamowałam się już cała to sięgam po więcej chcąc nacieszyć się jeszcze troszkę tym słodkim zapachem.


Olejek z nasion marchwi


A właściwie macerat marchwiowy na bazie oleju słonecznikowego. Jestem czepliwa, nie lubię niejasności dlatego nieco mierzi mnie, fakt że na stronie Nature Queen widnieje informacja, że jest to prawdziwy olej z nasion marchwii 100% powstający w procesie tłoczenia nasion marchwii

Jednak INCI kłamczuchować nie ma prawa: Helianthus annuus seed oil i Daucus carota. Nie ma nic złego w fakcie, że to macerat. To nic innego jak wyciąg olejowy, który zachowuję pełnię właściwości i dobra marchwii. Warto więc uwzględnić realny skład, bo przecież są cery, które z danymi olejami się nie lubią. A wtedy jest płacz.


Nature Queen, olejek z marchwi
Mimo to macerat, podobnie jak masełko, pokochałam całym sercem. Moja cera również. Dzięki niemu wróciłam z powrotem do minimalistycznej, w pełni naturalnej pielęgnacji twarzy, czyt: hydrolatu z krwawnika jako toniku, żelu aloesowego i oleju marchwiowego zamiast kremu.

Olej marchewkowy w tym zestawieniu cudownie wpływa na moją cerę - pozostawia ją nawilżoną i odżywioną.

Jednak to co lubię najbardziej to kolor oleju z marchwi. Intensywnie pomarańczowy. Postawia na twarzy delikatną koloryzującą warstwę poprawiającą koloryt skóry. Początkowo stosowałam go tylko na noc, bo obawiałam się wyglądu żółtka w świetle dziennym. Szczególnie z moją bladą twarzą.

Po jakimś czasie odważyłam się również na to, by stosować go zamiast kremu na dzień. Wchłania się stosunkowo szybko pozostawiając lekką ochronną warstwę i ten piękny ciepły odcień na skórze. A puder bambusowy swoim dość mocnym działaniem niweluje świecenie twarzy w newralgicznych miejscach. 

Jeśli jeszcze nie miałyście w swoich łapkach maceratu z marchwi - bardzo polecam! Może posłużyć jako naturalny, delikatny bronzer, który jednocześnie chroni skórę przed promieniowaniem. Sprawdzi się nawet w przypadku poparzeń słonecznych.


Nature Queen opinie recenzja


Nature Queen


Jeśli kupujecie surowce zapewne stwierdzicie, że może nie mieć sensu płacenie nieco drożej za to samo, co dostaniecie w sklepach z półproduktami do wyrobu kosmetyków.

Jednak jeśli używacie czystych składników do codziennej pielęgnacji to przyjemne dla oczu opakowania niezwykle umilą Wam ich użytkowanie każdego dnia. Dodatkowym atutem są też dozowniki do olejów, które znacznie ułatwiają aplikację.

Moim zdaniem produkty Nature Queen są genialnym prezentem dla nas samych i bliskich, którzy stawiają na naturalną pielęgnację. Pod tym względem w pełni zgadzam się z hasłem marki, które właśnie do tego skłania.

Osobiście mam wielką nadzieję, że Nature Queen będzie rozwijać się nie tylko pod względem asortymentu surowców, ale też w stronę kosmetyków. Koncept masełka niezwykle przyjemnie mnie zaskoczył, a nie zdarza się to często w dobie wszędobylskich "naturalnych" produktów.

Spotkałyście się już z tą marką? Lub może macie w planach się z nią zapoznać? ;)
Copyright © 2016 Porcelanowe Włosy , Blogger