lipca 13, 2017

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego

Po recenzji Szamponu Rozmarynowego i Nawilżającego kremu z filtrem UV zapewne spostrzegliście, że markę Lilla Mai zdążyłam już obdarzyć sporym uznaniem. Możecie sobie zatem wyobrazić ogromny uśmiech na mojej twarzy kiedy na blogowym facebooku otrzymałam podziękowanie za ostatni post i propozycję wybrania kolejnego produktu do recenzji ♥

Postawiłam na kosmetyk, który - wziąwszy pod uwagę porę roku - ma największą szansę, by wzbudzić i Waszą ciekawość ;)

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego blog opinie

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego


Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam być opalona. Jedyny mój problem polega na tym, że słońce najwyraźniej mnie nie lubi. Poważnie. Na rzucone przeze mnie hasło "Jutro się opalam!" w nocy znikąd nadchodzi burza, a następnego dnia leje cały dzień. Ba! Słońce jest w stanie schować się za chmury zanim zdążę nałożyć filtry.. Tym sposobem lato kończę zawsze z marną opalenizną zdobytą w biegu. 

Mimo tego nigdy nie przyszło mi do głowy, by sięgać po jakikolwiek balsam samoopalający. Wychodziłam z założenia, że wszystko to jakaś dziwaczna chemia, która pewnie nawet nie działa. Aż w końcu mignęła mi gdzieś informacja o naturalnej substacji opalającej - DHADihydroxyacetone wchodzi w reakcję z aminokwasami warstwy rogowej naskórka, zaczyna działać po kilku godzinach. Nabyta w ten sposób opalenizna jest usuwalna wyłącznie mechanicznie. Nowość? Dla większości z Was pewnie nie ;) Mnie przekonała jednak dopiero obecność tej substancji w produkcie Lilla Mai i w ofercie sklepu z surowcami, któremu ufam pod względem asortymentu (Ecospa).

No i czy to rzeczywiście działa? Tak. Ale nie od razu. Na swojej dość jasnej skórze efekty zauważyłam po czterech dniach. Opalenizna jest wyraźnie widoczna, ale wciąż naturalna, brązowawa. Udało mi się nawet wyrównać odcień skóry w miejscach nieopalonych "rękawków" (dzięki bogu!). Obecnie używam balsamu co 2-3 dzień, bo efekt straszliwie mi się podoba i chciałabym go utrzymać jak najdłużej. Unikam peelingów.. :D

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego blog recenzja

Jedyną kwestią, na którą warto uważać są zagięcia skóry. Balsam lubi się w nich zbierać i wygląda to kiepsko jak już te sfery przyciemnią się zanadto. A - jak wspominałam - ów opalenizna tak łatwo nie schodzi ;) Podobnie jest z wewnętrznymi stronami dłoni - mimo tego, że zgodnie z zaleceniem producenta myłam ręce tuż po wsmarowaniu balsamu - i tak po pierwszych czterech dniach zauważyłam małe przebarwienia. Te schodzą jednak znacznie łatwiej i nie przydarzyło mi się to już od kiedy używam go rzadziej.

Formuła balsamu jest dość treściwa. Dla mojej skóry latem wręcz optymalna. Wchłania się dokładnie tyle ile zajmuje mi pielęgnacja twarzy po prysznicu czyli kilka minut. A pozostawia ciało godnie nawilżone na długo.

Początkowo zupełnie nie wiedziałam co sądzić o zapachu. A rzadko mi się to zdarza. Czułam kakao, ale ogólne wrażenia nie były zanadto przyjemne. Usiłując rozgryźć w czym rzecz przyuważyłam, że w składzie nie ma żadnej kompozycji zapachowej więc ów zapach to po prostu składniki balsamu. Po kilku aplikacjach, w sumie nawet tego nie odnotowując, przyzwyczaiłam się do niego, a wręcz na ten moment nawet go polubiłam :)

Lilla Mai, Balsam Samoopalający na bazie masła kakaowego - Skład (INCI)

Skład (INCI)


Skład jak zwykle jest przyjemnie prosty. Zgodnie z nazwą na etykiecie balsam bazuje na maśle kakaowym. Tuż po nim jest olej kokosowy, nieco dalej gliceryna. Czyli składniki, które cudownie sprawdzają się w pielęgnacji ciała, rzadziej na twarzy. No i właśnie..

Producent sugeruje, że balsam może nam służyć również do poprawy kolorytu cery. Ale osoby z tłustą skórą zapewne już wiedzą, że to rozwiązanie nie będzie dla nich raczej dobrą opcją. Jeśli jednak borykacie się z niedostatecznym natłuszczeniem - powien sprawdzić się perfekcyjnie. 

Ogólna kompozycja składników mówi sama za siebie - jeśli szukacie balsamu samoopalającego, moim zdaniem definitywnie warto wybrać opcję maksymalnie naturalną i bezpieczną zamiast drogeryjnych odpowiedników ;)


Używacie tego typu produktów?
A może dopiero balsam Lilla Mai zaskarbił sobie Wasze zainteresowanie? :)

Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger