sierpnia 09, 2017

Paul Mitchell: Awapuhi - Hydrocream Whip & Keratin Cream Rinse

Tydzień temu pisałam Wam o solnej mgiełce stylizującej od Paul Mitchell. Naprawdę pokochałam ją za wpływ na moje włosy. Przez zachwyt, który u mnie wywołała dwóm pozostałym produktom z serii Awapuhii znacznie ciężej było zdobyć moje uznanie.. ;D

Mgiełka skierowana jest jednak - moim zdaniem - do określonego typu włosów: zdrowych, odpowiednio nawilżonych, a zarazem cienkich i pozbawionych objętości. Z kolei dwa produkty, które zobaczycie poniżej są już znacznie bardziej uniwersalne. 

Paul Mitchell, Awapuhi - Keratin Cream Rinse blog skład opinia

Paul Mitchell, Awapuhi - Keratin Cream Rinse


Znacie już chyba moje dziwaczne podejście do odżywek. W swoim asortymencie mam dwie, które służą mojej skórze głowy. Inne zwykły jej szkodzić więc w tym przypadku już nie eksperymentuję. Z kolei włosy na długości ostentacyjnie lekceważę, gdyż zwykle po odżywkach stają się wyłącznie bardziej plaskate. Sytuacja zmienia się diametralnie gdy sięgam po łagodne szampony o lejącej konsystencji i niezwykle plączących właściwościach.. ;)

A tak się składa, że do tych należy Bio IQ, którego obecnie używam.. odżywka niejako spadła mi więc z nieba, bo moje dotychczasowe wyposażenie nie radziło sobie z kołtunem czyt. włosami tuż po umyciu.

Mogę więc na pewno powiedzieć, że odżywka godnie radzi sobie z rozplątywaniem. Sprawdzi się również jeśli potrzebujecie efektu wygładzenia niesfornych włosów lub jeśli rozczesujecie włosy po umyciu. 

Przy tym nie wpływa na świeżość włosów. A moje włosy się na tym dość dobrze znają ;)

Paul Mitchell, Awapuhi - Keratin Cream Rinse (Skład Inci) blog

Keratin Cream Rinse - Skład (Inci)


W przypadku tej odżywki największe nadzieje wiązałam z hydrolizowaną keratyną. Zwykle dość fajnie służy moim włosom, są po niej przyjemnie.. sypkie. To chyba najlepsze słowo. Jednak w tym przypadku, nawet jeśli ten efekt gdzieś tam się pojawił to ogólna plaskatość włosów jest dla mnie zanadto irytująca. 

Oficjalnie obwiniam antystatyk (Behetrimonium Chloride) i silikony. Utrudniają mi trochę życie pod względem stylizacji, nawet mgiełka solna nieco gorzej się sprawdza po zastosowaniu odżywki. Taki urok posiadania miętkich, cienkich włosów :D Powyższe składniki powinny za to sprawdzić się w swojej roli jeśli macie nieco zniszczone włosy. Powinny zapewnić uwielbiany w odżywkach efekt błysku i gładkości ;) Tak zresztą odżywka sprawdziła się u Taniki! ;)

Przyznaję się, że na skórę głowy jej nie nakładałam, bo wciąż walczę o normalizację po eksperymentach z szamponem Alaffii.. ale jeśli macie to w zwyczaju to skorzystacie z właściwości tutułowego białego imbiru - Awapuhi i oleju z winogron.

Ogólną ocenę składu pozostawiam Wam i Waszym preferencjom ;)

Paul Mitchell, Awapuhi - Hydrocream Whip blog opinia działanie

Paul Mitchell, Awapuhi - Hydrocream Whip


To pianka, która ma za zadanie zwiększać objętość i nadawać włosom miękkie wykończenie, a przy tym regulować nawilżenie. Bez bicia przyznaję, że nie mam pojęcia co to to miękkie wykończenie. Za to na pewno domyślacie się, która z tych funkcji ciekawiła mnie najbardziej.

Stosuję ją wyłącznie u nasady, bo na długości mgiełka solna w zupełności sprawdza się pięknie. I tak - zwiększa objętość. Ale sama w sobie nie na długo. Efekt trwa dłużej jak po aplikacji pianki upnę włosy do góry w koka albo kucyka. Jednak najlepiej sprawdza się jeszcze do tego coś utrwalającego. 

Więc jeśli chodzi o działanie - owszem, efekt pożądany jest. Ale dość krótki więc warto go czymś wspomóc. Za to plus za naturalność efektu - nie ma żadnego oblepienia, obciążenia i innych nieprzyjemności. Wchłania się ładnie. Może to jest to miękkie wykończenie?

Paul Mitchell, Awapuhi - Hydrocream Whip (Skład Inci) blog

Hydrocream Whip - Skład (Inci)


Plusik ode mnie dla producenta: za to, że obietnica nawilżenia ma swoje odzwierciedlenie w inci. W składzie jest pantenol i gliceryna czyli dwa powszechnie znane nawilżacze :) 

Jest też sól morska, która delikatnie usztywnia i odpowiada za ów objętość u nasady.

Pozostałe zdrowe rzeczy to hydrolizowane proteiny pszenicy i olej arganowy


Podsumowując swoją ogólną przygodę z serią Awapuhi: urzekła mnie swoim wyglądem i zapachem. Codzienne użytkowanie tych kosmetyków to czysta przyjemność. Jednakże moje włosy wymagają anielskiej cierpliwości i nie jest im łatwo dogodzić. 

O ile mgiełka solna sprawdziła się perfekcyjnie, podobnie pianka przy odrobinie utrwalającego specyfiku, tak odżywka nie zrobiła na nich większego wrażenia. Jak zawsze starałam się jednak pozostawić Wam wskazówki odnośnie działania każdego z produktów, żebyście sami ocenili czy może coś przypadłoby do gustu Waszym włosom ;)

Macie chętkę na coś z serii Awapuhi? A może macie innych ulubieńców wśród produktów Paul Mitchell? ;)
Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger