sierpnia 12, 2017

Ulubieńcy ostatnich miesięcy ♥


Dawno nie było już postu z cyklu ulubieńców, a nazbierało mi się kilkoro przyjemniaczków :) Większość być może kojarzycie już z odrębnych recenzji jednak przyjemnie jest od czasu do czasu zrobić podsumowanie produktów, które sprawdzają się najpiękniej.


Couleur Caramel, paletka cieni do brwi


Uwielbiam ten koncept - paletka prezentuje się cudownie, zawiera przyrządy niezbędne na codzień, a cień mocniej brązowy idealnie spełnia moje potrzeby. Jest w odcieniu chłodnym i nie ma opcji zrobić sobie nim krzywdy na twarzy ;)

Jedyne "ale" które można mieć to - po co mi pozostałe cienie. Służą mi jednak sporadycznie za cienie do oczu ;)

RecenzjaCouleur Caramel, paletka cieni do brwi


Lilla Mai - Krem z filtrem UV i balsam samoopalający


Krem z filtrem UV pięknie wpływa na moją skórę, a przy tym daje poczucie, że choć w małym stopniu chronię ją przed promieniami słonecznymi. Oczywiście 5 SPF to zdecydowanie za mało na opalanie w pełni słońca jednak na krótkie wyjście, kiedy nie mam ochoty na kremy BB z filtrami - jest w sam raz :)

Podobnie przyjemne wrażenia mam z użytkowania balsamu samoopalającego. Nadaje naturalny (nie mylić z niewidocznym) efekt opalenizny bez smażenia się na słońcu. Dzięki niemu mam wreszcie jednolity kolor skóry ze świadomością, że nie musiałam sięgać po dziwaczną chemię :)

Recenzje:
Lilla Mai, Nawilżający krem z filtrem UV
Lilla Mai, Balsam samoopalający na bazie masła kakaowego


Gli Elementi, Balansujący tonik z minerałami wody geotermalnej


To moje prywatne odkrycie roku ;) Pierwszy tonik, który realnie nawilża moją skórę bez konieczności nakładania warstwy zabezpieczającej w postaci kremu tudzież oleju. Monia mówi, żebym się tak nie cieszyła bo to ma prawo działać tylko latem ;D Może mieć w tym sporo racji jednak nie umniejsza to dla mnie jego obecnej funkcji i całej fascynacji :D

A do tego, że nawilża to jeszcze pachnie jak piękne perfumy o nutach wodno-kwiatowych.

RecenzjaGli Elementi, Geothermal 


Pukka, Detox with Lemon


W sumie jest zupełnie tak samo przepyszna jak moje ukochane Yoggi Tea. Tylko ma ładniejsze opakowania :D I ten konkretny skład szczególnie odpowiada moim kubkom smakowym.

To herbata bez herbaty. Za to ze składnikami z ekologicznych upraw :) Ma anyż, słodki koper, cytrynę, kolendrę, lukrecję, kardamon, mirt i trawę cytrynową + olejki eteryczne dla aromatu: cytrynowy i z trawy cytrynowej. Jest przepyszna :D


Paul Mitchell, Texturizing Sea Spray


O mgiełce solnej pisałam niedawno więc nie będę się zanadto rozwodzić. Powiem tylko, że to perfekcyjne rozwiązanie dla moich włosów nijak skłonnych do współpracy ;) Nigdy nie lubiłam jak moje włosy wyglądały perfekcyjnie (wiecie, od lokówki np), zresztą na dłuższą metę to dla nich raczej niewykonalne. Mgiełka nadaje włosom lepszy spręt, większą objętość i naturalny efekt rozgardiaszu ;)

Recenzja: Paul Mitchell, Texturizing Sea Spray


Lush, anielski czyścik i tonik z aloesu


Z moich małych Lushowych zakupów kocham wszystko. Jednak te dwa produkty uważam za wyjątkowe. Formuła Angels on Bare Skin jest przeciekawa i nigdy nie miałam styczności z taką konsystencją. Ciapcia się ją z ciepłą wodą i powstaje maź, którą rozprowadza się na twarzy. Oczyszcza i delikatnie peelinguje. Na tyle delikatnie, że używam jej nawet codziennie. No i ma suszone kwiaty i zapach lawendy ♥

Tonik Breath of Fresh Air mógłby być zwyczajnym produktem swojego pokroju. Ostatecznie bazuje na aloesie, który jest obecnie hitem i jest praktycznie wszędzie. Ale ten zapach.. uzależnia. Sprawia, że chce się nim psikać co chwilę. Albo to moje uzależnienie od kompozycji rozmarynowych :D 

Recenzje tych produktów są w drodze ;)


Znacie coś z mojej ukochanej listy? Jakie hity ostatnio zagościły u Was? :)

Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger