lutego 09, 2018

Obecna pielęgnacja twarzy

Obecna pielęgnacja twarzy - Le Bleuet Blog (Porcelanowe Włosy)

Bardzo lubię czytać tego typu posty. Nie mam pojęcia dlaczego takowe nie gościły do tej pory na moim blogu, ale nigdy nie jest za późno, by to zmienić :)

Dawno, dawno temu.. był czas kiedy moja pielęgnacja ograniczała się wyłącznie do żelu aloesowego i olejów. W momencie gdy skóra była przesuszona i więcej kosmetyków ją rozdrażniało niż przynosiło cokolwiek dobrego. Od kiedy udało mi się zrozumieć co robię źle i wyjść na prostą pozwalam sobie na więcej i nawet ostatnio odkryłam, że cera z wiecznie suchej zmieniła się w skłonną do normalności!

Na moich półeczkach jest znacznie więcej rzeczy niż to, co zobaczycie poniżej (głównie za sprawą bandy ciekawskich próbek od różnych takich sympatycznych blogerek :D), ale te produkty stanowią, powiedzmy, moją obecną stałą pielęgnację. 

Avalon witamin C, Andalou Q10, Lilla Mai z filtrem UV

Demakijaż i oczyszczanie


Kremik Lilla Mai z filtrem UV dostałam od przyjaciółki w maju...tak. To kolejny dowód na to jak niezła jestem w chomikowaniu wartościowych rzeczy. 2/3 swojej pojemności służył mi jako standardowy krem do twarzy. W którymś momencie zauważyłam, że sprawdza się świetnie w kwestii łagodzenia jakichkolwiek podrażenień (tlenek cynku! czemu nie wpadłam na to wcześniej!) więc sięgałam po niego wyłącznie w tym celu. 

Ostatecznie jednak data ważności zmusiła mnie do przyspieszenia zużywania - obecnie używam go do demakijażu i w tej roli również sprawdza się perfekcyjnie. Wniosek: czegokolwiek nie wymyślisz, Lilla Mai Cię nie zawiedzie :D Tylko napiski się zmazują..

Żel do mycia twarzy Avalon z witaminą C jest upragnioną nowością dostaną od Agi. Uwielbiam w nim wszystko - zapach, poczucie oczyszczenia, łagodność, cały skład.. Do tego mam głęboką nadzieję, że na dłuższą metę moja cera doceni wpływ witamin i trochę się rozpromieni ;)

Tonik Andalou z koenzymem Q10 jest już na wykończeniu więc wkrótce pewnie pojawi się recenzja. Anula  mówi, że wybrałam najgorszą opcję ze wszystkich tych toników :D ale ja go bardzo polubiłam. W zasadzie do szczęścia wystarczyłyby mi dwa pierwsze składniki - aloes i gliceryna. Ale w nim jest znacznie więcej dobroci! 

Clochee serum & Willow Fruity Mousse balsam do twarzy

Codzienna pielęgnacja


Willowkowy Fruity Mousse jest ze mną od dawna, co zresztą jest całkiem logiczne.. został skonstruowany na potrzeby mojej skóry ;D Używam go na noc (nawet ostatnio nie codziennie) i zapewnia mi takie odżywienie jakiego potrzebuję, na całą dobę lub dłużej. Twierdzę wręcz uparcie, że to jedyna rzecz, która oddziela mnie od okresu irytującej suchości cery. Możecie uznać to za niestosowne, ale z takich właśnie, egoistycznych pobudek powstał Fruity Mousse :D 

Odżywczo-odmładzające serum Clochee jest opcją poranną, znacznie lżejszą. Konsystencją do złudzenia przypomina krem, ale darzę go sympatią. Nie mogłam go nie chcieć, jako że polecany jest dla skóry alergicznej, ma łagodzący wpływ i jednocześnie zapobiega starzeniu skóry. Aplikacja jest sympatyczna (i zapach również), nie pozostawia typowej dla kremów powłoki, ale za szybko jeszcze, by mówić o konkretnych efektach. O tych wkrótce ;)

100% Pure Caffeine Eye Cream - krem pod oczy

Pielęgnacja skóry wokół oczu


Kawowy krem 100% Pure jeszcze nie doczekał się recenzji, ale już zdążył trafić do ulubieńców ubiegłego roku. Zupełnie zdobył moje serce swoim zapachem, ale nie jest to oczywiście jedyna cecha, za którą go cenię. Konsystencja jest idealna - nie za lekka, nie za ciężka, pięknie dba o skórę przez cały dzień (tudzież noc). 

Nie jestem ekstremalnie wymagająca w kwestii pielęgnacji tych partii twarzy jednak jest jedna rzecz, bez której nie przeżyję stosowania tego typu produktu. Zmniejszenie porannej opuchlizny i rozluźnienie zmęczonej skóry wieczorem. W tych kwestiach 100% Pure również sprawdza się pięknie. Nie działa w tej materii super szybko, raczej w swoim czasie, ale rezultaty są odczuwalne, a mi do szczęścia więcej nie potrzeba :)

Liquid Gold Alpha-H & Acure Organics Brightening peeling do twarzy

Peeling skóry twarzy


Liquid Gold Alpha-H z recenzją stoi tak samo jak krem powyżej wspomniany. Mimo tego, że skład nie jest perfekcyjny działanie kwasu glikolowego w tym produkcie zauroczyło mnie po kilku użyciach i czułam przemożną potrzebę posiadania 100ml wersji. Całkiem możliwe, że moja fascynacja wynika z faktu, że to moja pierwsza styczność z kwasami, ale i tak mam nieodparte wrażenie, że ten koncept jest po prostu bardzo sensowny!

W tym miesiącu, po okresie hej-hop entuzjazmu, ograniczam jego stosowanie na rzecz wspomnianej wcześniej bandy odlewek i odsypek maseczkowych, gdyż okazuje się, że Liquid Gold najprawdopodobniej uwrażliwia moją skórę na tyle, że w odpowiedzi na jakąkolwiek rozrywkę tego typu odbywa się spektakularny cyrk i panika. Będzie jednak na pewno stałym elementem pielęgnacji wiosennej bo pięknie wspomaga regenerację i niweluje wszelkie niechciane zmiany w bardzo krótkim czasie :)

Peeling Acure to już peeling mechaniczny. Aga mówi, że mi nie wolno jak już używam Liquid Golda.. więc mocno się ograniczam :D Używam go w momentach kiedy mam dłuższą przerwę od kwasu. Peelinguje przyjemnie mąką z łupin orzecha, zieloną glinką i granulkami ze skórki cytryny, pachnie.. wodorostkami ;) Lubię go bo jest dość delikatny i nie mam poczucia, że moja warstwa ochronna jest zdzierana wraz z naskórkiem. 


A jak wygląda Wasza pielęgnacja?
Podobnie? Diametralnie inaczej? ;)

Copyright © 2016 Le Bleuet Blog , Blogger